Nie poszedł na urlop, dostał fortunę. Rekordowa wypłata w polskiej budżetówce zwala z nóg!

Zgodnie z polskim Kodeksem pracy prawo do corocznego, nieprzerwanego i płatnego urlopu wypoczynkowego jest niezbywalne. Teoria zakłada, że pracownik musi odpocząć, by zachować zdrowie i efektywność. Rzeczywistość w sektorze publicznym pokazuje jednak, że „chomikowanie” wolnych dni stało się sprawdzonym sposobem na gigantyczny zastrzyk gotówki przy odchodzeniu ze służby lub pracy.
84 miliony złotych z kieszeni podatników
Z najnowszego raportu NIK z wykonania budżetu wynika, że tylko w ciągu jednego roku instytucje państwowe wypłaciły wysokie ekwiwalenty urlopowe dla ponad 4,1 tys. osób. Łączna kwota przeznaczona na ten cel zamknęła się w zawrotnej sumie 84,4 miliona złotych.
Co najbardziej bulwersujące, podział tych środków jest skrajnie nierówny. Podczas gdy urzędnicy mogą pomarzyć o wielkich odprawach, prawdziwe eldorado panuje w tzw. „mundurówce”.
-
71,7 mln zł z ogólnej puli trafiło do zaledwie 2,2 tys. żołnierzy zawodowych i funkcjonariuszy służb (np. Policji czy SOP).
-
Średnia wypłata dla odchodzącego mundurowego wyniosła 32,7 tys. zł.
-
Dla porównania: urzędnik służby cywilnej otrzymał średnio 6,1 tys. zł, a pracownik cywilny 5,7 tys. zł.
Rekordziści w komendach i sądach. Kto zgarnął najwięcej?
Absolutny rekordzista – będący funkcjonariuszem – zainkasował za skumulowany urlop ponad 680 tysięcy złotych. Taka kwota pozwala na zakup mieszkania lub domu bez konieczności zaciągania kredytu.
Nie są to jednak jedyne szokujące liczby. Kontrolerzy NIK przyjrzeli się również innym grupom zawodowym. Okazuje się, że prawdziwymi krezusami pod względem średniej wartości wypłat są sędziowie i prokuratorzy. Tam wypłaty dla zaledwie 31 osób pochłonęły aż 1,75 mln zł, co daje średnią na poziomie ponad 56 tys. zł na osobę. Przykładowo, w Prokuraturze Krajowej jeden ze śledczych odebrał 336 tys. zł, a w Trybunale Konstytucyjnym wypłaty regularnie przekraczały barierę 100 tys. zł.
W samym wojsku problem narasta lawinowo, w Agencji Uzbrojenia jeden z żołnierzy uzbierał aż 334 dni zaległego urlopu, który kumulował przez niemal 10 lat!
Dlaczego prawo pozwala na takie anomalie?
W sektorze prywatnym pracodawca ma obowiązek wysłać pracownika na zaległy urlop do końca września następnego roku. Jeśli tego nie zrobi, grożą mu surowe kary od Państwowej Inspekcji Pracy. Skąd więc setki tysięcy złotych w budżetówce?
Wszystko przez specyficzne przepisy, które dotyczą formacji mundurowych oraz specyfiki pracy sędziów czy prokuratorów. Pozwalają one na niemal nieograniczone zbieranie wolnych dni z roku na rok. W efekcie, gdy funkcjonariusz przechodzi na emeryturę, państwo staje przed koniecznością natychmiastowego spłacenia długu urlopowego według jego aktualnej (zazwyczaj najwyższej w karierze) stawki uposażenia.
NIK bije na alarm i żąda zmian w prawie
Najwyższa Izba Kontroli nie zostawia na obecnym systemie suchej nitki i domaga się natychmiastowych zmian legislacyjnych. Eksperci NIK podkreślają, że urlop nie powinien być traktowany jako ukryty bonus finansowy lub przywilej, z którego można zrezygnować na rzecz gotówki.
Urlop to prawo, ale i obowiązek każdego pracownika. Wypoczęty człowiek wykazuje znacznie wyższą efektywność, popełnia mniej błędów oraz rzadziej ucieka na zwolnienia lekarskie (L4)” – podsumowuje w swoim raporcie NIK.
Czy rząd zdecyduje się na ukrócenie procederu, który generuje milionowe koszty dla budżetu państwa? Sprawa budzi ogromne emocje, zwłaszcza wśród pracowników sektora prywatnego, którzy o takich odprawach mogą jedynie pomarzyć.
źr. wPolsce24











