Gospodarka

Kościół sprzeda najstarszy browar na świecie; bo Niemcy nie chcą pić piwa

opublikowano:
beer-3378136_1280
Spadek konsumpcji sprawił, że jego produkcja przestała być opłacalna (fot. ilustracyjna Pixabay)
Kościół katolicki sprzeda jeden z najstarszych browarów na świecie. Powodem jest to, że Niemcy piją za mało piwa.

Piwo jest jednym z najstarszych napojów alkoholowych napojów na świecie. Najstarsze ślady jego produkcji mają 13 tys. lat, piwo było produkowane w takiej czy innej formie przez niemal wszystkie starożytne cywilizacje i zdaniem wielu naukowców odegrało istotną rolę w ich powstaniu. W starożytnej Europie spopularyzowały je germańskie i celtyckie plemiona. 

Blisko tysiąc lat warzenia piwa 

W średniowieczu za produkcję piwa wzięło się wiele klasztorów. Produkowały je zarówno na potrzeby mnichów – średniowieczne piwo było dużo bardziej pożywne od współczesnego, więc było istotnym składnikiem diety mnichów podczas postów – jak i na sprzedaż, finansując z tego swoje utrzymanie i działalność charytatywną. Jednym z klasztorów, w jakich je warzono, było opactwo Weltenburg w Bawarii.

Produkcja piwa zaczęła się w nim co najmniej w 1050 roku, co czyni z niego najstarszy nadal działający browar klasztorny na świecie, i jeden z najstarszych ogółem. Starszy od niego jest jedynie browar Weihenstephan, również w Bawarii, gdzie produkcja piwa zaczęła się dziesięć lat wcześniej.

Wkrótce jednak ten browar przestanie być własnością Kościoła. Jak informuje dziennik "Guardian", benedyktyni, do których należy ten klasztor i browar, chcą go sprzedać browarowi Schneider Weisse z Monachium. Diecezja już wyraziła zgodę na tę transakcję. Nie ujawniono jeszcze jej szczegółów, ale ma być sfinalizowana do końca przyszłego roku, a 21 pracowników tego browaru zachowa pracę.

Od pół wieku piwo w nim nie jest już produkowane przez mnichów – zajmują się tym pracownicy browaru Bischofshof, który założono w 1649 roku. Ten browar ma zakończyć produkcję do końca roku, a jego marka też zostanie sprzedana Schneriderowi. Diecezja poinformowała, że szuka miejsca dla jego pracowników, którzy stracą w związku z tym pracę.

Niemcy piją za mało piwa 

Lokalne media informują, że winny tej sytuacji jest fakt, że Niemcy piją za mało piwa. Kościół, zamiast zarabiać na browarze,  musiał do niego dokładać – mimo to, że produkowane w nim piwo zdobywało liczne nagrody. Jak donosi "Guardian", powołując się na organizacje niemieckiego przemysłu browarniczego, konsumpcja piwa w tym kraju spadła w ciągu ostatnich piętnastu lat o jedną czwartą. Tylko w zeszłym roku Niemcy wypili o 5 mln hektolitrów piwa mniej, co było największym spadkiem od 75 lat. 

Specyfiką niemieckiego rynku jest to, że Niemcy wolą lokalne piwa od produktów z dużych koncernów.  W tym kraju działa aż półtora tysiąca niezależnych małych i średnich browarów, w tym dziesięć należących do klasztorów, podczas gdy w większości innych państw takie browary zostały już wykupione przez wielkie koncerny.

Niemieckie browary mają jednak coraz większe problemy z wizerunkiem. Piwo cieszy się tam coraz mniejszą popularnością wśród młodzieży – która nie tylko pije mniej alkoholu, niż poprzednie pokolenia, ale także postrzega piwo jako napój dla staruszków.

Przedstawiciele branży obwiniają o to Reinheitsgebot – obowiązujące od średniowiecza prawo, które nakazuje, by piwo składało się wyłącznie z wody, jęczmienia, chmielu i drożdży. Twierdzą, że utrudnia im to innowację i dostosowanie produktów do potrzeb młodszych klientów.

źr. wPolsce24 za "Guardian"

Tygodnik Sieci

Twierdza Magdeburg. "AfD doprowadziła do historycznego przełomu"

opublikowano:
pexels-imagenesclau-37291681
AfD doprowadziła do historycznego przełomu. Po raz pierwszy ma realne szanse na objęcie władzy w jednym z niemieckich krajów związkowych. Koszty jej sukcesu poniesie przede wszystkim chadecja.
Tygodnik Sieci

Buta ambasadora. "Berlin domaga się od nas odszkodowań lub zwrotu utraconego terytorium?"

opublikowano:
analogicus-german-3504961_1920
Polska nie ma szczęścia do niemieckich ambasadorów, ale ich nominacje nie są jakimś zrządzeniem losu. Berlin świadomie wyznacza kandydatów, którzy okazują się nieuleczalnie skażeni poczuciem wyższości wobec Polaków.
Gospodarka

Bogaty region? Aż 25 milionów Europejczyków nie stać na auto. Bruksela szykuje dla nich kolejny cios

opublikowano:
Bruksela zamierza zgodzić się na produkcję aut spalinowych po 2035 roku. Jest jedno "ale" - mają one emitować o 90 proc. mniej dwutlenku węgla
(Fot. Fratria)
Oficjalne dane unijnego urzędu statystycznego obnażają skalę problemu, o którym brukselskie elity wolą milczeć. Już niemal 25 milionów mieszkańców Wspólnoty deklaruje, że z przyczyn czysto finansowych nie może pozwolić sobie na własny samochód. Tymczasem forsowane regulacje klimatyczne, zakazy aut spalinowych i opłaty za emisje uderzą dokładnie w tych, dla których pojazd jest jedynym oknem na świat.
Świat

Merz może się pakować? Miażdżący wynik sondażu

opublikowano:
mid-epa13228884_2
Friedrich Merz (PAP/EPA)
Friedrich Merz coraz wyraźniej traci poparcie Niemców. Z najnowszego badania instytutu Insa dla dziennika „Bild”, cytowanego przed dw.com, wynika, że aż 78 proc. ankietowanych nie uważa go za właściwą osobę na stanowisku kanclerza. Za Merzem opowiada się zaledwie 14 proc. badanych.
Polityka

Czas wyzwolić się z syndromu sztokholmskiego

opublikowano:
81627402-ab6c-48a2-80d7-5a8602f8b906
Grafika przygotowana przy użyciu AI
Czas przestać szukać uznania w poklepywaniu po plecach przez silniejszych. Polska zacznie być naprawdę szanowana tylko wtedy, gdy sama zacznie konsekwentnie realizować własne interesy.
Gospodarka

Szykują się drastyczne podwyżki cen prądu – eksperci policzyli, o ile wyższe będą rachunki

opublikowano:
Licznik prądu, to urządzenie, którego z każdym rokiem rządów Tuska Polacy nienawidzą coraz bardziej
Licznik prądu, to urządzenie, którego z każdym rokiem rządów Tuska Polacy nienawidzą coraz bardziej (fot. shutterstock)
Polskie rodziny muszą przygotować się na kolejny drenaż domowych budżetów. Jak wynika z najnowszych analiz rynkowych, rachunki za energię elektryczną w taryfie dla gospodarstw domowych mogą wkrótce wzrosnąć nawet o 19 procent. W praktyce oznacza to setki złotych mniej w kieszeniach zwykłych obywateli. Czy to bezpośredni skutek uległej polityki rządu wobec unijnego dyktatu klimatycznego?