Chiński drób zaleje Europę. Czy czeka nas napływ toksycznej żywności? Co z polskimi producentami?

Skala problemu, o której alarmują przedstawiciele branży na łamach mediów gospodarczych, poraża. Jeszcze w 2020 roku Chiny eksportowały do Europy zaledwie około 20 tysięcy ton drobiu rocznie. W ubiegłym roku liczba ta skoczyła do gigantycznych 150 tysięcy ton! To ponad siedmiokrotny wzrost w zaledwie kilka lat. Chiński komunizm państwowo-kapitalistyczny w morderczym tempie zwiększa moce przerobowe – w ciągu ostatnich sześciu lat tamtejsza produkcja wzrosła o blisko 3 miliony ton, czyli o wolumen równy… całej rocznej produkcji Polski.
Jak to uderzy w polskich hodowców? To ekonomiczny wyrok
Dla polskiego rolnictwa i hodowli drobiu, które są jedną z naszych głównych sił eksportowych, te dane to zapowiedź potężnego kryzysu. Polscy przedsiębiorcy zostali postawieni pod ścianą. Z jednej strony Bruksela narzuca im drastyczny wzrost kosztów produkcji poprzez windowanie cen energii, zakazy stosowania tańszych pasz oraz ciągłe zaostrzanie przepisów dobrostanu zwierząt. Z drugiej strony na ten sam rynek wpuszcza się azjatyckiego giganta, który żadnymi „zielonymi” fanaberiami przejmować się nie musi.
Chiński drób jest skrajnie konkurencyjny cenowo. Jeśli zalew taniego mięsa z Azji utrzyma obecną dynamikę (portalspozywczy.pl informuje, że w 5 lat wolumen ten wzrósł z 20 tys. ton do 150 tys. ton), polscy hodowcy zostaną zmuszeni do drastycznego obniżenia cen, często poniżej progu opłacalności, albo po prostu zaczną bankrutować. Co gorsza, mamy tu do czynienia z rażącą asymetrią i brakiem państwowej podmiotowości: Europa stosuje wobec Pekinu skrajnie liberalną politykę, podczas gdy Chiny bezczelnie blokują import polskiego mięsa za pomocą sztucznych barier administracyjnych i biurokratycznych zawiłości. Umowy podpisano, ale polskie transporty stoją, a chińskie statki płyną do Europy jeden za drugim.
Czy to w ogóle będzie zdrowe?! Horror poza kontrolą weterynaryjną
Obok wątku ekonomicznego pojawia się jednak jeszcze ważniejsze, wręcz fundamentalne pytanie: Co tak naprawdę trafi na talerze polskich rodzin i czy to mięso będzie zdrowe?
Odpowiedź przeraża. Prezes Grupy Drosed, Adam Sojka, w rozmowie z portalspożywczy.pl ujawnił zatrważający proceder. Obecnie blisko 70 chińskich zakładów drobiarskich posiada unijne uprawnienia do eksportu mięsa na nasz kontynent. Jak do tego doszło? Początkowo zakłady były kontrolowane przez unijne służby. Eurokraci poszli jednak na łatwiznę i oddali stronie chińskiej prawo do samodzielnego certyfikowania i dopuszczania kolejnych taśm produkcyjnych!
Efekt? Napływ setek tysięcy ton mięsa odbywa się praktycznie poza realną kontrolą europejskich i polskich służb weterynaryjnych. Jedzenie, które trafia do europejskich hurtowni, a stamtąd do przetworów, fast-foodów i marketów, nie podlega rygorystycznemu nadzorowi.
Wszyscy doskonale wiemy, jak wyglądają standardy ekologiczne i sanitarne w Chinach. Powszechne stosowanie antybiotyków stymulujących wzrost, chemikaliów i pasz, które w Polsce i Europie od lat są surowo zakazane pod groźbą więzienia, to tam codzienność. Brak realnej, fizycznej kontroli na granicach nad tym, co masowo przysyła nam Pekin, stwarza bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia konsumentów. Polacy mogą nieświadomie karmić swoje dzieci mięsem naszpikowanym chemią, podczas gdy zdrowy, kontrolowany na każdym kroku polski kurczak będzie przegrywał walkę cenową na półce sklepowej.
Czas na twardy sprzeciw
Ta sytuacja to kolejny dowód na to, że unijna polityka handlowa uderza w nasze bezpieczeństwo żywnościowe. Zamiast chronić własny rynek i dbać o samowystarczalność żywnościową Europy, Bruksela woli ślepo realizować ideologiczne cele, jednocześnie przymykając oko na dumping i brak standardów u komunistycznego hegemona.
Polski rząd i odpowiednie służby weterynaryjne muszą natychmiast podjąć radykalne działania. Konieczne jest wprowadzenie rygorystycznych, drobiazgowych kontroli na granicach i badanie każdej partii chińskiego drobiu pod kątem substancji toksycznych i antybiotyków. W obronie polskich rolników i zdrowia Polaków nie może być miejsca na dyplomatyczne uprzejmości!
źr. wPolsce24











