Gospodarka

Potężny cios w polski biznes. Unia szykuje nowy drastyczny obowiązek. Mało kto jest na to gotowy

opublikowano:
Samochód elektryczny zaparkowany przy chodniku
Jak nie marchewką, to kijem - tak UE zmusza nas do zakupu samochodów elektrycznych (fot. shutterstock)
Unia Europejska rezygnuje z resztek pozorów wolnego rynku i wolności gospodarczej. Po latach nachalnej propagandy i próbach kuszenia „marchewką” w postaci dopłat, Bruksela sięga po sprawdzony, totalitarny instrument – bezwzględny przymus. Jak donoszą media motoryzacyjne, unijni urzędnicy szykują potężny cios, który uderzy bezpośrednio w polskie przedsiębiorstwa. Chodzi o radykalne rozporządzenie zmuszające firmy do masowego zakupu samochodów elektrycznych (BEV) do swoich flot.

Koniec wolnego wyboru. Urzędnik zdecyduje, czym masz jeździć

Nowy plan "unijnego politbiura" zakłada uderzenie w strukturę polskiego biznesu. Zgodnie z projektowanymi przepisami, firmy zatrudniające powyżej 250 osób i generujące obrót na poziomie ponad 50 milionów euro rocznie, już od 2030 roku stracą prawo do suwerennego decydowania o swojej własności. Bruksela arbitralnie ustaliła, że w takich podmiotach samochody elektryczne będą musiały stanowić co najmniej 31 procent nowych zakupów. Co więcej, ogólny udział pojazdów tzw. „zero- i niskoemisyjnych” we flotach będzie musiał sięgnąć astronomicznego pułapu aż 48 procent.

Dla aut dostawczych poprzeczkę ustawiono niewiele niżej (25 proc. dla elektryków i 28 proc. dla niskoemisyjnych). To jednak dopiero początek ekoszaleństwa. Eurokraci już zaplanowali kolejny etap dokręcania śruby – w 2035 roku wskaźnik ten dla elektryków ma wzrosnąć do 56 procent.

Brukselscy planiści doskonale wiedzą, co robią. Duże przedsiębiorstwa i giganci leasingowi odpowiadają w Polsce za blisko 70 procent zakupów nowych aut. Oznacza to, że nowa unijna dyrektywa brutalnie zdemoluje prawie trzy czwarte całego rynku motoryzacyjnego w naszym kraju. Nawet mniejsze podmioty, korzystające z leasingu, odczują ten dyktat, bo korporacje finansowe – pod groźbą unijnych kar – zaczną wymuszać „zieloną transformację” na mniejszych, polskich podwykonawcach.

Reanimacja trupa za polskie pieniądze? Niemiecki przemysł tonie

Trudno nie ulec wrażeniu, że moment wprowadzenia tych zamordystycznych przepisów nie jest przypadkowy. Spójrzmy na fakty: Polacy, gdy dać im wolny wybór, odrzucają niesprawdzone, drogie i niepraktyczne auta na baterie. Po tym, jak pod koniec stycznia 2026 roku ustały dopłaty z programu „NaszEauto”, popyt na elektryki w Polsce ze strony osób prywatnych i jednoosobowych działalności gospodarczych dosłownie się zawalił. Podobnie dzieje się w całej Europie.

Komu zatem służy ten nagły, administracyjny przymus? Odpowiedź kryje się za naszą zachodnią granicą. Niemiecki przemysł motoryzacyjny, który utopił miliardy euro w technologię elektryczną, przeżywa dziś gigantyczny kryzys. Niemcy nie potrafią wygrać uczciwej rynkowej rywalizacji z tanimi autami z Azji, a obywatele niemieccy nie chcą kupować drogich „elektryków”. Ponieważ ideologiczny plan Berlina ponosi spektakularną porażkę, do akcji wkracza Bruksela. Jeśli konsumenci nie chcą kupować aut elektrycznych dobrowolnie, to zmusi się do tego polskie firmy. Nasz biznes ma stać się przymusowym rynkiem zbytu dla zachodnich koncernów, ratując ich bilanse finansowe kosztem rentowności polskich przedsiębiorstw.

Bezpieczeństwo i ekonomia na ołtarzu ideologii

Wprowadzenie tych przepisów to przepis na logistyczną i ekonomiczną katastrofę. Polskie firmy transportowe, kurierskie i handlowe zostaną obciążone gigantycznymi kosztami zakupu drogich aut bateryjnych, których realna użyteczność – szczególnie w warunkach zimowych czy przy niedorozwiniętej infrastrukturze ładowania w Polsce – stoi pod wielkim znakiem zapytania.

