Tusk poniósł klęskę w sprawie ETS, więc już atakuje fejkiem prezydenta i prezesa PiS

Ogłoszony „sukces” polega na tym, że Polska ma znaleźć się w grupie państw, które mogą dostać wsparcie z uwolnionych rezerw uprawnień do emisji CO2. Warto zwrócić uwagę na tryb przypuszczający.
Żadnego sukcesu!
Sam dewastujący system ETS pozostaje nietknięty – a to właśnie jego konstrukcja odpowiada za rosnące ceny energii. Nie ma mowy o zawieszeniu systemu, nie ma limitów cenowych, nie ma ograniczenia spekulacji. Są za to obietnice, że „coś” może wydarzy się w przyszłości.
Brakuje też odpowiedzi na najważniejsze pytanie: co z ETS2? To właśnie ten mechanizm najmocniej uderzy w zwykłych ludzi – drastycznie podnosząc koszty ogrzewania dla gospodarstw domowych w Polsce i transportu dla prywatnych posiadaczy aut spalinowych. W wypowiedziach po szczycie z ust Tusk słowo "ETS2" nie padło.
Zamiast konkretów pojawia się za to dobrze znany schemat: odwracanie uwagi. Czego dotyczył pierwszy wpis na X po Donalda Tuska po powrocie z arcyważnego szczytu dotyczącego polityki energetycznej w Europie. Aż trudno w to uwierzyć, ale... wyssanych z palca plotek jakoby prezydent Karol Nawrocki i prezes PiS Jarosław Kaczyński chcieli uwikłać Polskę w wojnę na Bliskim Wschodzie.
Twierdzenie nie ma żadnego oparcia w faktach. To klasyczny polityczny fejk – rzucony w przestrzeń publiczną po to, by przykryć niewygodną rzeczywistość po szczycie UE.
Trudno nie odnieść wrażenia, że mamy do czynienia z podręcznikowym przykładem zarządzania kryzysem wizerunkowym: brak realnych osiągnięć, więc szybka zmiana tematu i próba mobilizacji emocji. Tyle że w międzyczasie nie znika problem, który najbardziej interesuje Polaków – czyli rosnące koszty życia wynikające z polityki klimatycznej UE.
To już nie jesteśmy bogatym krajem?
Na brak konkretów zwrócił uwagę również Mateusz Morawiecki, wskazując, że po szczycie nie ma żadnych twardych ustaleń, a ceny uprawnień do emisji wręcz wzrosły. To najlepiej pokazuje, jak wygląda „skuteczność” negocjacji.
Warto także zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt, w którym ewidentnie zakiwał się Tusk. Jak tłumaczył, środki, które będzie można uzyskać z uwolnienia niektórych uprawnień do emisji, będą przekształcone w pomoc finansową dla „tych nienajbogatszych państw, dla których ETS jest istotnym obciążeniem jeśli chodzi o ceny energii”. Co się tu stało? To już nie jesteśmy 20. gospodarką świata, której zazdrości cały świat, o czym Tusk informuje nas niemal codziennie? Polska jest takim "nienajbogatszym państwem"? Ależ to kolejny fikołek i zmiana narracji.
Podsumowanie jest brutalnie proste: nie ma reformy ETS, nie ma ochrony Polaków przed jego skutkami, nie ma konkretów. Jest za to polityczna komunikacja i próba przykrycia porażki medialnym szumem.
źr. wPolsce24 za PAP/X











