Czeka nas gigantyczny wzrost opłat za śmieci? 1000 zł rocznie to już przesada

Tomasz Uciński, prezes Krajowej Izby Gospodarki Odpadami, alarmuje, że polski system wymaga natychmiastowej i rzetelnej analizy kosztów. Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Ochrony Środowiska punktował mechanizmy, które windują ceny do rekordowych poziomów. Obecne stawki oscylują średnio wokół, 45 lub 50 zł od mieszkańca. Prognozowany jest drastyczny wzrost do 70 lub 80 zł od osoby.
Prezes KIGO stawia parlamentarzystom otwarte pytanie o efektywność polskiego systemu. Sugeruje on, że nasze rozwiązania są nieefektywne strukturalnie, co bezpośrednio przekłada się na drożyznę.
Dlaczego Polska płaci więcej?
Branża odpadowa jako głównego winowajcę wysokich kosztów wskazuje brak wdrożenia Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta. Polska pozostaje obecnie jedynym krajem w Unii Europejskiej, który nie wprowadził tego kluczowego mechanizmu do swojego porządku prawnego.
W prawidłowo działającym systemie ROP to koncerny wprowadzające opakowania na rynek ponoszą odpowiedzialność finansową za ich zagospodarowanie. Obecnie, ze względu na luki w prawie, cały ciężar finansowy przerzucony jest na gminy i mieszkańców.
Brakujące ogniwo w przepisach sprawia, że system jest nie tylko nieefektywny, ale i wyjątkowo kosztowny dla obywatela. To właśnie brak odpowiedzialności producentów za śmieci trafiające na rynek jest "ukrytym podatkiem" w naszych rachunkach.
Eksperci spierają się o to, czy wprowadzanie systemu kaucyjnego przed ROP-em nie jest błędem. Zdaniem specjalistów z KIGO oba te rozwiązania powinny zostać uruchomione równolegle, aby system zachował równowagę ekonomiczną.
Problem "małpek" i brak rzetelnych analiz
Prezes KIGO wytyka politykom, że zamiast analizować rzeczywiste koszty funkcjonowania systemu, skupiają się na medialnych detalach. Przykładem jest debata o włączeniu do kaucji tzw. „małpek”, co odciąga uwagę od fundamentalnych problemów finansowych.
Bez wcześniejszego wdrożenia ROP-u, gminy mogą mieć ogromne trudności z osiągnięciem wymaganych prawem poziomów odzysku. To prosta droga do nałożenia na samorządy gigantycznych kar finansowych.
Jeśli gminy nie spełnią unijnych wymogów dotyczących recyklingu, zostaną obciążone wysokimi karami. Koszty tych sankcji ostatecznie i tak zostaną dopisane do rachunków, które opłacają mieszkańcy w swoich lokalnych wspólnotach.
Gmina jako organizator, a nie przetwórca
Tomasz Uciński stanowczo podkreśla, że rola samorządu w systemie jest często błędnie rozumiana przez ustawodawców. Gmina jest przede wszystkim organizatorem całego systemu, a nie zakładem przemysłowym zajmującym się przetwarzaniem surowców.
Samorządy nie posiadają hut szkła, hut metali ani własnych instalacji recyklingu, które mogłyby samodzielnie przetworzyć odpady. Branża ocenia jako niesprawiedliwe obarczanie gmin konsekwencjami finansowymi za procesy, na które nie mają one bezpośredniego wpływu.
Co z projektem ROP?
Gabriela Lenartowicz, przewodnicząca sejmowej komisji, przyznaje, że impas w sprawie ROP-u trwa od lat. Podkreśla jednak, że problem leży po stronie rządowej, a nie parlamentarnej, gdyż regulacja ta wymaga inicjatywy systemowej. Co ciekawe, projekt ROP już trzecią kadencję nie potrafi opuścić murów rządu i trafić pod obrady Sejmu.
Lenartowicz zadeklarowała, że jeśli KIGO złoży formalny wniosek o przeprowadzenie badania przez niezależne uczelnie państwowe, zostanie on uwzględniony w pracach komisji.
źr. wPolsce24 za Interia











