UE podjęła decyzję! Koniec z tanimi zakupami z Chin. Od 1 lipca rewolucja w cłach uderzy nas po kieszeni

Do tej pory zamawianie paczek z Azji było banalnie proste i niezwykle tanie. Wszystko dzięki zasadzie de minimis, która zwalniała z cła przesyłki o wartości do 150 euro. Kupowanie etui na telefon za osiem złotych czy koszulki za piętnaście, często z darmową dostawą, stało się dla milionów Polaków codziennością.
Bruksela postanowiła jednak zamknąć te drzwi i powiedzieć: STOP. Oficjalnym powodem, jak zawsze, jest ochrona europejskiego rynku przed zalewem tanich towarów i walka z nieuczciwą konkurencją (prawdą jest oczywiście to, że niektóre chińskie platformy zakupowe są subsydiowane przez Państwo Środka).
W praktyce jednak skutki tych decyzji najbardziej odczują zwykli konsumenci.
3 euro za sztukę. Na czym polega pułapka?
Kluczowa zmiana wejdzie w życie już 1 lipca 2026 roku. To właśnie wtedy całkowicie zniknie zwolnienie z cła dla paczek do 150 euro. Zamiast skomplikowanych procedur, UE wprowadza tzw. cło płaskie (ryczałtowe) w wysokości 3 euro (ok. 13 zł).
Na pierwszy rzut oka 13 złotych to niewiele. Diabeł tkwi jednak w szczegółach unijnych przepisów. Opłata nie będzie naliczana od wartości całej paczki, ale od każdego odrębnego rodzaju towaru (pozycji taryfowej), jaki się w niej znajduje.
Co to oznacza dla Ciebie w praktyce?
-
Scenariusz hurtowy: Jeśli zamówisz w jednej paczce 5 takich samych koszulek, zapłacisz tylko 3 euro cła.
-
Scenariusz koszyka zakupowego: Jeśli do tej samej paczki wrzucisz 1 koszulkę, 1 parę słuchawek i 1 ładowarkę, dla systemu celnego będą to trzy różne kategorie. Cło wyniesie wtedy aż 9 euro (blisko 40 zł)!
W tym momencie kupowanie kilku drobnych, zróżnicowanych przedmiotów całkowicie traci sens ekonomiczny. Wartość cła może wielokrotnie przewyższyć cenę samych produktów.
To nie koniec opłat. Kolejne uderzenie jesienią
Jakby tego było mało, unijni urzędnicy zaplanowali kolejny krok. Najpóźniej do 1 listopada 2026 roku do każdego zamówienia spoza UE zacznie być doliczana tzw. Union handling fee, czyli unijna opłata manipulacyjna.
Ma ona wynieść ok. 2 euro (ok. 9 zł) za przesyłkę i pokryć koszty operacyjne nowych, cyfrowych systemów celnych. W efekcie minimalny koszt sprowadzenia do Polski jakiegokolwiek drobiazgu z Chin wzrośnie automatycznie o około 22-25 złotych (cło + opłata obsługowa), do których trzeba jeszcze doliczyć standardowy podatek VAT.
Warto wiedzieć: Nowy system podatkowo-celny ma charakter przejściowy. Będzie obowiązywał do lipca 2028 roku, kiedy to wystartuje potężne Unijne Centrum Danych Celnych (EU Customs Data Hub). Od tego momentu każda paczka, bez wyjątku, będzie sprawdzana w czasie rzeczywistym i obłożona pełnymi, standardowymi stawkami celnymi.
Jak zmienią się zakupy na Temu i AliExpress?
Chińscy giganci e-commerce nie zamierzają rezygnować z europejskich klientów, ale model „paczek lecących bezpośrednio z Shenzhen” odchodzi do lamusa. Aby przetrwać, platformy już teraz intensywnie zmieniają strategię logistyczną.
Dla nas, konsumentów, oznacza to dwie rzeczy. Po pierwsze, towary będą musiały być sprowadzane do Europy masowo – kontenerami i ciężarówkami – do wielkich centrów logistycznych (które powstają m.in. w Polsce, Czechach i Niemczech).
Dopiero stamtąd będą wysyłane do klientów indywidualnych.
Po drugie, choć dzięki temu czas dostawy skróci się z kilku tygodni do kilku dni, to ceny na azjatyckich platformach nieuchronnie wzrosną, a zjawisko kupowania absurdalnie tanich gadżetów za kilka złotych przejdzie do historii. Zmiany są nieuchronne i warto wziąć je pod uwagę, planując kolejne zakupowe decyzje.
źr. wPolsce24











