Oddała życie, próbując ratować dziecko. Nowe ustalenia w sprawie przyczyny pożaru są porażające

Do tragedii doszło w piątek po południu przy ul. Jeżynowej w Myjomicach. Służby ratunkowe zostały powiadomione o kłębach gęstego dymu wydobywających się z domu jednorodzinnego. Po przybyciu na miejsce strażacy ustalili, że pożar miał nietypowy, bezoogniowy charakter i rozpoczął się na poddaszu budynku.
— Wszystkie znajdujące się tam przedmioty użytkowe zaczęły żarzyć się bez widocznych płomieni, wydzielając duże ilości trujących gazów — relacjonował st. kpt. Paweł Michalski, rzecznik kępińskiej straży pożarnej.
W chwili zdarzenia w domu przebywało pięć osób: rodzice oraz troje dzieci w wieku 1, 4 i 11 lat. 46-letni mężczyzna zdołał wynieść z budynku dwoje najmłodszych dzieci. Matka ruszyła na pomoc najstarszemu synowi, 11-letniemu chłopcu z niepełnosprawnością, który znajdował się na poddaszu.
Śmiertelne zatrucie
Kobieta i dziecko stracili przytomność wskutek zatrucia gazami pożarowymi. Strażacy wynieśli ich z budynku i natychmiast rozpoczęli reanimację. Chłopca nie udało się uratować. Jego matka w ciężkim stanie trafiła do szpitala w Kępnie, gdzie w sobotnią noc zmarła.
Rzeczniczka kępińskiej policji mł. asp. Anita Wylęga poinformowała, że na miejscu zdarzenia pracować będzie biegły z zakresu pożarnictwa, który ma ostatecznie ustalić przyczynę tragedii. Ze wstępnych ustaleń wynika, że źródłem pożaru mogła być awaria instalacji fotowoltaicznej.
Śledztwo w sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Kępnie. Jak przekazali strażacy, w budynku nie były zamontowane czujki dymu, które mogłyby wcześniej ostrzec domowników przed śmiertelnym zagrożeniem.
źr. wPolsce24 za rmf24.pl











