Lawina ruszyła. Po naszych publikacjach pękła zmowa milczenia: są reakcje ministerstwa, poselskie interpelacje i… pierwsze przelewy

Jeszcze kilka tygodni temu sprawa wydawała się „niewidzialna” dla decydentów. Z jednej strony zakłady przetwórstwa mięsnego regularnie uiszczały ustawowe opłaty za nadzór sanitarny, z drugiej – wykonujący tę pracę urzędowi lekarze weterynarii przestali otrzymywać wynagrodzenia, bo w powiatowych inspektoratach skończyły się środki. Nasze materiały śledcze przerwały ten zaklęty krąg.
Dziś sytuacja jest niezwykle dynamiczna: parlamentarzyści zasypują resort rolnictwa interpelacjami, urzędnicy gorączkowo tłumaczą się procedurami budżetowymi, a z terenu dochodzą pierwsze sygnały o gaszeniu pożarów.
Reakcja resortu rolnictwa: Pieniądze zebrane od ubojni wpadły do „wspólnego worka”
Na nasze bezpośrednie pytania odpowiedział Wydział Medialny Biura Komunikacji Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Odpowiedź ta obnaża mechanizm, który doprowadził do kryzysu.
Gdzie podziały się miliony złotych wpłacone przez zakłady mięsne? Resort wprost przyznaje, że opłaty te zasilają ogólny dochód budżetu państwa, a środki na wynagrodzenia lekarzy są w gestii poszczególnych wojewodów. Kiedy te pieniądze się kończą, jedynym ratunkiem staje się biurokratyczna procedura sięgania po rezerwy celowe.
Ministerstwo oficjalnie uspokaja, twierdząc, że problem dotyczy głównie województw mazowieckiego i wielkopolskiego:
Obecnie w poszczególnych województwach procedowane są wnioski dotyczące uruchomienia środków z rezerwy celowej, zatem wypłata zaległych należności będzie możliwa po zakończeniu procedury (...) W związku z powyższym nie ma zagrożenia, że wyznaczeni lekarze weterynarii nie otrzymają wynagrodzeń” – przekonuje MRiRW.
Dla weterynarzy, którzy od miesięcy kredytują państwo z własnych kieszeni, deklaracje o „braku zagrożenia” brzmią jednak wyjątkowo gorzko.
Sejm żąda wyjaśnień: Lawina interpelacji parlamentarnych
Sprawa odbiła się szerokim echem na Wiejskiej. Kolejni parlamentarzyści domagają się rozliczenia winnych zaniedbań i systemowego rozwiązania problemu:
-
Dariusz Matecki i Krzysztof Szczucki skierowali do rządu interpelacje poselskie w sprawie zapaści finansowej w Inspekcji Weterynaryjnej i wstrzymanych wypłat dla lekarzy nadzorujących ubojnie. Posłowie pytają o skalę zadłużenia skarbu państwa wobec lekarzy oraz powody braku zabezpieczenia podstawowych środków na nadzór sanitarny.
-
Kolejne wystąpienie zapowiedział poseł Krzysztof Mulawa, alarmując o zagrożeniach dla łańcucha dostaw żywności.
-
Z kolei poseł Dorota Arciszewska-Mielewczyk zwróciła uwagę na inną stronę medalu – dramatyczny niedobór lekarzy weterynarii do pracy w porach nocnych i świątecznych. Rządowy projekt nowego rozporządzenia o stawkach, zamiast ten problem rozwiązać, w ocenie środowiska jest jedynie fasadą.
-
Do głosu dochodzą również inni pracownicy branży – poseł Paulina Matysiak złożyła interpelację wskazującą na pomijanie techników weterynarii w planowanych podwyżkach.
Głos z pierwszej linii: Gaszenie pożarów i widmo września
Jak działania władz wyglądają w praktyce? Skontaktowali się z nami lekarze weterynarii pracujący bezpośrednio w zakładach. Z ich relacji wyłania się obraz doraźnego „gaszenia pożarów”.
Zaczęli płacić bardzo zaległe faktury, bo przestraszyli się strajku. Sytuacja jest dynamiczna: dostaję sygnały o pierwszych przelewach na kontach kolegów w niektórych powiatach. Środowisko podzieliło się na tych, którzy nadal nie mają nic, oraz tych, którym nagle wypłacono 100% zaległości – relacjonuje nam urzędowy lekarz weterynarii z terenu Mazowsza, zastrzegający anonimowość.
Jednocześnie z innych regionów kraju napływają niepokojące informacje: w części powiatów lekarze już otrzymali ostrzeżenia, że pieniędzy może zabraknąć również we wrześniu i powinni przygotować się na kolejne zatory.
Giganci branży mięsnej na krawędzi
Stawka sporu jest ogromna. Jak wskazują nasi informatorzy, w sprawę zaangażowane są największe zakłady mięsne w kraju – skupiska zakładów drobiarskich i trzody chlewnej w centralnej i wschodniej Polsce.
W przypadku ubojni gigantów nie ma mowy o zastąpieniu wyznaczonych lekarzy pracownikami etatowymi Powiatowych Inspektoratów Weterynarii (PIW), których jest po prostu zbyt mało. Jeśli urzędowi lekarze powiedzą „dość” i odmówią podpisania kolejnych wezwań bez gwarancji płac, linie ubojowe staną z dnia na dzień. Przetwórcy nie mogą wypuścić mięsa bez certyfikacji weterynaryjnej, a to oznaczałoby milionowe straty dla polskiego eksportu i paraliż rynku mięsnego.
Podsumowanie: To dopiero początek
Dzięki medialnym informacjom, rządowe machiny ruszyły, rezerwy celowe są w pośpiechu odblokowywane, a zaległe pieniądze zaczynają skapywać na konta weterynarzy. Jednak środowisko mówi wprost: doraźne kroplówki nie naprawią wadliwego systemu.
Fakt, że państwo uzależnia wynagrodzenia kluczowych kontrolerów sanitarnych od uznaniowych przesunięć wojewodów i rezerw budżetowych – w sytuacji, gdy ubojnie płacą twardą walutą za każdą zbadaną sztukę – wymaga natychmiastowej reformy ustawowej. Będziemy dalej monitorować tę sprawę i patrzeć władzy na ręce.
źr. wPolsce24











