Czego domaga się przyszły premier? Czarnek stawia twarde warunki Kijowowi i żąda stanowczych działań od rządu Tuska
Wielka solidarność i bolesny cios z Kijowa
Polska pomogła Ukrainie w jej najczarniejszej godzinie, kierując się zarówno własnym interesem bezpieczeństwa – aby "rosyjskie tanki nie stanęły na granicy w Dorohusku" – jak i czystym odruchem serca.
Jak podkreśla Przemysław Czarnek, naród polski wykazał się bezprecedensową solidarnością, nie pytając uciekających przed bombami Ukraińców o ich przeszłość czy pochodzenie. Szczególnie heroicznie zachowali się mieszkańcy wschodniej Polski, gdzie w wielu rodzinach wciąż żywe i bolesne są wspomnienia ukraińskiego ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.
To polska ofensywa dyplomatyczna w pierwszych miesiącach wojny zmusiła zachodni świat do pomocy, ratując tym samym władzę Wołodymyra Zełenskiego, gdy Rosjanie byli już na przedmieściach Kijowa. Dziś ten sam polityk "wymierza Polsce policzek", nadając ukraińskiej jednostce wojskowej imię bohaterów UPA. Czarnek przyrównuje ten skandaliczny incydent do sytuacji, w której "Niemcy dzisiaj (...) nadali swojej jednostce wojskowej (...) imię na przykład Rudolfa Hesa". To działanie, które zadowala wyłącznie Moskwę i jest przejawem skrajnej nielojalności nie tylko wobec Polaków, ale i samego narodu ukraińskiego.
Twarde warunki brzegowe – czas na ekshumacje i stanowczość
Koniec z polityką bezwarunkowych ustępstw. Przedstawiciel prawicy stawia jasne "warunki brzegowe" dalszej polskiej pomocy i solidarności. Po pierwsze, Kijów musi natychmiast wycofać się z haniebnej decyzji o patronacie UPA dla swojej armii. Po drugie, strona ukraińska musi wydać natychmiastową zgodę na ekshumację wszystkich bestialsko pomordowanych Polaków, którzy wciąż spoczywają w bezimiennych dołach na Ukrainie.
Wobec bezczelnej postawy ukraińskiego prezydenta, w pełni poparty został wniosek prezesa IPN Karola Nawrockiego do kapituły Orła Białego o odebranie Zełenskiemu tego najwyższego polskiego odznaczenia państwowego.
Rząd Tuska pod pręgierzem. Gdzie jest ustawa antybanderowska?
Działania Kijowa to jedno, ale fatalna postawa obecnego rządu Donalda Tuska budzi równie wielkie oburzenie. Profesor Czarnek wzywa do natychmiastowego odblokowania w Sejmie ustawy zakazującej propagowania banderyzmu. Projekt ten, napisany wspólnie z prezydentem Karolem Nawrockim, zakłada penalizację "kłamstwa wołyńskiego" dokładnie na takich samych zasadach, na jakich dziś ścigane jest kłamstwo oświęcimskie. Dokument ten został jednak cynicznie zamrożony w komisji przez polityków obecnej koalicji rządzącej.
Polska musi również dbać o swoje interesy gospodarcze. Zdecydowanym żądaniem jest podpisanie umów gwarantujących polskim firmom udział w powojennej odbudowie Ukrainy. Polityk PiS domaga się również pełnej transparentności finansowej od ekipy Tuska – Polacy muszą wiedzieć, ile środków ze "185 miliardów złotych z sejfu brukselsko-niemieckiego" ma trafić na Ukrainę.
Co więcej, przekazywanie tych pieniędzy powinno zostać natychmiast wstrzymane do czasu, aż Zełenski wywiąże się z postawionych mu polskich warunków brzegowych.
Dzisiaj nie ma dogadywania się z człowiekiem, który zdradził naszą przyjaźń i lojalność sąsiadów" – kwituje stanowczo kandydat PiS na premiera.
Zero tolerancji dla łamania prawa przez obcokrajowców
Polska prawica nie zapomina również o bezpieczeństwie wewnętrznym. W odpowiedzi na rosnące niepokoje, Czarnek przypomina o leżącym w Sejmie projekcie ustawy wprowadzającym automatyczną deportację obcokrajowców, którzy nie przestrzegają polskiego prawa i popełniają choćby drugie wykroczenie z rzędu.
Przekaz jest jasny i klarowny: Polska jest otwarta i gościnna, ale stanowczo żąda lojalności, szacunku do swojej historii i odpowiedzi na okazaną, bezprecedensową solidarność. Czas, aby zarówno Kijów, jak i obecny rząd w Warszawie to wreszcie zrozumieli.
źr. wPolsce24











