Nawet progresywni rodzice niezadowoleni. Miażdżący werdykt w sprawie diety planetarnej w szkołach

Od 1 września 2026 r. w polskich szkołach obowiązują nowe zasady żywienia zbiorowego. Wprowadzona przez Ministerstwo Edukacji Narodowej dieta planetarna budzi jednak ogromne emocje polityczne, ale i wątpliwości zdrowotne.
Dieta planetarna to założenia zaproponowane przez naukowców wchodzących w skład komisji The EAT -Lancet. Zaleca spożywanie dużo warzyw, owoców, produktów pełnoziarnistych, strączków i orzechów, a redukcję mięsa - szczególnie czerwonego - oraz cukru i tłuszczów nasyconych. Ma łączyć cele zdrowotne z ideologicznymi - mniejszym wpływem produkcji żywności na środowisko.
Wydawałoby się, że cele idealnie skrojone pod czytelników koncernu Agora (wydawca „Gazety Wyborczej”). A tu niespodzianka.
Należący do koncernu portal edziecko.pl postanowił przeprowadzić sondę wśród swoich czytelników, aby sprawdzić, czy nowy model żywienia ich dzieci przypadł im do gustu i czy to dobry pomysł. Odpowiedzi zaskakują, tym bardziej że – jak można przypuszczać – są to w większości ludzie o progresywnych poglądach.
30,4 proc. respondentów, czyli 928 osób, poparło dietę planetarną. Ale aż 60,9 proc., czyli 1857 osób, stwierdziło, że nie podoba im się taki sposób żywienia. 8,6 proc. (262 osoby) nie miało zdania. Do momentu publikacji tekstu w sondzie wzięło udział 3047 osób – zaznacza portal.
Wielu rodziców przyznało wprost, że dzieci nie chcą jeść niektórych potraw z nowego menu. Nie przepadają za warzywami, roślinami strączkowymi i daniami, w których jest mniej mięsa. Efekt? Obiad zamiast do brzucha trafia z powrotem do kuchni.
Rodzice pisali, że największe obawy budzą u nich nowe składniki, których dzieci wcześniej nie jadły w domu.
- Zobaczyłam, że na obiad będą pulpety z ciecierzycy i wiedziałam, że moja córka tego nie tknie. Ona nie lubi nowości i udziwnień, a ten smak jest jej nieznany. Nigdy niczego z ciecierzycy nie robiłam w domu - mówi portalowi pani Oliwia z Warszawy.
Rodzice zwracali też uwagę na ograniczenie mięsa, które dla wielu dzieci jest podstawowym składnikiem obiadu.
- Mój syn jest mięsożerny, bez schabowego, mielonego lub udka obiad dla niego się nie liczy. To już siódmoklasista, duży facet, który fasolą czy innymi warzywami się nie naje. Gdyby te strączki były tylko dodatkiem, byłoby lepiej, ale często są głównym punktem dania – to z kolei wypowiedź innej matki, przedstawionej jako pani Karolina.
Inni czytelnicy portalu, którzy nie skreślali całkiem diety planetarnej, tłumaczyli, że nawyki - także żywieniowe - wynosi się z domu. Czy więc skórka jest warta wyprawki?
źr. wPolsce24 za edziecko.pl









