Polska

Prezydent Gdyni tłumaczy się z obecności na kontrowersyjnej uroczystości… „bo był konsul Niemiec”

opublikowano:
img399
Morska wojna totalna upamiętniona na niemieckim znaczku. To właśnie Niemcy wymyślili, że będą strzelać i zatapiać każdy statek, także cywilny (Fot. Fratria)
Niektórzy politycy powinni mieć przy sobie przycisk „STOP”, który uruchamia się, zanim zrobią albo powiedzą coś, czego nie przemyślą. Pani prezydent Gdyni, Aleksandra Kosiorek, najwyraźniej takiego przycisku nie posiada. Zapytana w Radiu Gdańsk o kontrowersje wokół swojej obecności na rocznicowych obchodach zatopienia niemieckich okrętów wojennych (tak, wojennych – z marynarzami, oficerami i załogami U-Bootów na pokładzie), postanowiła… bronić się m.in. obecnością konsula Niemiec.

W Gdyni, mieście, które w 1939 roku zostało brutalnie zniemczone i przemianowane na „Gotenhafen”, od kilku lat odbywają się uroczystości upamiętniające pasażerów niemieckich okrętów „Wilhelm Gustloff”, „Goya” i „Steuben”, zatopionych przez Sowietów pod koniec II wojny światowej. Sprawa z pozoru wydaje się oczywista: upamiętnić ofiary. Problem w tym, że „ofiary” to także esesmani, członkowie Kriegsmarine i inni przedstawiciele III Rzeszy, którzy w panice uciekali z Prus Wschodnich i Pomorza – nierzadko popełniwszy wcześniej wojenne zbrodnie.

Obecność prezydent Gdyni na uroczystości upamiętniającej ofiary zatopionych hitlerowskich okrętów skrytykował m.in. rzecznik IPN Rafał Leśkiewicz, który w rozmowie z naszym portalem powiedział: "Jestem w olbrzymim szoku, bo to jest po pierwsze wyraz totalnego braku wiedzy historycznej i wyczucia historycznego, zupełnego pomylenia pojęć tak naprawdę. Zatopienie SS Wilhelm Gustloff było zatopieniem okrętu wojennego, bo on służył do transportu niemieckiego wojska. Oczywiście, że na jego pokładzie znajdowali się uciekinierzy z terenu Prus Wschodnich, ale znajdowali się też ranni żołnierze niemieccy. Ci, którzy brali udział w działaniach przeciwko mieszkańcom Polski, ziem polskich okupowanych przez Niemców" - tłumaczył dr Leśkiewicz. "Oddawanie hołdu ofiarom, nawet jeżeli wśród nich były osoby cywilne, uważam za całkowite pomylenie pojęć" - dodawał historyk.

Przyszła, bo inni też przyszli?

Na te słowa w rozmowie z Radiem Gdańsk zareagowała prezydent Gdyni, Aleksandra Kosiorek – i jej tłumaczenia są tak niepoważne, że aż trudno uwierzyć, że padły z ust osoby pełniącej tak odpowiedzialne stanowisko.

"Tego nikt nie kwestionuje, że również osoby, których pamięci nie chcielibyśmy czcić na tych okrętach się znajdowały, natomiast trochę mnie zaskakują takie słowa, bo to są słowa skierowane również przeciwko marszałkowi województwa, którego przedstawiciele na tych uroczystościach wręczali medal dla jednej z osób. Był obecny również konsul Niemiec i konsul Ukrainy, był przewodniczący rady sejmiku województwa opolskiego, więc to nie jest tak, że ta uroczystość odbywała się w hołdzie tych ofiar zatopienia, którzy jednocześnie byli zbrodniarzami wojennymi" - mówiła Kosiorek w rozmowie z red. Jakubem Kaługą na antenie Radia Gdańsk, ale w zasadzie nie wiadomo dlaczego obecność niemieckiego konsula miałaby jednoznacznie wskazywać jakie ofiary czczono, a jakich nie czczono. 

Gdzie jest tablica i co na niej napisano?

