Dramat sadownika. 3 lata więzienia i gigantyczna kara za... uprawę nektarynek

Wydawać by się mogło, że rolnik ma prawo decydować o tym, co rośnie na jego ziemi. Sprawa, która zakończyła się właśnie przed hiszpańskim sądem, pokazuje jednak, że walka o prawa autorskie przeniosła się z branży technologicznej i artystycznej wprost na pola i do sadów.
Nielegalne drzewka w sadzie
Główną przyczyną problemów plantatora z prowincji Sewilla była nielegalna uprawa chronionej odmiany nektarynki. Sąd uznał go za winnego „przestępstwa przeciwko własności przemysłowej”. Jak ustalono w toku śledztwa, rolnik uprawiał tysiące drzewek bez posiadania odpowiedniej licencji od hodowcy, który posiada wyłączne prawa do tej konkretnej odmiany.
Skala procederu była ogromna. Na plantacji zabezpieczono tysiące drzewek, które zostały posadzone i rozmnożone bez zgody właściciela patentu. Dla sądu sprawa była jasna: to kradzież własności intelektualnej, która przyniosła wymierne straty hodowcy.
Wyrok, który ma być przestrogą
Kara nałożona na Hiszpana jest wyjątkowo dotkliwa i "ma służyć jako środek odstraszający "dla innych producentów:
-
3 lata więzienia – to rzadko spotykany wymiar kary w sprawach dotyczących rolnictwa.
-
288 000 euro grzywny (ponad 1,2 mln złotych) – kwota ta ma pokryć straty poniesione przez właściciela praw do odmiany oraz stanowić formę zadośćuczynienia.
Dodatkowo sąd nakazał całkowite zniszczenie nielegalnej plantacji. Wszystkie drzewka spornej odmiany muszą zostać wyrwane i zutylizowane na koszt rolnika.
Czytaj także:
Fatalna wiosna dla pszczół. Czy ratunkiem ma być miód z Chin i Ukrainy?
Na rynku pojawiły się pierwsze czereśnie. Ich cena szokuje
Wojny patentowe w rolnictwie
Sprawa ta wywołała burzę w środowisku rolniczym w całej Europie. Pokazuje ona rosnącą siłę koncernów i firm hodowlanych, które coraz aktywniej monitorują rynek w poszukiwaniu nielegalnych upraw. Nowoczesne odmiany owoców – odporniejsze na choroby, smaczniejsze czy lepiej znoszące transport – są chronione prawem tak samo jak oprogramowanie komputerowe czy muzyka.
Dla rolników płynie z tego jasny przekaz: kupowanie sadzonek z niepewnych źródeł lub samodzielne rozmnażanie chronionych odmian bez uiszczenia opłat licencyjnych to gigantyczne ryzyko. W dobie badań DNA roślin, wykrycie „nielegalnego” owocu w transporcie jest coraz łatwiejsze, co może doprowadzić kontrolerów prosto do bram gospodarstwa.
Czy wyrok z Sewilli to początek nowej ery surowych kar w rolnictwie? Wiele wskazuje na to, że walka o prawa do „genetyki” na polach dopiero się rozkręca. Pytanie, czy europejska policja równie skrzętnie będzie sprawdzać, co rośnie na drzewach dostawców np. z krajów Mercosur?
źr. wPolsce24 za farmer.pl











