Schrony jak z Barei. Dziennikarze sprawdzili, jak działa system, który miał zapewnić Polakom bezpieczeństwo

Co pokazuje aplikacja?
W teorii aplikacja „Gdzie się ukryć” (gdziesieukryc.pl) pokazuje mapę ok. 70 tys. punktów schronienia w Polsce. Większość z nich to piwnice, tunele czy garaże podziemne. System przygotowany jest przez Biuro Informatyki i Łączności Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej (KG PSP) we współpracy z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA).
Oficjalnym celem miało być ułatwienie Polakom znajdowania najbliższych schronień w sytuacjach zagrożenia. System miał zastąpić starą aplikację "Schrony", którą przygotowano za poprzedniego rządu i zaoferować "interaktywną mapę miejsc schronienia".
Już na prezentacji aplikacji dziennikarze wskazywali błędy nowego systemu (m. in. źle działającą geolokalizację) i dopytywali, czym aplikacja Kierwińskiego różni się od tej, którą zaprezentował rząd Zjednoczonej Prawicy? Szef MSWiA zapewniał, że nowy system jest dokładniejszy, a wszystkie obiekty działają prawidłowo i zostały zweryfikowane przez odpowiednie służby.
Dziennikarze nie uwierzyli politykowi na słowo i postanowili sprawdzić, czy tym razem ktoś w rządzie Donalda Tuska powiedział prawdę?
Problemy w Rzeszowie
W stolicy Podkarpacia gdziesieukryc.pl wskazuje setki lokalizacji, ale wiele to obiekty bez specjalnego oznakowania. Co to oznacza? Otóż bez sprawdzania nie wiadomo, z jakim rodzajem schronu mamy do czynienia. Dlatego też dziennikarze rzeszowskiego portalu Nowiny24 sprawdzili, jak wyglądają wspomniane miejsca.
Redakcja portalu odwiedziła punkty wskazywane jako miejsca schronienia. W kilku z nich zastali zamknięte drzwi, kłódki na piwnicach, brak kluczy lub zerową informację o tym, gdzie się schować w razie zagrożenia. Mieszkańcy mówili: „nic nie wiemy”, a obiekty okazywały się miejscami, które w ogóle nie były przygotowane do użycia. Aplikacja wskazywała... głównie prywatne piwnice czy garaże.
- Wybraliśmy te wskazane jako dostępne całodobowo. Padło na budynki przy ul. Okrzei 1, Kopernika 10 oraz Jagiellońskiej 9. Pod pierwszym adresem znajdujemy Centrum Kontaktu i Spraw Obywatelskich Urzędu Miasta Rzeszowa. Ale w środku nikt nie słyszał o żadnym punkcie schronienia. Piwnica owszem jest, ale została przeznaczona m.in. na archiwum. Od urzędników słyszymy, że rzeczywiście zdarzały się telefony z pytaniami o schronienie. - Dobrze, że panie to sprawdzają, bo co by było, jakby coś się wydarzyło i nagle wpadłby tutaj tłum ludzi... - obawiają się w budynku przy ul. Okrzei - czytamy w opisie jednego z takich miejsc.
Dalej jest równie tragikomicznie:
- Kolejne miejsce jest po drugiej stronie ulicy, w kamienicy przy Kopernika 10. W zakładzie kaletniczym pani o punkcie schronienia "pierwsze słyszy". Ale radzi spróbować z drugiej strony, wejściem od podwórka. Udało nam się wejść do środka. Przy drzwiach - jak się domyślamy - do piwnicy wisi kłódka. Nie ma też kogo zapytać - czytamy.
Ostatnie z opisanych miejsc oznaczonych jako całodobowy schron okazało się... prywatnym budynkiem. Dwóch mężczyzn, których dziennikarze portalu Nowiny24 zastali w środku zdziwiło to, że ktoś szuka miejsca schronienia w ich lokalu.
Co mówią władze?
Równie "zabawne" (nie mamy pewności, czy to właściwe słowo), okazują się tłumaczenia lokalnych władz.
Te tłumaczą, że wiele miejsc do nowego systemu po prostu przeniesiono z aplikacji "Schrony". Czyżby celem było po prostu stworzenie nowej "niepisowskiej" aplikacji, którą można było się pochwalić na specjalnej konferencji prasowej, a nie realna pomoc przy ewentualnym zagrożeniu?
Cóż, lokalni przedstawiciele służb odpowiedzialnych za zapewnienie naszym rodakom bezpieczeństwa tłumaczą się zaskakująco:
- Do miejsc z dostępem całodobowym, można wejść przez całą dobę, a do budynków z ograniczonym dostępem, w godzinach pracy danej placówki. Mogą to być np. parkingi podziemne hipermarketów, czy budynków użyteczności publicznej. Te dostępne w ramach wzajemnej pomocy to np. piwnice w blokach - opisuje rzecznik prasowy Podkarpackiego Komendanta Wojewódzkiego PSP st. bryg. mgr inż. Marcin Betleja
Dodaje też, że punkty schronienia w aplikacji to nie pełne schrony, lecz doraźne miejsca chroniące np. przed wiatrem. Przyznaje, iż aplikacja jest rozwijana, z możliwością zgłaszania sugestii, a w Rzeszowie - wbrew słowom ministra Kierwińskiego - wciąż trwają weryfikacje miejsc wskazywanych przez system jako schronienie.
Jak tłumaczy to, że wiele z miejsc wskazywanych przez aplikację prowadzi do prywatnych lokali?
- Mamy nadzieję, że administrator, czy zarządca wskazanego lokum, otworzy go w danym momencie, by ukryć ludzi chwilowo. Nie na kilka dni, tylko do kilkunastu minut - precyzuje strażak.
Cóż, nie bardzo wiemy, jak to skomentować. W zasadzie to przede wszystkim doradzalibyśmy modlitwę o pokój.
źr. wPolsce24 za Nowiny24











