Miliardy odjeżdżają przez opieszałość ekipy Tuska! Niemcy i Holendrzy już zacierają ręce
Małaszewicze mają szansę stać się dla współczesnej Polski tym, czym dla II RP był port w Gdyni – kluczowym „oknem na świat” i kołem zamachowym gospodarki. Plan przygotowany przez rząd Prawa i Sprawiedliwości zakładał zainwestowanie 4,5 miliarda złotych w modernizację infrastruktury. Eksperci wyliczyli, że w ciągu zaledwie dekady wpływy do Skarbu Państwa z tego tytułu mogłyby sięgnąć astronomicznej kwoty 50 miliardów złotych.
Audyty czy celowe opóźnienia?
Mimo tak wysokiej stawki, od początku rządów nowej koalicji prace nad rozbudową praktycznie stanęły. Obecne władze tłumaczą zwłokę koniecznością ulepszenia projektu oraz prowadzeniem niezbędnych audytów i ekspertyz. Z zapowiedzi rządowych wynika, że całościowy harmonogram wraz z finansowaniem ma być gotowy dopiero w trzecim kwartale tego roku.
Senator PiS Grzegorz Bierecki alarmuje, że mnożenie analiz służy jedynie uzasadnieniu opóźnień. Padają zarzuty o realizację zagranicznych interesów politycznych poprzez zaniechanie kluczowych inwestycji infrastrukturalnych, co ma prowadzić do „wygaszania polskich ambicji”.
Kto zyskuje na przestoju w Małaszewiczach?
Eksperci wskazują, że każdy dzień zwłoki w Małaszewiczach to zysk dla zagranicznej konkurencji. Rozwojowi polskiego portu z niepokojem przyglądają się porty niemieckie i holenderskie, które obawiają się utraty dominacji w regionie.
Sprawa portu w Małaszewiczach stała się głównym punktem zwołanego na wtorek – z inicjatywy senatora Grzegorza Biereckiego – posiedzenia senackiej komisji infrastruktury. Uczestniczący w nim samorządowcy z Lubelszczyzny nie kryli rozczarowania z postawy rządzących.
źr. wPolsce24











