Gospodarka

Mróz obnażył wady samochodów elektrycznych. W takich warunkach nie da się nimi jeździć. Producenci "ściemniają" w katalogach

opublikowano:
Norwescy dziennikarze bardzo rzetelnie sprawdzili ile są warte deklaracje producentów o zasięgach aut elektrycznych w czasie srogiej zimy
Norwescy dziennikarze bardzo rzetelnie sprawdzili ile są warte deklaracje producentów o zasięgach aut elektrycznych w czasie srogiej zimy (Fot. Fratria/motor.no)
O tym, że samochody elektryczne tracą zasięg zimą, wiadomo od lat. Problem w tym, że skala tego zjawiska wciąż jest bagatelizowana przez producentów, a dane katalogowe niewiele mają wspólnego z realnym użytkowaniem. Najnowszy, a przeprowadzany co roku zimą norweski test „El Prix”, przeprowadzony w temperaturach sięgających –31 stopni Celsjusza pokazał skalę tego przekłamania.

Dziennikarze magazynu Motor.no oraz norweskiego automobilklubu NAF zabrali 25 nowych modeli aut elektrycznych na tę samą trasę, prowadzącą z Oslo na północ kraju. Samochody jechały drogami lokalnymi, z prędkościami 60–80 km/h, w trybach standardowych, z użyciem adaptacyjnego tempomatu. Innymi słowy: w warunkach wręcz idealnych dla elektryków, jeśli pominąć pogodę. Nie osiągano bowiem prędkości charakterystycznych dla dróg szybkiego ruchu, na których samochody zużywają najwięcej energii.

Każde auto jechało do momentu, w którym nie było już w stanie poruszać się z dozwoloną prędkością. Wyniki zapisano, a rozładowane pojazdy odbierały lawety. Już na tym etapie było jasne, że producenci mają poważny problem.

Mróz zdemaskował procedurę WLTP

W ekstremalnym mrozie rzeczywisty zasięg okazał się nawet o 46 proc. mniejszy od deklarowanego. Co istotne - nie był to problem pojedynczych modeli, ale zjawisko powszechne.

Nawet samochód, który poradził sobie najlepiej, stracił aż 29 proc. z deklarowanego w katalogu zasięgu, a większość aut notowała spadki rzędu 35-45 proc.. To pokazuje, jak bardzo procedura WLTP jest oderwana od rzeczywistości, zwłaszcza w krajach o chłodniejszym klimacie, a do takich zalicza się też Polska.

Najdalej dojechał… najdroższy

W warunkach ostrej zimy najdłuższy dystans pokonał Lucid Air — 520 km. Trudno jednak mówić o sukcesie, skoro według WLTP ten model ma przejeżdżać... 960 km, co oznacza stratę aż 46 proc. zasięgu. To samochód z baterią 117 kWh, kosztujący nawet kilkaset tysięcy euro — zupełnie poza zasięgiem przeciętnego kierowcy.

Drugie miejsce zajął Mercedes CLA (421 km), który również stracił 41 proc. zasięgu, a trzecie Audi A6 (402 km, –38 proc.). W całej stawce tylko trzy auta przekroczyły 400 km, mimo że jechały wolno i nie po autostradach, a ich baterie naładowano do 100 procent, a nie rekomendowanych przez większość producentów - 80 procent.

Auta, które „umarły” najszybciej

Na drugim biegunie znalazły się modele, które w zimowych warunkach okazały się praktycznie bezużyteczne w trasie. Suzuki eVitara zatrzymało się po 224 km (–43 proc.), Hyundai Inster po 256 km (–29 proc.), a Opel Grandland po 262 km (–46 proc.).

Co istotne, nawet auta z teoretycznie „niewielkim” spadkiem procentowym wciąż oferowały bardzo ograniczony realny zasięg, który w praktyce oznacza częste postoje i nerwowe szukanie ładowarki.

Zasięg na papierze kontra rzeczywistość

Norwescy dziennikarze zwracają uwagę na jeszcze jeden kluczowy aspekt, o którym producenci wolą milczeć. W trasie kierowca realnie korzysta tylko z około 70 proc. pojemności baterii — w przedziale 10–80 proc.. Takie ładowanie jest bowiem najkorzystniejsze dla baterii. A auta w teście załadowano do 100 procent. 

Tymczasem poniżej 10 proc. zaczyna się walka z czasem i stresem, by gdzieś znaleźć ładowarkę, powyżej 80 proc. ładowanie drastycznie zwalnia. Niektórzy producenci stosują nawet blokadę ładowania baterii powyżej tego poziomu, w trosce o przedłużenie jej żywotności. W efekcie, jeśli auto według WLTP ma zasięg 500 km, a zimą traci 40 proc., to kierowca realnie ma do dyspozycji około 200 km. I to w najlepszym przypadku.

Norwegowie mówią wprost: to nie jest technologia dla każdego

Nie są to opinie sceptyków czy przeciwników elektromobilności. Norwegia to kraj, w którym 95,9 proc. nowych aut sprzedanych w 2025 roku miało właśnie napęd elektryczny. To użytkownicy, którzy z elektrykami żyją na co dzień.

Wniosek jest jednoznaczny: samochody elektryczne nie są tak uniwersalne jak auta spalinowe, a zimą ich ograniczenia stają się wyjątkowo dotkliwe. Technologia wciąż wymaga rozwoju, a marketingowe obietnice nijak się mają do realiów codziennej jazdy.

