Koniec symbolu PRL-u, spychacze wjechały do fabryki. A nasi sąsiedzi stworzyli absolutny hit

Socjalistyczna atrapa kontra żelazne prawa rynku
W latach 70. XX wieku, w epoce gierkowskiego otwarcia na zachodnie kredyty, władze ludowe stanęły przed ideologicznym dylematem. Polacy pragnęli zachodnich produktów, a wchodząca na rynek Coca-Cola była symbolem nowoczesności i wolnego świata. Reżim postanowił więc stworzyć własny zamiennik. Tak narodziła się Polo Cockta, a jedną z jej pierwszych rozlewni były Cieszyńskie Zakłady Przetwórcze "Las", które choć mogły poszczycić się 200-letnią historią, zostały w okresie PRL-u (a potem także transformacji) odarte ze swojej tożsamości.
Propaganda pękała z dumy, jednak rzeczywistość szybko obnażyła nędzę socjalistycznego przetwórstwa. Polo Cockta od początku cierpiała na wszystkie grzechy gospodarki niedoboru:
-
Brak reżimu technologicznego: Każda rozlewnia spółdzielcza wypuszczała produkt o zupełnie innym smaku i stopniu nasycenia gazem.
-
Marna trwałość: Z powodu braków w infrastrukturze chłodniczej i niskiej jakości komponentów napój błyskawicznie wietrzał i tracił walory.
-
Status „z braku laku”: Polacy pili Polo Cocktę nie dlatego, że była wybitna, lecz dlatego, że półki w sklepach świeciły pustkami, a zachodni oryginał bywał towarem reglamentowanym lub dewizowym.
Kiedy po 1989 roku granice zostały otwarte i nastał wolny rynek, konsumenci bez wahania wybrali sprawdzoną produkcję. Polo Cockcie nie pomógł nawet status ikony popkultury z kultowego filmu Kingsajz Juliusza Machulskiego. Późniejsze próby reaktywacji marki w realiach kapitalistycznych również zakończyły się fiaskiem – sentyment do czasów kartek i kolejek okazał się za słaby, by utrzymać na rynku produkt, który w istocie był jedynie imitacją.
Czeska lekcja: własna tożsamość zamiast taniej podróbki
Zupełnie inaczej potoczyła się historia u naszych południowych sąsiadów. Czesi nie próbowali niewolniczo kopiować amerykańskiej receptury ani tworzyć bezbarwnego surogatu. W instytucie badawczym pod kierownictwem Zdenka Blažka opracowali autorski, unikalny syrop KOFO – oparty na czternastu naturalnych ekstraktach z ziół i owoców.
Tak w 1960 roku narodziła się Kofola – napój o niepowtarzalnym, lekko korzennym, cytrusowo-ziołowym smaku, który niemal natychmiast zyskał miano „napoju bogów”.
Gdy przyszedł rok 1989 i zachodni giganci ruszyli na podbój postkomunistycznej Europy, Kofola nie zwinęła żagli. Wręcz przeciwnie – dzięki mądrej prywatyzacji, dynamicznemu zarządowi oraz przywiązaniu konsumentów do tradycji, marka odzyskała pełnię blasku. Dziś dla Czechów i Słowaków Kofola jest bezdyskusyjnym napitkiem narodowym, traktowanym z dumą na równi z regionalnymi potrawami czy zabytkami Pragi.
Lepszy skład, bezkompromisowa energia
Kofola wygrywa z zachodnimi gigantami nie tylko unikalnym bukietem smakowym, ale i obiektywnymi parametrami:
-
Mniej cukru: Kofola zawiera średnio o około 30% mniej cukru niż klasyczna Coca-Cola czy Pepsi, dzięki czemu nie jest mdłym ulepkiem, lecz orzeźwiającym, wyrazistym napojem.
-
Większa dawka naturalnej energii: Zawiera odczuwalnie więcej kofeiny niż jej amerykańscy rywale, zapewniając solidny zastrzyk pobudzenia do pracy i działania.
-
Autentyczność: Zamiast sztucznych, generycznych aromatów bazuje na kompozycji ziołowo-owocowej, której receptura pozostaje ściśle strzeżoną tajemnicą.
Ekspansja na Europę i polski renesans
Dziś Grupa Kofola to potężny, prężnie działający koncern z Europy Środkowej, który z powodzeniem eksportuje swoje wyroby na kolejne rynki. Coraz śmielej zdobywa także uznanie polskich konsumentów – w naszych sklepach i lokalach gastronomicznych Kofola przestała być egzotyczną pamiątką z wycieczki w Tatry, a stała się świadomym, modnym wyborem ludzi poszukujących jakości.
Wyburzenie dawnej fabryki Polo Cockty to wymowna puenta: to wszystko dzieje się zaledwie kilka kilometrów od granicy z Czechami - w Cieszynie. Przyszłość i rynkowy triumf należą do tych, którzy stawiają na oryginalność, szacunek do własnych korzeni, odwagę biznesową i doskonały produkt. U zarania swoich dziejów "Las" był marką, którą zniszczyła później socjalistyczna popelina. Czesi dali nam w tej materii lekcję, z której warto wyciągać wnioski.
źr. wPolsce24 za "Dziennik Zachodni"











