Ardanowski: „To był cios w małe gospodarstwa”. Mocne słowa po wecie ustawy o „aktywnym rolniku”

Ardanowski podkreśla, że wokół projektu narosło wiele mitów, a jego inicjator – PSL – miał przedstawiać ustawę jako rozwiązanie sprawiedliwe i wymierzone w „cwaniaków z Marszałkowskiej”. W rzeczywistości – jak twierdzi były minister – uderzyłaby ona przede wszystkim w małe i średnie gospodarstwa rodzinne.
Zasadniczo projekt zakładał, że dopłaty bezpośrednie mają trafiać wyłącznie do „aktywnych rolników”. Sama idea – by publiczne pieniądze wspierały tych, którzy faktycznie produkują żywność – jest, zdaniem Ardanowskiego, słuszna. Problem miał tkwić w szczegółach.
Rolnicy, aby udowodnić swoją „aktywność”, musieliby wykazywać:
- faktury zakupu środków produkcji (nawozów, środków ochrony roślin),
- faktury sprzedaży produktów rolnych.
W praktyce oznaczałoby to ogromne rozszerzenie biurokracji. Co więcej – wielu rolników nie byłoby w stanie spełnić tych wymogów.
Kto straciłby najwięcej?
Ardanowski wskazuje na kilka grup:
- Małe gospodarstwa rodzinne – często kilku- czy kilkunastohektarowe, które od dawna funkcjonują w modelu „miksu dochodowego” (część dochodu z rolnictwa, część z pracy poza gospodarstwem).
- Rolnicy sprzedający w ramach rolniczego handlu detalicznego – gdzie nie wystawia się faktur, a jedynie prowadzi ewidencję sprzedaży.
- Rolnicy ekologiczni – korzystający z nawozów naturalnych, bez dokumentów zakupu.
- Starsze osoby prowadzące niewielką produkcję na potrzeby własne i lokalne.
Były minister przypomina, że podstawowa płatność to ok. 500 zł do hektara (więcej w przypadku najmniejszych gospodarstw). To – jak mówi – nie są środki czyniące kogokolwiek „krezusem”, ale realne wsparcie pozwalające przetrwać i utrzymać lokalną tkankę społeczną.
Fałszywa teza o "rolnikach z Marszałkowskiej"
Według Ardanowskiego PSL budował narrację, że dopłaty pobierają masowo osoby z dużych miast, niemające nic wspólnego z produkcją rolną. Tymczasem – jak wskazuje – skala takich przypadków jest niewielka w porównaniu do ponad 1,2 mln gospodarstw składających wnioski o dopłaty.
Co więcej, część z tych osób, zwanych przez rząd pogardliwie "rolnikami z Marszałkowskiej" i tak spełniałaby kryteria „aktywności”, uczestnicząc w programach rolno-środowiskowych.
Ukryty cel? Przepływ ziemi
Ardanowski idzie dalej w swojej diagnozie. Jego zdaniem ustawa mogła doprowadzić do osłabienia tysięcy mniejszych gospodarstw i przyspieszyć wyprzedaż ziemi. Nie – jak się sugeruje – na rzecz silnych gospodarstw rodzinnych, lecz w stronę funduszy inwestycyjnych, banków i dużych podmiotów kapitałowych. W sytuacji niskich cen skupu (mleko ok. 1,50 zł za litr, zboża na poziomie sprzed kilkunastu lat) oraz napływu tańszej żywności z Ukrainy i Ameryki Południowej, wiele gospodarstw – zwłaszcza zadłużonych – może nie wytrzymać presji rynkowej.
Czego – zdaniem Ardanowskiego – brakuje?
Były minister zarzuca rządowi, że zamiast zajmować się dziwaczną ustawą nie podejmuje realnych działań, na które naprawdę czekają rolnicy. Ardanowski wymienia tutaj takie zaniechania:
- brak skutecznej ochrony rynku przed nadmiernym importem,
- brak wsparcia eksportu,
- niewystarczające wzmocnienie Krajowej Grupy Spożywczej,
- brak ograniczenia dominacji sieci handlowych,
- brak rozwiązań chroniących funkcje produkcyjne wsi.
Jego zdaniem zamiast reformować rynek i wzmacniać pozycję rolnika w łańcuchu żywnościowym, PSL skoncentrował się na projekcie, który „skłócił wieś” i zwiększył uzależnienie rolników od urzędniczej kontroli.
„Rolnikom należy pomagać, nie dokładać biurokracji”
Ardanowski podsumowuje sprawę jednoznacznie: ustawa o „aktywnym rolniku” nie rozwiązywała realnych problemów – niskich cen, presji importowej, spadającej opłacalności produkcji – lecz wprowadzała dodatkowe bariery administracyjne. Dlatego – jak mówi – weto prezydenta było konieczne i zapobiegło rozwiązaniu, które mogłoby uderzyć w nawet połowę gospodarstw w Polsce.
W jego ocenie silne, stabilne rolnictwo leży w interesie nie tylko rolników, ale i konsumentów – bo bezpieczeństwo żywnościowe to element suwerenności państwa.
źr. wPolsce24 za Facebook - Jan Krzysztof Ardanowski











