Burmistrz Kłodzka odpowiada w sprawie mieszkania Kamili W.(L.). Zaskakujące tłumaczenie
Platforma Obywatelska ma ogromny problem, z którym wyraźnie nie potrafi sobie poradzić. W tle wstrząsającej afery pedofilskiej pojawia się wieloletnia działaczka PO, Kamila W. (L.), a w jej otoczeniu – najważniejsze twarze partii, z wicemarszałek Sejmu Moniką Wielichowską i ministrem Tomaszem Siemoniakiem na czele.
Z najnowszego wywiadu z burmistrzem Kłodzka wyłania się obraz szokującej znieczulicy, podwójnych standardów i prób zamiecenia sprawy pod dywan.
Mieszkanie dla skazanej i "notariusz" z ratusza
Zacznijmy od skandalu z przydziałem lokalu w Kłodzku. Kamila L. usłyszała nieprawomocny wyrok 6,5 roku więzienia, m.in. za nieudzielenie pomocy własnej córce, która była przez wiele lat gwałcona przez jej drugiego męża. Mimo tak potwornych zarzutów, kobieta otrzymała od miasta mieszkanie socjalne.
Burmistrz Kłodzka, należący obecnie do zarządu kłodzkiego koła Koalicji Obywatelskiej, tłumaczył się z tej decyzji w rozmowie z dziennikarzem telewizji wPolce24 Piotrem Czyżewskim. Przyznał wprost, że w momencie podejmowania decyzji wiedział o toczącym się wobec działaczki postępowaniu. Mimo to, zasłania się "obiektywnymi kryteriami", zalaniem poprzedniego domu działaczki na wysokość prawie 4 metrów oraz absurdalnie w tej sytuacji brzmiącym "domniemaniem niewinności".
Co więcej, burmistrz próbuje umyć ręce, nazywając siebie jedynie "notariuszem", który musiał zatwierdzić punkty przyznane przez komisję.
Opieka nad pozostałą trójką dzieci Kamili L. również budzi ogromne kontrowersje .Choć z relacji burmistrza wynika, że kurator oddał dzieci pod opiekę dziadków, władze miasta przyznają, że opierają swoją wiedzę jedynie na informacjach z ośrodka pomocy społecznej i szkół.
Zbiorowa amnezja elit i "lajki" od ministra
Wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska wydała oświadczenie, w którym całkowicie odcina się od znajomości z bohaterką afery pedofilskiej. Problem w tym, że w przestrzeni publicznej krążą liczne zdjęcia i dokumenty, które jednoznacznie przeczą tej wersji. Kamila L. brała czynny udział w życiu partyjnym PO, a jeszcze w lutym 2024 roku dysponowała pełnomocnictwem i oficjalnie reprezentowała Komitet Wyborczy Koalicji Obywatelskiej.
Pytany o to, czy wicemarszałek Wielichowska powinna podać się do dymisji, burmistrz Kłodzka unika odpowiedzi, twierdząc, że "to nie jest jego decyzja".
Jeszcze bardziej bulwersujące są doniesienia o bliskich relacjach oskarżonej z innymi prominentnymi politykami. Dziennikarze wytykają, że minister Tomasz Siemoniak miał "lajkować" w mediach społecznościowych zdjęcia z wakacji, na których Kamila L. prezentowała się "lekko roznegliżowana".
Jak na to reaguje burmistrz? Bagatelizuje sprawę, absurdalnie tłumacząc, że politycy robią sobie zdjęcia z wieloma osobami na marszach i "nie pytają się ich, co robią po godzinach pracy". Burmistrz zasłania się również tym, że o wirtualnych relacjach ministra z oskarżoną "nie miał wiedzy".
Zapytany o to, czy tłumaczenia wicemarszałek Moniki Wielichowskiej przekonały zebranych na niedawnej radzie regionu działaczy PO, burmistrz odpowiedział krótko: "Zdecydowanie tak. Te wyjaśnienia zostały w pewien sposób przyjęte".
To zdanie obnaża bolesną prawdę o moralności tego środowiska: partyjny interes i obrona "swoich" wydają się być dla nich ważniejsze niż bezwzględne rozliczenie patologii i współodpowiedzialności za tragedię bezbronnych dzieci. Czy ktokolwiek na szczytach władzy poniesie za to polityczne konsekwencje? Tego politycy PO najwyraźniej woleliby uniknąć.
źr. wPolsce24











