Ten naród kocha koty. Zarabia na nich fortunę

Historycy uważają, że pierwsze udomowione koty pojawiły się w Japonii w okresie Nara (710-794 r.), przywiezione do kraju przez dyplomatów służących w Chinach. Błyskawicznie znalazły dom w buddyjskich świątyniach, gdyż mnisi mieli problem z myszami, niszczącymi święte teksty.
Koty stały się także najpopularniejszym zwierzęciem domowym wśród arystokratów. Małe kociaki potrafiły kosztować fortunę i były traktowane jako szczególnie atrakcyjny prezent.
Więcej kotów niż dzieci
Koty stały się także jednym z ulubionych tematów japońskich artystów. Poświęcono im wiele obrazów i drzeworytów, mają także wyjątkową pozycję w japońskim folklorze. Kochają je także tamtejsi literaci. Jedna z najpopularniejszych japońskich powieści, autorstwa Natsume Soseki, ma tytuł „Jestem kotem” i została napisana z perspektywy kota.
Związki kotów z japońską literaturą są tak silne, że, jak zauważa dziennik "Guardian", te sympatyczne czworonogi często zdobią okładki japońskich książek nawet, jeśli nie mają nic wspólnego z ich treścią.
Miłość do kotów nie minęła. Szacuje się, że w japońskich gospodarstwach domowych mieszka 8,8 mln kotów. To więcej o dwa miliony niż liczba psów. Więcej także, niż liczba dzieci poniżej 15 roku życia.
To raczej nie przypadek – wielu socjologów zauważa, że dla japońskich rodzin, które nie mogą lub nie chcą mieć dzieci, koty i inne zwierzęta domowe stały się emocjonalnym ersatzem. Najsłynniejszymi japońskimi właścicielami kotów jest rodzina cesarska, a premier Sanae Takaichi otwarcie twierdzi, że woli je od psów.
Gospodarka mocno na nich skorzysta
Wpływ kotów na gospodarkę jest tak wielki, że tamtejsi ekonomiści stworzyli nowe słowo do jej opisu – kotonomia. W swoim najnowszym raporcie Katsuhiro Miyamoto, profesor emeritus Uniwersytetu Kansai, oszacował, że tylko w tym roku koty dodadzą aż 3 biliony jenów (ok. 19 mld dolarów) do japońskiej gospodarki. Zauważył, że niewiele brakło, by ich wpływ na gospodarkę był większy, niż wpływ zeszłorocznej Wystawy Światowej w Osace. Podkreślił, że koty generują porównywalny efekt ekonomiczny, demonstrując znaczący wpływ kotów na japońską gospodarkę.
Koty przynoszą te zyski na szereg różnych sposobów. Jednym z nich są wydatki ich właścicieli na karmę, opiekę weterynaryjną itp. Według szacunków japońskiego stowarzyszenia producentów karmy dla zwierząt przeciętny właściciel kota wydaje na opiekę nad nim średnio 1,8 mln jenów (11,300 dolarów) w ciągu jego życia. Branża zoologiczna, jak producenci karmy czy akcesoriów dla zwierząt, zatrudnia tysiące Japończyków.
Kocie wyspy
Koty zarabiają także na turystyce. W Japonii znajduje się wiele „kocich wysp” - miejsc, gdzie liczba kotów, zwłaszcza bezpańskich, przewyższa znacząco liczbę mieszkańców. Najsłynniejsza z nich to Aoshima w prefekturze Ehime, na której mieszkają na stałe zaledwie cztery osoby, ale ponad 80 kotów. Takie miejsca przyciągają turystów – miłośników kotów z całego świata.
Równie popularna jest dzielnica Yanaka w Tokio, gdzie koty zdobią fronty sklepów i uliczne znaki. W całym kraju niezwykle popularne są także „kocie kawiarnie”, w których można wypić kawę i zjeść ciasto w towarzystwie czworonogów.
Koty są również kochane przez japońskich marketingowców, a produkcja gadżetów i towarów ozdobionych ich podobiznami – od szkolnych zeszytów i plecaków, po samochody i zegarki – przynosi ogromne zyski. Hello Kitty, postać wymyślona przez japońską spółkę Sanrio w 19774 roku – podbiła cały świat. Mimo to, że według jej pomysłodawczyni, Yuko Shimizu, jej postać nie jest kotem, a małą dziewczynką z Wielkiej Brytanii.
Jednym z najpopularniejszych gadżetów z kotami są w Japonii „maneki neko” - małe figurki w formie kota z uniesioną przednią łapką. Są nawiązaniem do popularnej legendy o świątyni Gotokuji w Kyoto. Według niej feudalny lord schował się przed burzą pod drzewem w pobliżu tej świątyni. Zauważył jednak siedzącego na jej schodach kota, który przyzywał go łapką. Gdy wstał, by do niego podejść, w miejsce, w którym wcześniej siedział, uderzył piorun. Wdzięczny szlachcic kupił tę świątynię i przywrócił ją do dawnego blasku.
Dziś w Japonii produkuje się rocznie miliony maneki neko – od plastikowej masówki po dzieła uznanych artystów, kosztujące niekiedy tysiące dolarów.
źr. wPolsce24 za "Guardian"











