Pieniądze z warszawskich lokali płyną na Wschód? W tle znana sieć i zagraniczne transfery pieniędzy

Na pierwszy rzut oka to kolejna nowoczesna restauracja, stawiająca na aplikację, szybki dowóz i agresywny marketing w mediach społecznościowych. Sieć Dodo Pizza posiada w Warszawie już sześć punktów – m.in. na Mokotowie, Ochocie, Woli, Wilanowie czy Bemowie.
Gdy jednak zajrzeć do jawnych, publicznych dokumentów rejestrowych spółki DODO PIZZA POLAND, wyłania się obraz skomplikowanej układanki kapitałowej, w której centrum znajdują się osoby z rosyjskim paszportem oraz zagraniczne jurysdykcje. Sprawę ujawnił na portalu X jeden z popularnych użytkowników tej plarformy:
Kim jest człowiek kontrolujący polski biznes?
Polska spółka została wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego w połowie 2019 roku. Funkcję prezesa zarządu i większościowego udziałowca sprawuje w niej Władimir Gorecki (ros. Vladimir Goretskii): menedżer, który przed laty budował struktury tej marki na terenie Federacji Rosyjskiej.
Zaglądamy do Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych (CRBR), instytucji prowadzonej przez Ministerstwo Finansów. W oficjalnym wpisie czarno na białym widnieją dane większościowego właściciela: obywatelstwo Federacji Rosyjskiej, z formalnym miejscem zamieszkania zarejestrowanym na Cyprze. Posiada on zdecydowaną większość udziałów w podmiocie zarejestrowanym w Warszawie.
Nie jest to więc przypadkowy polski przedsiębiorca, który zdecydował się na wykupienie szyldu, lecz wieloletni zaufany współpracownik założyciela całej marki, Fiodora Owczinnikowa.
Zasadzka w Jurmale i porwanie w tle
Za postacią sternika polskiego oddziału stoi zresztą historia jak z klasycznego kina sensacyjnego. Zaledwie kilka miesięcy po zarejestrowaniu spółki w Warszawie, we wrześniu 2019 roku, Gorecki padł ofiarą brutalnego porwania.
Pod pretekstem spotkania z rzekomym majętnym inwestorem przedsiębiorca został wywabiony na Łotwę. Zamiast negocjacji w Jurmale czekała na niego zasadzka: został obezwładniony, skrępowany i przez pięć dni przetrzymywany z workiem na głowie. Porywacze wymusili od niego dostęp do kont bankowych, urządzeń i kryptowalut, rabując gotówkę i zmuszając do podpisania wielomilionowych zobowiązań dłużnych, po czym... odesłali go taksówką na lotnisko w Rydze.
Sprawę nagłośnił wówczas sam twórca imperium Dodo, Fiodor Owczinnikow, a porywacze po międzynarodowym śledztwie wpadli w ręce służb. Pokazuje to jednak dobitnie, z jakiego świata i jak twardych realiów wschodniego biznesu wywodzą się ludzie kontrolujący dziś popularną warszawską sieć.
Milionowe straty i zagadkowe zobowiązania
Równie ciekawe są analizy sprawozdań finansowych, które spółka składa w repozytorium KRS. Te przynoszą niezwykle interesujące wnioski. Polski oddział deklaruje przychody sięgające kilkunastu milionów złotych rocznie, ale jednocześnie wykazuje wysokie straty netto, co jest zjawiskiem spotykanym w dynamicznie dotowanych sieciach franczyzowych.
Uwagę analityków przykuwa jednak struktura bilansu. Zobowiązania polskiej spółki wielokrotnie przewyższają jej majątek trwały. Wśród kilkunastu milionów złotych długu przeważająca większość figuruje w sprawozdaniu w ogólnej kategorii „zobowiązania wobec pozostałych”.
Z racji tego, że firma składa uproszczone raporty dla mniejszych podmiotów, publiczne dokumenty nie precyzują, kto dokładnie pożyczył spółce te środki. W obrocie gospodarczym w tego typu strukturach zazwyczaj są to pożyczki właścicielskie lub finansowanie od powiązanych podmiotów z grupy na utrzymanie płynności.
Od polskiego klienta, przez Dubaj, do Kazachstanu
Najbardziej newralgicznym punktem całej operacji są jednak opłaty licencyjne i marketingowe, które polski podmiot musi odprowadzać za możliwość korzystania z marki i autorskiego systemu informatycznego.
Choć sama działalność gastronomiczna w Polsce jest legalna i prowadzona w ramach zarejestrowanej spółki z o.o., międzynarodowa architektura holdingu Dodo Brands przeszła w ostatnich latach głęboką metamorfozę.
Po wybuchu pełnoskalowej wojny na Ukrainie i nałożeniu zachodnich sankcji na rosyjski sektor finansowy, wiele podmiotów z tamtejszego rynku zaczęło szukać alternatywnych tras rozliczeń. Holding przeniósł swoje zagraniczne operacje m.in. pod szyld spółki w Dubaju (Zjednoczone Emiraty Arabskie), a formalną jurysdykcję samego holdingu przeniesiono z Cypru do Kazachstanu (międzynarodowe centrum finansowe AIFC w Astanie).
Mechanizm jest czytelny: Klient w Warszawie płaci za posiłek, Polska spółka wykazuje koszty usług i licencji, a opłaty za prawo do korzystania ze znaku i systemu wędrują do spółki w Dubaju, kontrolowanej przez międzynarodowy holding z rosyjskim rodowodem.
Legalne, ale czy transparentne dla konsumenta?
Zaznaczmy to wyraźnie. W świetle obowiązujących przepisów polska spółka nie robi nic nielegalnego, nie znajduje się też na oficjalnej liście sankcyjnej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji i działa w granicach prawa.
Pozostaje jednak kwestia świadomości konsumenckiej i realności politycznych zapowiedzi o rugowaniu rosyjskiego kapitału z Polski.
W czasach, gdy polscy obywatele z dużą wrażliwością podchodzą do kwestii transparentności finansowej zagranicznych koncernów, mechanizm transferu zysków i powiązań personalnych wokół stołecznych pizzerii może być dla wielu zamawiających sporym zaskoczeniem.
Zwłaszcza, że beneficjent w tej sytuacji jest dość precyzyjnie zdefiniowany.
źr. wPolsce24 za X









