Przestali płacić za kontrole w rzeźniach. Weterynarze nie dostają od państwa pensji! To może doprowadzić do tragedii

Sprawa, która miała pozostać w zaciszu gabinetów ministerialnych, wychodzi na światło dzienne. Do naszej redakcji napisał Urzędowy Lekarz Weterynarii (ULW), który na co dzień nadzoruje ubój i rozbiór mięsa w jednej z największych mazowieckich ubojni. Ze względów bezpieczeństwa i w obawie przed represjami służbowymi jego personalia pozostają do wyłącznej wiadomości redakcji.
Przekazany przez niego obraz obnaża postępującą niewydolność obecnej ekipy rządzącej w tak fundamentalnym obszarze, jakim jest bezpieczeństwo żywnościowe kraju.
Bez nich staną ubojnie i eksport
Urzędowi lekarze weterynarii wykonują kluczowe zadania dla polskiego państwa i gospodarki. To oni każdego dnia kontrolują stan sanitarny ubojni, badają zwierzęta, pilnują dobrostanu i eliminują mięso nienadające się do spożycia. To również oni wystawiają dokumenty przedeksportowe, dzięki którym polskie produkty rolno-spożywcze trafiają na rynki poza Unią Europejską.
Prawo jest jednoznaczne: bez obecności lekarza weterynarii żaden zakład mięsny nie ma prawa prowadzić uboju.
Mimo tak ogromnej odpowiedzialności, system właśnie stanął na krawędzi zapaści. Z informacji napływających z terenu wynika, że Powiatowe Inspektoraty Weterynarii (PIW) przestały regulować należności wobec pracujących dla nich specjalistów.
Problem, który z początku dotyczył lekarzy monitorujących choroby zakaźne na Mazowszu i w Wielkopolsce, rozlewa się na cały kraj i uderza w kolejne powiaty. W sierpniu lekarze mają nie otrzymać pieniędzy za lipiec, a perspektywa wypłat za sierpień i kolejne miesiące stoi pod wielkim znakiem zapytania.
Przedsiębiorcy płacą państwu, a państwo... nie płaci lekarzom
Najbardziej bulwersujący w całej sprawie jest mechanizm finansowy. Polskie zakłady mięsne są ustawowo zobowiązane do wnoszenia opłat za urzędowy nadzór i wywiązują się z tego obowiązku bez opóźnień. Gdzie zatem podziały się te środki?
Zakłady wpłacają pieniądze do budżetu, a następnie państwo decyduje o ich rozdysponowaniu. Środków na nasze wynagrodzenia po prostu zabrakło – czytamy w liście.
Z relacji środowiska wynika, że resort finansów pod kierownictwem Andrzeja Domańskiego traktuje te opłaty rozłącznie – zamiast celowego finansowania newralgicznej służby, wpływy z branży mięsnej rozpływają się w ogólnym budżecie. Jako przyczynę dziury wskazuje się m.in. koszty likwidacji ognisk ptasiej grypy i wypłat odszkodowań dla hodowców. Powstaje pytanie: dlaczego państwo przerzuca koszty walki z klęskami żywiołowymi na bieżące wynagrodzenia ludzi czuwających nad bezpieczeństwem żywności?
ZUS i podatki płacić trzeba. Państwo nie płaci nic
Sytuacja uderza w lekarzy ze zdwojoną siłą, ponieważ większość z nich wykonuje powierzone zadania na zasadach samozatrudnienia.
Umowa przewiduje termin płatności pod warunkiem dostępności środków w budżecie PIW. W przypadku braku pieniędzy inspektorat ma aż trzy miesiące na uregulowanie należności. W tym czasie my, jako przedsiębiorcy, musimy terminowo płacić ZUS i podatki. Brak przelewu od państwa nie zwalnia nas z żadnych danin – alarmuje weterynarz.
Podczas gdy urzędnicy uspokajają obietnicami, że „być może we wrześniu znajdą się środki przy nowelizacji budżetu”, lekarze kredytują funkcjonowanie państwa z własnych kieszeni.
Co więcej, resort rolnictwa równolegle mami środowisko projektami rozporządzeń o rzekomych podwyżkach stawek (ostatnie konsultacje zakończono zaledwie na początku sierpnia), podczas gdy resort finansów blokuje środki, a państwo nie ma pieniędzy nawet na wypłatę obecnych, zamrożonych stawek.
Czas na twarde pytania do rządu
Lekarze weterynarii pracują dziś z poczucia odpowiedzialności, mając świadomość, że ich odejście od stanowisk sparaliżuje łańcuch dostaw. Jeśli jednak zapaść finansowa potrwa dłużej, polską wieś czeka trzęsienie ziemi:
-
Zakłady wstrzymają skup żywca, co natychmiast uderzy w hodowców trzody, bydła i drobiu.
-
Polski eksport mięsa zostanie zablokowany, co otworzy drogę zagranicznej konkurencji na rynkach trzecich.
-
Zagrożona zostanie ciągłość dostaw i ceny żywności na sklepowych półkach w całym kraju.
W imieniu polskich producentów żywności, hodowców i lekarzy weterynarii stawiamy publicznie pytania do Ministerstwa Finansów oraz Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi:
-
Gdzie trafiły miliony złotych wpłacone przez polskie zakłady mięsne na nadzór weterynaryjny?
-
Dlaczego w budżecie państwa nie zabezpieczono środków na podstawowy, powtarzalny wydatek, jakim jest kontrola sanitarna i monitoring chorób zakaźnych?
-
Ilu lekarzy weterynarii w Polsce nie otrzymało należnych wynagrodzeń i kiedy rząd ureguluje dług wobec ludzi dbających o zdrowie Polaków?
Pytania skierowaliśmy też do mazowieckiego Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii.
Do sprawy będziemy wracać. Bierność i prowizorka w zarządzaniu państwem nie mogą odbywać się kosztem polskiego rolnictwa i bezpieczeństwa konsumentów.
źr. wPolsce24