Następnie pani prezydent brnęła dalej prezentując coraz większą dezorientacją w sprawach miasta, w którym przyszło jej rządzić. 
"Zresztą nie dalej jak kilka lat temu toczyła się przez Trójmiasto dyskusja przy okazji wmontowania tablicy pamiątkowej w Gdańsku dla ofiar cywilnych Wilhelma Gustloffa, tam również były kontrowersje, zresztą ta tablica dzisiaj jest i jest poświęcona, bo przed uroczystością składania wieńców odbyła się msza ekumeniczna w kościele w Gdyni, bo ona odbywa się co roku. Ta uroczystość jest co roku, poza tym w Ustce odbywały się zeszłych latach takie uroczystości" - mówiła Kosiorek, znów mijając się z prawdą i to aż dwukrotnie.

Po pierwsze tablica, o której mówiła prezydent Gdyni nie zawisła w Gdańsku, a w Gdyni właśnie. Konkretnie została wmurowana w kościele redemptorystów, czyli tam gdzie odbyła się wspomniana msza ekumeniczna. Na tablicy nie ma słowa o „cywilnych ofiarach”. Jest mowa ogólnie o „ofiarach”. W domyśle zatem jest to upamiętnienie wszystkich ofiar, czyli także hitlerowskich najeźdźców, którym przyszło uciekać w panice przed swoimi byłymi sojusznikami Sowietami, których podstępnie zaatakowali w 1941 roku. Czci więc także pamięć SS-manów, marynarzy Kriegsmarine, załogi U-Bootów. A tablica, wmurowana bez konsultacji z arcybiskupem i wbrew protestom mieszkańców, została tam do dziś.

Warto przypomnieć, że choć tablica zawisła w kościele redemptorystów, to przeciwko decyzji swoich współbraci zakonnych z Gdyni protestował m.in. ojciec Tadeusz Rydzyk.

„Istnieje niebezpieczeństwo pomylenia kata z ofiarą" - tłumaczył założyciel Radia Maryja.

Niestety, niebezpieczeństwo to wciąż jest żywe, zwłaszcza, gdy słyszy się takie wypowiedzi prezydent Gdyni o jej obecności na upamiętnieniu ofiar zatopienia niemieckich okrętów:
"Także ja tutaj kontrowersji nie dostrzegam, ale polityka historyczna to jest trudny temat i to jest temat, który dzieli, ale obowiązkiem świadomych obywateli jest podejmować dyskusję z trudnymi tematami. Znam rodziny polskie, które straciły bliskich na tych statkach. Prawda jest taka, że historię naszego kraju mamy tak skomplikowaną, że w zasadzie ciężko jest postawić taką wyraźną granicę, gdzie ginęli tylko ci źli ludzie, a gdzie ci o których pamiętać nam wolno".

Skomplikowana historia jest właśnie najczęściej wykorzystywanym narzędziem przez potomków niemieckich katów do zacierania granic między ich przodkami, a ich ofiarami. I granicę czasem można jednak postawić. Jeśli ktoś był w SS, pacyfikował wsie albo służył w Kriegsmarine strzelającej do rozbitków na morzu – to nie jest „trudny temat”. To nie jest ktoś, „o kim wolno pamiętać z hołdem”. To ktoś, kogo wspominanie bez kontekstu jest po prostu moralnie dwuznaczne, jeśli nie haniebne. I nie uratuje tego żaden „konsul Niemiec”.

Atakują, bo zwolniła urzędnika...

Jakby tego było mało, pani Kosiorek stwierdziła, że "atak na nią" za obecność na wspomnianych uroczystościach zrodził się z... inspiracji środowisk skupionych wokół zwolnionego przez nią dyscyplinarnie urzędnika i spodziewa się w związku z tym dalszych ataków na swoją osobę. Chodzi o Zygmunta Żmudę-Trzebiatowskiego, który w kampanii samorządowej mocno wspierał kandydaturę obecnej prezydent Gdyni, ale został przez nią wyrzucony z pracy z niejasnych dziś przyczyn. Zresztą Żmuda - Trzebiatowski zapowiedział odwołanie do sądu pracy, więc sprawa być może w przyszłości wyjdzie na jaw.
Wspominamy o tej sprawie tylko po to, by pokazać jak dziwnymi ścieżkami biegną myśli prezydent Gdyni, która swój nieprzemyślany udział w kontrowersyjnej uroczystości powiązała z jakąś biegunowo odległą sytuacją z magistratu, którym kieruje. 

