Potrzebna zmiana czy prawniczy bubel? Tłumaczymy, dlaczego ustawa „Lex Szarlatan” budzi tak ogromne emocje

Nowelizacja ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta – określana w debacie publicznej mianem „Lex Szarlatan” – zakończyła ścieżkę parlamentarną i oczekuje na decyzję głowy państwa.
Regulacja ma stanowić odpowiedź na rosnącą skalę dezinformacji medycznej oraz żerowania na osobach ciężko chorych. Projekt ten stał się jednak zarzewiem ostrego konfliktu prawnego, etycznego i społecznego, dzieląc środowiska medyczne, prawnicze oraz branżę medycyny naturalnej.
Skala zjawiska: z czym ma walczyć nowe prawo?
Według danych przytaczanych w ocenie skutków regulacji, w Polsce zarejestrowanych jest blisko 40 tysięcy podmiotów świadczących usługi z zakresu medycyny niekonwencjonalnej, uzupełniającej czy paramedycznej. Szacuje się, że nawet od kilku do kilkunastu tysięcy z nich może stosować praktyki wątpliwe lub bezpośrednio zagrażające zdrowiu pacjentów.
Dotychczasowe przepisy ograniczały uprawnienia kontrolne Rzecznika Praw Pacjenta (RPP) niemal wyłącznie do zarejestrowanych podmiotów leczniczych, uniemożliwiając szybkie interwencje wobec firm i osób działających na styku marketingu i szarej strefy medycznej.
Argumenty zwolenników: bezpieczeństwo i ratowanie ludzkiego życia
Środowiska lekarskie, naukowcy oraz resort zdrowia jednoznacznie opowiadają się za podpisaniem ustawy, wskazując na dramatyczne skutki działalności naciągaczy:
-
Ochrona przed zaniechaniem leczenia: Medycy regularnie alarmują o przypadkach osób z ciężkimi diagnozami (zwłaszcza onkologicznymi), które pod wpływem internetowych obietnic rezygnują z chemioterapii na rzecz niesprawdzonych kuracji, wracając do szpitali w stanie terminalnym.
-
Skuteczne narzędzia walki z dezinformacją: Ustawa pozwala na szybkie nakładanie kar (do 1 mln zł) oraz blokowanie lub przekierowywanie witryn internetowych promujących szkodliwe treści. Dotychczasowa droga sądowa była zbyt powolna, by zapobiegać tragediom.
-
Ochrona osób najbardziej bezbronnych: Przepisy wprowadzają bezwzględny zakaz stosowania niesprawdzonych praktyk pseudomedycznych wobec dzieci oraz pacjentów z zaburzeniami psychicznymi czy chorobami nieuleczalnymi.
Przedstawiciele Biura RPP zapewniają, że regulacje nie uderzą w bezpieczne ziołolecznictwo, masaże czy medycynę komplementarną, o ile nie odwodzą one pacjentów od ratujących życie procedur.
Argumenty przeciwników: ryzyko nadużyć, arbitralność i „efekt mrożący”
Z kolei krytycy ustawy – w tym organizacje prawnicze (m.in. Instytut Ordo Iuris), przedstawiciele branży zielarskiej oraz obrońcy praw obywatelskich – zwracają uwagę na poważne wady legislacyjne i zagrożenia ustrojowe:
-
Nadmierna koncentracja władzy w jednym urzędzie: Nowe przepisy dają Rzecznikowi Praw Pacjenta szerokie uprawnienia do jednoczesnego wszczynania postępowań, wydawania decyzji administracyjnych, wpisywania na czarne listy i nakładania kar bez wcześniejszego orzeczenia niezależnego sądu.
-
Brak precyzji pojęciowej: Pojęcia takie jak metody „niezgodne z aktualną wiedzą medyczną” bywają w ocenie prawników zbyt nieostre, co stwarza ryzyko arbitralnych decyzji urzędniczych i może rykoszetem uderzyć w rzetelnych fitoterapeutów, naukowców czy dziennikarzy medycznych.
-
Potencjalne naruszenie swobód gospodarczych i wolności słowa: Zagrożenie dotkliwymi sankcjami finansowymi (sięgającymi 1 mln zł) oraz blokowaniem domen internetowych może wywołać tzw. efekt mrożący w debacie o zdrowiu i profilaktyce.
Finał w rękach prezydenta
Ustawa stawia przed Pałacem Prezydenckim trudny wybór prawno-społeczny.
Decyzja dotyczy wyważenia dwóch fundamentalnych dóbr: konstytucyjnego obowiązku państwa w zakresie ochrony życia i zdrowia obywateli przed oszustwem a gwarancją wolności gospodarczej, swobody słowa oraz standardów państwa prawa.
źr. wPolsce24











