Z umierającym dzieckiem w brzuchu czekała trzy godziny, aż pomoże jej ginekolog. Kolejny skandal w Szpitalu Południowym

Ujawniony przez portal Onet szokujący incydent miał miejsce 21 czerwca – tuż po wybuchu afery z lekarzem-milionerem Dawidem Kasprzykiem. Kobieta w 22 tygodniu ciąży – jej tożsamość nie została ujawniona – wezwała karetkę. Zabarno ją do Szpitala Południowego.
Długo czekała na ginekologa
Na tamtejszy SOR trafiła o 14:32. Powiedziała dziennikarzom, że poinformowano ją, że ginekolog zbada ją niezwłocznie. Ten jednak się nie pojawiał. Czekałam z umierającym dzieckiem w brzuchu kompletnie sama. Gdy mówiłam, że boli mnie przeraźliwie, nikt nie reagował – relacjonuje.
Pacjentka co pół godziny przywoływała kogoś z personelu, pytając, kiedy w końcu otrzyma pomoc lekarską. Mówiono jej, że czekają na wyniki badań krwi. Ginekolożka zjawiła się dopiero o 17:45, po tym, gdy pielęgniarka ponownie zadzwoniła na oddział ginekologii.
Dla dziecka było już za późno
Ginekolog, który przeprowadził badanie USG, stwierdził niskie tętno płodu, 90 – prawidłowe to ok. 140-150 – i krew w brzuchu. Podejrzewał pęknięcie macicy i natychmiast podjął decyzję o ratującej życie operacji. Jego diagnozę potwierdził wezwany chirurg, który zlecił pilny zabieg. Mimo tego, że z powodu zbierającej się w otrzewnej krwi nie była w stanie nawet dojść samodzielnie do gabinetu USG, w dokumentacji medycznej SORu jej stan opisano jako „dobry”
Jej córkę wyciągnięto z worka owodniowego, który przez pęknięcie macicy przemieścił się do jamy otrzewnej. Zespół reanimacyjny walczył o jej życie przez dwie godziny. Dziewczynka była niedotleniona i sina, dostałą 0 punków w skali Agpar, która jest używana do oceny stanu noworodka zaraz po porodzie. Dziecko podjęło raz próbę samodzielnego oddychania, ale ostatecznie nie przeżyło.
Kobieta relacjonuje, że gdy wokół niej zaczął się nagły ruch, spytała personel szpitala, gdzie był przez ostatnie trzy godziny. Nie doczekała się odpowiedzi. Zapowiedziała, że złoży skargę do Rzecznika Praw Pacjenta i konsultuje z prawnikami zgłoszenie tego, jak ją potraktowano, prokuraturze, ale jeszcze nie wie, czy będzie mieć na to siłę. Nie jestem pierwszym przypadkiem, gdy kobieta w ciąży, zgłaszając się do szpitala z pękniętą macicą, jest ignorowana. W Południowym doprowadzono do tego, że moje życie było zagrożone, a moje dziecko zmarło – powiedziała Onetowi.
źr. wPolsce24 za WP.pl