źr. wPolsce24 za radiogdańsk.pl

Polska

Po Wielkanocy koniec Hennig-Kloski w rządzie? Tusk za słaby, by ją uratować

opublikowano:
Paulina Hennig-Kloska może być pierwszym ministrem rządu Donalda Tuska, który straci stanowisku w wyniku głosowania nad wotum nieufności
Paulina Hennig-Kloska może być pierwszym ministrem rządu Donalda Tuska, który straci stanowisku w wyniku głosowania nad wotum nieufności (Fot. PAP/Agnieszka Bielecka)
Coraz więcej wskazuje na to, że polityczne dni minister klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloski są policzone. Wniosek o wotum nieufności, który ma być procedowany tuż po Wielkanocy, może stać się momentem przesądzającym o jej przyszłości w rządzie.
Polska

ROZMOWA WIKŁY. Mariusz Kamiński ujawnia kolejny skandal z udziałem Żurka. Tak może wpływać na wynik śledztwa w swojej sprawie?

opublikowano:
Mariusz Kamiński w Rozmowie Wikły na antenie telewizji wPolsce24, na zdjęciu tez Waldemar Żurek
Mariusz Kamiński w rozmowie z Marcinem Wikłą (fot. wPolsce24)
To sprawa, która obnaża prawdziwe oblicze pewnych elit. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, zamiast dawać przykład transparentności, woli ukrywać swój stan posiadania przed opinią publiczną. Co gorsza, z bezprecedensową małostkowością mści się na funkcjonariuszach Centralnego Biura Antykorupcyjnego, którzy mieli odwagę zbadać jego ogromny majątek.
Polska

„Po pierwsze Polska” – film, który musisz zobaczyć! Wyjątkowy dokument w wielkanocną niedzielę w Telewizji wPolsce24

opublikowano:
Kadr z filmu "Po pierwsze Polska"  Karolu Nawrockim
Kadr z filmu "Po pierwsze Polska" (fot. wPolsce24)
W dobie niepewności i geopolitycznych napięć, opowieść o polskim przywództwie zyskuje nieocenioną wartość. Jak słyszymy w zwiastunie, z perspektywy obecnych światowych zawirowań, ta historia nabiera zupełnie nowego znaczenia. Telewizja wPolsce24 zaprasza na niezwykły dokument ukazujący kulisy prezydentury i dyplomacji na najwyższym szczeblu.
Polska

Szczepionkowa afera „Pfizergate”. Polacy płacą za błędy i układy Brukseli

opublikowano:
2315311_6
Sąd Unii Europejskiej nakazał Polsce zapłatę niemal sześciu miliardów złotych kary za nieodebrane szczepionki firmy Pfizer. Obecny obóz rządzący obarcza winą za straty finansowe poprzedników, podczas gdy opozycja wskazuje na nieprzejrzyste negocjacje Komisji Europejskiej.
Polska

ROZMOWA WIKŁY. Czas próby dla katolików. „Święta sprawa” kontra liberalny walec i medialne prowokacje

opublikowano:
ks. Tomasz Trzaska, kapelan Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL w rozmowie z Marcinem Wikłą na antenie telewizji wPolsce24
ks. Tomasz Trzaska, kapelan Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL w rozmowie z Marcinem Wikłą (fot. wPolsce24)
Wielki Tydzień, a w szczególności Święte Triduum, powinien być dla wierzących czasem głębokiej zadumy, wyciszenia i duchowego towarzyszenia cierpiącemu Zbawicielowi. Jak zauważa ks. Tomasz Trzaska, kapelan Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL, jest to moment, w którym powinniśmy odłożyć na bok codzienne spory i medialny zgiełk, by móc prawdziwie czuwać przy Chrystusie.
Polska

Burmistrz Kłodzka odpowiada w sprawie mieszkania Kamili W.(L.). Zaskakujące tłumaczenie

opublikowano:
2315956_5
Jak już informowaliśmy wcześniej Kamila W. (L.), skazana w aferze pedofilskiej w Kłodzku nieprawomocnym wyrokiem, w 2025 roku otrzymała od miasta mieszkanie socjalne. Pytania w tej sprawie skierowaliśmy do burmistrza miasta Marcina Piszko. Zdecydował się odpowiedzieć na antenie naszej telewizji. Okazuje się, że mieszkanie przyznał kobiecie, bo chodziło o dzieci, a poza tym, był tylko "notariuszem", bo decyzję podjęły inne organy.