Przeniesienie tego unijnego obowiązku na pracowników będzie, jak trafnie zauważają eksperci, bezduszne. Przedsiębiorcy będą zmuszeni wydawać pracownikom narzędzia pracy, które zamiast ułatwiać wykonywanie obowiązków, będą generować stres związany z szukaniem działającej ładowarki i marnowaniem godzin na napełnianie akumulatorów.

W imię utopijnej religii klimatycznej i interesów niemieckiego kapitału, Komisja Europejska po raz kolejny drwi z suwerenności gospodarczej państw członkowskich. Jeśli polski rządy nie postawią w Brukseli twardego veta wobec tego typu dyktatów, koszty unijnego zamordyzmu zapłacimy wszyscy w postaci droższych usług, towarów i osłabienia konkurencyjności naszej gospodarki.

źr. wPolsce24 za moto.pl

Gospodarka

Gdzie można oddawać plastikowe butelki? System kaucyjny w Polsce

opublikowano:
screenshot-www_youtube_com-2024_10_11-09_22_39
Grzegorz Szafraniec, redaktor Gazety Bankowej i portalu wGospodarce.pl, tłumaczy, jak będzie działał system kaucyjny w Polsce.
Gospodarka

Tysiące Polaków zapłacą większe podatki. Podwyżki sprytnie ukryto

opublikowano:
supermarket-5202138_1280
Inflacja zjada nasze pensje, a Tusk w podatkach zabierze ich podwyżki?
Miało być podniesienie kwoty wolnej od podatków do 60 tys. złotych, będzie podniesienie samych podatków. Chodzi o tzw. ukrytą podwyżkę podatku dochodowego PIT.
Gospodarka

Drastyczny wzrost cen żywności. Podwyżki drenują nasze kieszenie

opublikowano:
2410-25 - graf2
Wzrastają ceny w sklepach (fot. PiS)
Miało być taniej, jest jeszcze drożej. Choć Donald Tusk obiecywał, że wraz z dojściem do władzy powstrzyma wzrost cen jedzenia, na skutek jego decyzji, takich jak zniesienie "zerowego" VAT-u na żywność, ceny podstawowych produktów drastycznie rosną. PiS opublikował specjalny spot, który uderza w rząd
Gospodarka

"Dziura Tuska pustoszy budżet Polski". To odbije się na finansach nas wszystkich

opublikowano:
mid-24a30064
Przewodniczący KP PiS Mariusz Błaszczak oraz posłowie PiS Mateusz Morawiecki, Zbigniew Kuźmiuk i Małgorzata Golińska podczas konferencji prasowej o dziurze budżetowej (fot. PAP/Albert Zawada)
Mamy do czynienia z największym deficytem budżetowym w historii Polski. Rząd wydaje rekordowe kwoty, jednocześnie tnąc pieniądze na służbę zdrowia, czy strategiczne inwestycje. Wystarczyło kilka miesięcy rządów tej ekipy, by sytuacja państwa drastycznie się pogorszyła.
Gospodarka

Gdzie są pieniądze z naszych podatków? KAS odbierane są narzędzia do ścigania podatkowych oszustów

opublikowano:
mid-24b07006
Gdzie są nasze pieniądze z podatków panie premierze? (fot. PAP/Leszek Szymański)
"Pieniędzy nie ma i nie będzie" - te słowa Jacka Vincenta Rostowskiego, ministra finansów w drugim rządzie Donalda Tuska, na dobre przylgnęły do polityki obecnego premiera. Niestety, kolejna kadencja Platformy Obywatelskiej to znowu okres zapaści finansów publicznych. Gdzie podziały się pieniądze z naszych podatków? Pytał w Sejmie poseł PiS Zbigniew Bogucki. Jest mniejszy nacisk na walkę z przestępczością - odpowiada urzędniczka z Krajowej Administracji Skarbowej.
Gospodarka

Daniel Obajtek, były prezes Grupy Orlen, skomentował wyniki finansowe koncernu. Padły słowa o "zaorywaniu"

opublikowano:
AWIK_Obajtek_30012024_34 (1)
Daniel Obajtek przygląda się ze smutkiem jak firma, którą rozwijał jest dziś zwijana (fot. Fratria/Andrzej Wiktor)
Były prezes Grupy Orlen, a obecnie europoseł Daniel Obajtek skomentował wyniki finansowe jakie koncern opublikował w środę wieczorem. Fatalne dane, jakie przedstawił Orlen są drastycznie niższe od tych jakie notowała Grupa pod kierownictwem Obajtka. Szymon Hołownia mówi wprost: trzeba przekuć ten balon wielkich inwestycji związanych z marzeniami o wielkiej spółce.