Tusk uznał zamknięcie schroniska w Sobolewie za sukces rządu? Ostra reakcja aktywistów

Przypomnijmy: dramat zwierząt w prywatnym schronisku Happy Dog w Sobolewie został nagłośniony przez popularną piosenkarkę Dorotę „Dodę” Rabczewską i posła Lewicy Łukasza Litewkę. Zwierzęta miały być w nim trzymane w tragicznych warunkach, niedożywione i pozbawione opieki weterynaryjnej.
Wcześniej, w grudniu zeszłego roku, Mazowiecki Urząd Wojewódzki twierdził, że wyniki kontroli w tym schronisku nie potwierdzają doniesień aktywistów, jakoby zwierzętom działa się w nim krzywda.
Tusk przypisał sobie sukces?
W sobotę po godz. 15 Powiatowy Lekarz Weterynarii w Garwolinie podjął decyzję o zamknięciu tego schroniska. Portal Onet ujawnił, że oficjalnym powodem był brak wykazu zwierząt przebywających w placówce w formie elektronicznej. Tego samego dnia przed urzędem gminy trwał protest aktywistów prozwierzęcych, którzy przenieśli się potem pod bramy schroniska. Gdy ogłoszono jego zamknięcie, organizacje i indywidualni aktywiści zaczęli zabierać z niego zwierzęta.
Media odkryły także, że właściciel schroniska już w 2019 roku został oskarżony o znęcanie się nad zwierzętami, jego rozprawa ma odbyć się 18 lutego. W poniedziałek w związku z sytuacją w tym schronisku do urzędu gminy w Sobolewie weszli inspektorzy NIK.
O tej sprawie zrobiło się bardzo głośno. Tusk szybko odniósł się do tej sprawy. Schronisko w Sobolewie to kolejny dowód na to, że ludziom desperacko brakuje tego, czego możemy uczyć się od psów: miłości, wierności, charakteru – napisał na platformie społecznościowej X. - Powiatowy Lekarz Weterynarii zamknął dziś to schronisko. Nie będzie taryfy ulgowej dla tych, którzy skazują zwierzęta na cierpienie.
Ostra odpowiedź aktywistów
Wielu internautów odebrało ten wpis jako próbę wykorzystania głośnego tematu do autopromocji. Do sprawy, w długim wpisie na Instagramie, odniósł się teraz DIOZ.
Uderza nas kompletna cisza ze strony jakiejkolwiek instytucji państwowej w sprawie odwołań urzędników odpowiedzialnych za dramat w Sobolewie i roli organizacji ochrony zwierząt w ratowaniu zwierząt. Cisza absolutna. Żadna instytucja, żaden urząd, żaden przedstawiciel państwa REALNIE NIE POMÓGŁ i nie podziękował organizacjom, wolontariuszom, ludziom, którzy wzięli na siebie ciężar ratowania tych zwierząt – napisano.
Według DIOZ sytuacja w tym schronisku powinna doprowadzić do fali dymisji wśród urzędników, którzy na to pozwolili, ale nic takiego nie ma miejsca. Rola państwa polskiego w tym sukcesie ograniczyła się do napisania komunikatów, które rozmijały się z prawdą, a policja nie potrafiła zabezpieczyć miejsca potencjalnego przestępstwa i prowadzić działań operacyjnych i dochodzeniowo-śledczych, a nawet stworzyć spisu zwierząt odbieranych z tego miejsca. To jest absolutny standard w takich sprawach, a mimo to nie został dochowany – podkreślił DIOZ.
Jeszcze większym skandalem jest to, że państwo ogłasza sukces, którego autorami nie są żadne instytucje. Autorami tego, co wydarzyło się w Sobolewie, są organizacje ochrony zwierząt, wolontariusze, osoby publiczne i mieszkańcy, którzy przyszli, krzyczeli, nie odpuścili i nie pozwolili zamknąć tej sprawy po cichu – dodano. - Bez nich Sobolew nadal by funkcjonował. Bez nich psy nadal by tam cierpiały. I to jest fakt, z którym żaden komunikat nie wygra.
Warto dodać, że sam DIOZ też od dawna budzi kontrowersje. Lokalny portal eluban.pl informował w zeszłym roku, że od lat mnożą się pytania o transparentność działania tej organizacji, która od początku zeszłego roku sama jest przedmiotem śledztwa prokuratury i CBŚP. Śledztwo to dotyczy m.in. wchodzenia na teren prywatny bez zgody właściciela, bezprawnego odbierania zwierząt czy manipulowania narracją medialną.
Jak przypomina dziennik "Fakt", w październiku DIOZ informował, że kończy działalność. Później okazało się, że powodem był wyrok na założycieli tej organizacji. Sąd w Sieradzu uznał, że odebranie podczas interwencji psa, który miał być rzekomo trzymany w złych warunkach, to była kradzież.
źr. wPolsce24 za Onet/ "Fakt"/Instagram











