Milioner chciał oszukać Boga i wstrzykiwał sobie krew własnego syna, by żyć wiecznie. Dziś wyje z bólu: „Mój żołądek zjada sam siebie!”

Nowoczesny świat zachodni, całkowicie odarty z wartości duchowych i szacunku dla naturalnego porządku rzeczy, wyhodował nową kastę „półbogów”. To obrzydliwie bogaci tech-guru z Kalifornii, którym wydaje się, że za pieniądze mogą kupić wszystko – nawet nieśmiertelność. Symbolem tego przerażającego i głęboko niemoralnego trendu stał się Bryan Johnson.
Mężczyzna od lat realizował wart miliony dolarów projekt „Blueprint”, którego celem miało być cofnięcie zegara biologicznego do wieku 18 lat. Johnson zamienił swoje życie w sterylną, mechaniczną egzystencję, podporządkowaną tysiącom tabletek, restrykcyjnym dietom i ciągłym badaniom. Jednak to, co oburzyło opinię publiczną najbardziej, to jego wampiryczne praktyki. Ponad rok temu Johnson zszokował świat, ogłaszając, że wstrzykuje sobie osocze krwi pobrane od swojego... 17-letniego syna! Ta niemalże okultystyczna, transhumanistyczna praktyka, przypominająca najgorsze horrory, miała rzekomo odmłodzić jego organy.
Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy? Przełom w „nieśmiertelności”
Natura szybko jednak upomniała się o swoje. Pycha celebryty została brutalnie ukarana. Zamiast obiecanej wiecznej młodości, 48-latek doczekał się potężnej i niezwykle bolesnej lekcji pokory.
Johnson opublikował w sieci dramatyczny wpis, w którym poinformował o drastycznym pogorszeniu stanu zdrowia. Ekstremalne głodówki, obsesyjne katowanie organizmu i – całkiem prawdopodobne – skutki uboczne jego chorych terapii doprowadziły do katastrofy. Multimilioner cierpi na potworne bóle.
„Mój żołądek zjada sam siebie. Ludzie, żebyście byli na bieżąco, posiadanie endo jest jak obcy pasożyt rosnący w twoich flakach i jajach, samoreplikujący się i sklejaący wszystko do kupy. Powodujący ciągły ból i dyskomfort. – napisał celebryta, opisując swój obecny stan. Ekstremalne skurcze i dysfunkcja układu pokarmowego sprawiły, że ten niedoszły „nadczłowiek” zwija się z bólu i nie jest w stanie normalnie funkcjonować.
Przestroga dla współczesnego świata
Przypadek Bryana Johnsona to idealny, choć przerażający przykład tego, do czego prowadzi ślepy konsumpcjonizm, narcyzm i całkowite odrzucenie tradycyjnych wartości. Współczesny, zlaicyzowany człowiek panicznie boi się przemijania, starości i śmierci, ponieważ wmówiono mu, że ziemskie, materialne życie to wszystko, co ma. W efekcie, zamiast z godnością przyjmować kolejne etapy życia, bogaci szaleńcy wolą przetaczać sobie krew własnych dzieci i niszczyć swoje ciała w imię utopijnej nieśmiertelności.
Dolina Krzemowa chciała stworzyć nowego, wiecznego człowieka, wolnego od ograniczeń wpisanych w naszą naturę. Dzisiejsze jęki boleści Johnsona pokazują, że człowiek był, jest i zawsze będzie tylko człowiekiem, a próby „hakowania” Boskiego planu kończą się tragicznie.
Czy ten bolesny upadek otrzeźwi zaślepionego milionera i jego bogatych naśladowców? Śmiemy wątpić. Jednak dla normalnych ludzi to jasny sygnał: pycha kroczy przed upadkiem, a z naturą się nie dyskutuje.
źr. wPolsce24 za The Sun











