Rekordowa wypłata w polskim szpitalu. Tyle zarobił jeden lekarz z publicznych pieniędzy

Informacje o rekordowych zarobkach medyka oficjalnie potwierdziła dyrekcja Samodzielnego Publicznego Szpitala Wojewódzkiego im. Papieża Jana Pawła II w Zamościu. W ciągu zaledwie dwunastu miesięcy jeden lekarz otrzymał z kasy szpitala ponad 2,7 mln zł. Środki te nie pochodziły z prywatnego sektora czy zagranicznych kontraktów, lecz z publicznych pieniędzy przeznaczonych na leczenie Polaków.
Astronomiczne kontrakty drenują publiczne placówki
Eksperci rynku medycznego nie kryją oburzenia. Wskazują, że mechanizm kontraktów cywilnoprawnych doprowadził do sytuacji, w której pojedyncze dyżury oraz procedury wyceniane są na poziomie całkowicie oderwanym od realiów gospodarczych.
- To kwota, która poraża zwykłego obywatela, ale przede wszystkim pokazuje całkowity paraliż zarządczy w państwowych placówkach. Nie mówimy tu o rynkowej wycenie w prywatnej klinice, lecz o drenażu środków, za które płacimy wszyscy w rosnących składkach zdrowotnych - komentują analitycy sektora ochrony zdrowia.
Szpitale w spirali długów, a stawki szybują
Kontrast między gigantycznymi wypłatami a stanem polskiej służby zdrowia jest uderzający. Większość placówek powiatowych i wojewódzkich zmaga się z narastającym zadłużeniem, brakami kadrowymi oraz brakiem środków na bieżące funkcjonowanie.
Obecny model kontraktowy rodzi szereg patologii:
-
Uzależnienie szpitali od kontraktorów: Brak lekarzy na etatach zmusza dyrekcje do ulegania presji finansowej, co destabilizuje budżety placówek.
-
Wyższe składki bez poprawy dostępności: Choć obciążenia podatników rosną, środki zamiast na skracanie kolejek i nowoczesne terapie, trafiają do wąskiej grupy najlepiej opłacanych osób.
-
Rozbicie personelu medycznego: Drastyczne różnice w zarobkach między rekordzistami na kontraktach a pielęgniarkami, ratownikami czy lekarzami etatowymi niszczą morale w szpitalach.
Brak kontroli nad publicznymi pieniędzmi
Sytuacja w Zamościu to kolejny dowód na bezradność systemu wobec rynkowych anomalii. Narodowy Fundusz Zdrowia przekazuje miliardowe środki, jednak brakuje skutecznych mechanizmów kontroli maksymalnych stawek godzinowych w podmiotach publicznych.
W efekcie zadłużone szpitale muszą licytować się między sobą o specjalistów, oferując kwoty wielokrotnie przewyższające zarobki najważniejszych osób w państwie. Niekontrolowany wzrost kosztów osobowych drastycznie ogranicza fundusze na samo leczenie i opiekę nad pacjentami.
Eksperci i pacjenci coraz głośniej domagają się ukrócenia kominów płacowych oraz natychmiastowego przywrócenia przejrzystości w wydatkowaniu publicznych środków.
źr. wPolsce24 za Polsat News











