Zrobili zakupy na Zachodzie i porównali z Polską. To, co zobaczyli w sklepach, poraża. A będzie jeszcze gorzej, jeżeli stanie na tym, czego chce Tusk

Zachodnie ceny, wschodnie pensje – bolesna rzeczywistość Polaków
Od powracających z urlopów i wyjazdów zagranicznych Polaków płynie spójny, lecz zatrważający przekaz: w polskich dyskontach i marketach robi się drożej niż na Zachodzie. Porównania cen w sieciach handlowych we Francji, Włoszech czy w Niemczech jednoznacznie pokazują, że owoce, warzywa, nabiał, kawę czy chemię gospodarczą można tam kupić w cenach zbliżonych, a nierzadko wręcz niższych niż u nas.
Gdzie tkwi haczyk? Przede wszystkim w zarobkach. Przeciętny Francuz czy Niemiec zarabia 2,5–3 razy więcej niż Polak. Oznacza to, że realna siła nabywcza obywatela RP jest bezlitośnie drenowana, a codzienne zakupy stały się dla milionów polskich rodzin ciężkim wyzwaniem. Zamiast zapowiadanego przez ekipę rządzącą „europejskiego poziomu życia”, Polacy otrzymali europejskie ceny przy zachowaniu polskich realiów płacowych.
Lekcja z Chorwacji, Słowacji i Bułgarii. Rezygnacja ze złotówki to wyrok
W tym kontekście perspektywa rezygnacji z własnej waluty jawi się nie jako krok w stronę nowoczesności, lecz jako gospodarczy wyrok na polskie gospodarstwa domowe. Doświadczenia państw naszej części Europy, które zdecydowały się na przyjęcie wspólnej waluty, stanowią jasne ostrzeżenie:
-
Słowacja: Po wejściu do strefy euro nastąpił drastyczny wzrost kosztów utrzymania i usług, a efekt „zaokrąglania cen w górę” odczuwalny jest tam do dziś.
-
Chorwacja: Po wprowadzeniu euro na początku 2023 roku kraj zalała fala podwyżek. Skok cen podstawowych żywności i usług doprowadził do powszechnego oburzenia społecznego i interwencji rządu, która okazała się mało skuteczna wobec praw rynku.
-
Bułgaria: Procesom integracji walutowej towarzyszą uzasadnione obawy obywateli przed natychmiastową utratą siły nabywczej i skokowym wzrostem cen towarów pierwszej potrzeby. Przyjęcie wspólnej waluty europejskiej na początku 2026 roku, w zaledwie kilka miesięcy zmieniło wakacyjny raj w strefę cenowego szoku
Własna waluta – polski złoty – to ostatni bezpiecznik naszej gospodarki. Elastyczny kurs złotego pozwala amortyzować globalne wstrząsy, chroni polski eksport i zapewnia Narodowemu Bankowi Polskiemu niezależność w prowadzeniu polityki pieniężnej. Oddanie tej suwerenności do EBC w Frankfurcie pozbawi Polskę instrumentów obrony przed kryzysami.
Tusk i jego ekipa przeorują drogę do euro
Mimo tak jednoznacznych sygnałów i bolesnych doświadczeń naszych sojuszników z Europy Centralnej, obecna koalicja rządząca z Donaldem Tuskiem na czele nie ukrywa swoich priorytetów. Głęboka integracja ze strukturami Unii Europejskiej, w tym docelowe przyjęcie euro, pozostaje ideologicznym filarem polityki obecnego rządu.
Działania te wpisują się w dogmatyczne dążenie do przypodobania się brukselskim i berlińskim elitom – nawet za cenę dalszego ubożenia własnych obywateli. Dziś, gdy Polacy ledwo wiążą koniec z końcem przy obecnej drożyźnie, pomysły pozbycia się polskiego złotego są skrajnie nieodpowiedzialne.
Podsumowanie: Suwerenność walutowa to warunek przetrwania
Polska potrzebuje silnej, opartej na rozwoju i własnej suwerenności polityki gospodarczej, a nie ślepego kopiowania unijnych rozwiązań, które w warunkach polskiej gospodarki wywołają jedynie gigantyczny impuls inflacyjny. Jeśli nie zatrzymamy ideologicznych zapędów rządzącej ekipy, dzisiejsza drożyzna w sklepach okaże się jedynie łagodnym wstępem do tego, co czeka nas po likwidacji polskiego złotego.
źr. wPolsce24











