Plaga dzikich zwierząt zaleje polskie miasta? Groźne pasożyty na placach zabaw, a Sejm chce zakazać odstrzału!

Chcą związać ręce myśliwym – w tle zakaz noktowizji i polowań nocnych
"Obywatelski" projekt ustawy przewiduje m.in. bezwzględny zakaz polowań nocnych oraz używania nowoczesnych urządzeń optoelektronicznych, w tym noktowizji i termowizji. Nowe regulacje mają również drastycznie ograniczyć możliwość redukcji populacji zwierzyny na terenach zurbanizowanych.
W praktyce oznacza to odebranie myśliwym narzędzi do szybkiej i skutecznej reakcji w miejscach, gdzie dzikie zwierzęta stwarzają bezpośrednie niebezpieczeństwo dla ludzi. Związek przygotował wymowną symulację: gdyby populacja dzików w Warszawie – szacowana obecnie na ok. 6 tysięcy sztuk – corocznie potrajała się bez żadnej redukcji, w 2027 r. mogłaby wzrosnąć do 18 tys., a w 2031 r. osiągnąć teoretyczny poziom blisko 1,5 mln osobników. Choć to założenie czysto modelowe, dobitnie pokazuje skalę problemu, jaki grozi miastom w przypadku zaniechania kontroli nad populacją dzikich zwierząt.
Zagrożenie dla dzieci i kierowców: bąblowica, wścieklizna i wypadki
Brak kontroli nad dzikimi zwierzętami to bezpośrednie zagrożenie sanitarne dla rodzin i najmłodszych. Dziki oraz lisy coraz śmielej wkraczają do parków, ogrodów i na osiedlowe place zabaw, pozostawiając odchody będące źródłem groźnych pasożytów.
Lisy przenoszą m.in. śmiertelnego wirusa wścieklizny oraz jaja bąblowca, a skażona gleba grozi zakażeniem glistami. Do tego dochodzą kleszcze, których rezerwuarem jest leśna zwierzyna. Z kolei na drogach niekontrolowany rozrost populacji jeleniowatych i dzików oznacza większe ryzyko tragicznych w skutkach wypadków.
Dziki i lisy nie zatrzymują się na granicy lasu. Pojawiają się przy domach, na drogach i w miejscach, w których wypoczywają ludzie. Ograniczenie możliwości działania myśliwych nie rozwiązuje problemu. Sprawi natomiast, że trudniej będzie na takie sytuacje reagować – przestrzega Wacław Matysek z Biura Prasowego PZŁ.
Polacy doceniają pracę kół łowieckich
Wbrew narracji forsujących zmiany środowisk, społeczeństwo dostrzega kluczową rolę polskiego łowiectwa. Z badań przeprowadzonych przez Pracownię Badań Społecznych (PBS) w 2025 r. wynika, że aż 62 proc. Polaków uważa, iż myśliwi realnie ograniczają rozprzestrzenianie się groźnych chorób zwierzęcych.
Ponadto 56 proc. badanych wskazuje, że odstrzał redukcyjny ogranicza liczbę groźnych kolizji drogowych, a 62 proc. uznaje takie działania za w pełni uzasadnione na odcinkach tras szczególnie narażonych na obecność zwierzyny.
Rachunek zapłacą podatnicy
Jeżeli państwo odbierze uprawnienia myśliwym, obowiązek usuwania dzikich zwierząt ze stref zamieszkałych spadnie na samorządy. Dziś zadania te realizują koła łowieckie – po zmianach miasta i gminy będą zmuszone zatrudniać zewnętrzne firmy, kupować drogi sprzęt i organizować kosztowne interwencje z pieniędzy z lokalnych podatków.
PZŁ wprost wskazuje, że autorzy projektu nie przedstawili rzetelnego bilansu kosztów ani źródeł ich finansowania. W efekcie koszty ideologicznych ograniczeń poniosą wszyscy mieszkańcy.
Konsultacje społeczne projektu RPW/29629/2026 trwają tylko do 18 października 2026 roku. Swój głos w ankiecie na stronach Sejmu może oddać każdy obywatel, któremu zależy na bezpieczeństwie publicznym i racjonalnej gospodarce łowieckiej.
źr. wPolsce24 za PZŁ