źr. wPolsce24 za interia.pl

Gospodarka

Polska legenda wraca na drogi! Tylko czy ta nazwa nie wystraszy podróżnych?

opublikowano:
Tak prezentuje się następca legendarnego Autosana H9 - Bies
Tak prezentuje się następca legendarnego Autosana H9 - Bies (Fot. Autosan/materiały prasowe)
Pół Polski wychowało się na podróżach do szkoły czy pracy kultowym, czerwonobiałym Autosanem H9. Sanocka fabryka po latach ciszy wraca do gry z nowym autobusem międzymiastowym. Projekt nie tylko nawiązuje do legendarnego poprzednika, ale nosi też wyjątkowo intrygującą i mroczną nazwę – „Bies”.
Gospodarka

Najpierw państwo dopłacało do elektryków. Teraz zaczyna je opodatkowywać. Jest jeden problem: dziura w budżecie

opublikowano:
Europejczycy uciekają przed wysokimi cenami benzyny kupując auta elektryczne. Ale fiskus i tak za chwilę ich dopadnie
Europejczycy uciekają przed wysokimi cenami benzyny kupując auta elektryczne. Ale fiskus i tak za chwilę ich dopadnie (Fot. Fratria)
Przez lata kierowcy słyszeli, że przyszłość motoryzacji jest elektryczna. Samochody elektryczne miały ograniczyć emisję CO₂, uniezależnić transport od paliw kopalnych i pomóc w realizacji ambitnych celów klimatycznych. Jest jednak problem, o którym znacznie rzadziej mówi się w czasie promowania elektromobilności: benzyna i olej napędowy są dla państwa bardzo dochodowymi źródłami podatków.
Gospodarka

Miało być eldorado, jest mieszkaniowy dramat. Polska pod rządami Donalda Tuska na szarym końcu Europy

opublikowano:
Mieszkania w Polsce wciąż drogie, podobnie, jak kredyty hipoteczne
Mieszkania w Polsce wciąż drogie, podobnie, jak kredyty hipoteczne (fot. shutterstock)
Gromkie obietnice o „tanim kredycie 0%”, dynamicznym rozwoju i dobrobycie zderzyły się z brutalną rzeczywistością. Najnowszy, bezprecedensowy raport Politechniki Wiedeńskiej (TU Wien) przygotowany w ramach programu ESPON obnaża prawdę o sytuacji bytowej Polaków. Pod rządami koalicji Donalda Tuska Polska stała się krajem o najniższej dostępności mieszkań w całej Europie. Na własne „cztery kąty” przeciętny Polak musi tyrać dekadami, a marzenia młodych rodzin o dachu nad głową bezpowrotnie topnieją.
Gospodarka

Klimatyczny obłęd czy nowy gigantyczny biznes? Dania zaczyna wtłaczać CO₂ pod dno Morza Północnego. Czy grozi nam gigantyczna katastrofa?

opublikowano:
Gazociąg do wtłaczania i wytłaczania gazu
Gaz wtłaczany pod morze (fot. shutterstock)
Brukselska machina klimatyczna wchodzi w kolejny etap. W porcie Esbjerg, w obecności duńskiego monarchy i unijnych oficjeli, uroczyście zainaugurowano komercyjne funkcjonowanie projektu Greensand – pierwszego w Unii Europejskiej pełnoskalowego cmentarzyska dla dwutlenku węgla. Gaz, z którym walkę uczyniono nową świecką religią Zachodu, ma być skraplany i pompowany blisko dwa kilometry pod morskie dno. Co tak naprawdę kryje się za tą operacją, kto na tym zarobi i czy ten technologiczny eksperyment nie obróci się przeciwko nam?
Gospodarka

Zmierzch reklam piwa w polskim sporcie? Wielka szansa dla zupełnie nowych branż

opublikowano:
Szklanki wypełnione piwem ustawione na stoliku
(fot. ilustracyjna/ pixabay)
Szykuje się prawdziwe trzęsienie ziemi w przepisach dotyczących marketingu? Polacy w zdecydowanej większości popierają zakaz reklamy piwa, a projekt zmian w ustawie ma trafić do Sejmu. Choć przedstawiciele browarów biją na alarm i przestrzegają przed dziurą budżetową w klubach, eksperci wskazują drugą stronę medalu: zniknięcie gigantów alkoholowych uwolni przestrzeń dla marek, które do tej pory nie miały szans na przebicie.
Gospodarka

Dramat polskiej wsi i drożyzna w sklepach. Rząd topi rolnictwo, a PSL patrzy bezczynnie

opublikowano:
Ogórki w sklepie drogie, a u rolników tanie
Ogórki w sklepie (fot. shutterstock)
Polski rynek rolno-spożywczy znalazł się w bezprecedensowym kryzysie. Z jednej strony konsumenci w sklepach łapią się za kieszenie, płacąc krocie za podstawowe artykuły, z drugiej – polski rolnik za swoją ciężką pracę otrzymuje grosze. Zjawisko „taniego skupu i drogiej półki” obnaża brutalną rzeczywistość, w której pośrednicy i zagraniczne sieci handlowe notują rekordowe marże, podczas gdy polscy gospodarze stają na skraju bankructwa.