Wielkiej Brytanii grozi rozpad? Osobliwy sojusz przeciw Londynowi

Z tego tekstu dowiesz się:
- Po wyborach samorządowych w Wielkiej Brytanii może dojść do napięcia politycznego, bo w Walii, Szkocji i Irlandii Północnej władzę mogą przejąć partie popierające większą autonomię lub nawet oderwanie się od Londynu.
- Sondaże wskazują na wzrost znaczenia Plaid Cymru, SNP i Sinn Féin, czyli ugrupowań, które łączy nacisk na prawa narodowe i osłabienie politycznej dominacji Anglii.
- Najdalej idące postulaty dotyczą referendum niepodległościowego w Szkocji i Walii oraz zjednoczenia Irlandii w przypadku zwycięstwa zwolenników takiego rozwiązania w Irlandii Północnej.
- Ewentualny sojusz partii nacjonalistycznych mógłby utrudnić rządzenie premierowi Keirowi Starmerowi i zaostrzyć spory o podatki, politykę socjalną oraz relacje z Unią Europejską.
- Eksperci podkreślają jednak, że rozpad Zjednoczonego Królestwa w najbliższych latach jest mało prawdopodobny, bo interesy Walii, Szkocji i Irlandii Północnej często się ze sobą ścierają.
- Największa zmiana może dotyczyć Walii, gdzie po ponad wieku dominacji Partii Pracy rośnie szansa na przełom i mocniejsze żądania większej samodzielności wobec Londynu.
Anglia podbiła Walię w XIII wieku. W 1707 roku podpisano Akty Unii, który zmienił Anglię i Walię oraz Szkocję w jedno królestwo, nazwane Wielką Brytanią. Akty Unii z 1800 roku dołączyły do niego Irlandię - tak powstało Zjednoczone Królestwo, chociaż dziś jego częścią jest tylko północna część tej wyspy.
Nacjonaliści idą po władzę
Jak donosi dziennik "Guardian", sondaże pokazują, że w najbliższych wyborach samorządowych najlepsze wyniki osiągną partie nacjonalistyczne – Plaid Cymru w Walii, Szkocka Partia Narodowa (SNP) w Szkocji i Sinn Fein w Północnej Irlandii. Oprócz poglądów politycznych – wszystkie są określane jako centrolewica – łączy je to, że popierają większą autonomię, a docelowo niepodległość swoich państw od rządu w Londynie.
W teorii mogą ją uzyskać. W Szkocji już miało miejsce jedno referendum niepodległościowe w 2014 roku. Wygrali je zwolennicy pozostania w Zjednoczonym Królestwie, ale ich przewaga nie była zbyt duża, a SNP nie ukrywa, że ma ochotę na powtórkę.
W Walii Plaid Cymru obiecało organizację takiego referendum w 2017 i w 2020 roku, chociaż ostatecznie nie udało się do niego doprowadzić. W październiku 2020 roku także członkowie walijskiego oddziału Zielonych zagłosowali za poparciem niepodległości tego kraju.
W Irlandii Północnej Sinn Fein popiera nie tyle niepodległość, ile połączenie z Republiką Irlandii. Zgodnie z Porozumieniem Wielkopiątkowym, kończącym w 1998 r. konflikt w Irlandii Północnej, rząd w Londynie jest zobowiązany zorganizować takie referendum, jeśli liczba zwolenników połączenia obu Irlandii stanie się większa niż liczba zwolenników pozostania w Zjednoczonym Królestwie. Według wielu komentatorów tak się stało, gdy Zjednoczone Królestwo wystąpiło z Unii Europejskiej.
Rozmawiają już o sojuszu
Nawet jeśli tym partiom nie uda się doprowadzić do referendów niepodległościowych, na które musi się zgodzić rząd w Londynie, to już sam fakt wzrostu ich znaczenia, może stać się wielkim problemem dla brytyjskiego rządu. Według "Guardiana" partie już teraz rozmawiają o sojuszu, by rzucić Londynowi wyzwanie w takich tematach, jak podatki, programy socjalne czy członkostwo w UE.
Jeśli ta prognoza się sprawdzi, to największe zmiany mogą czekać Walię, którą od ponad stu lat rządzi lewicowa Partia Pracy. Jak donosi "Guardian", Rhun ai Lorwerth, przewodniczący Plaid Cymru chce po zwycięstwie zażądać od Londynu takich samych przywilejów dla Walii, jakimi cieszy się Szkocja – jak np. własny system sądowniczy, policja czy kontrola nad wodami terytorialnymi. Jego partia od dekad współpracuje w Westminsterze z SNP i od pewnego czasu szkoccy nacjonaliści uczą swoich walijskich kolegów, jak przejąć władzę.
Na domiar złego, jak zauważa "Guardian", pierwszy minister Szkocji John Swinney mógł zawrzeć nieformalny sojusz ze swoją północnoirlandzką odpowiedniczką Michelle O'Neill, choć do niedawna było to nie do pomyślenia.
Londyn czeka poważny kryzys
O ile większość komentatorów jest zgodna, że rozpad Zjednoczonego Królestwa, przynajmniej w najbliższych latach, jest skrajnie mało prawdopodobny, o tyle wszyscy są zgodni, że powyborczy krajobraz będzie problemem dla lewicowego premiera Keira Starmera. Idąc po władze obiecywał on, że wzmocni współpracę z rządami innych państw Zjednoczonego Królestwa i pokona dzielące je różnice, tymczasem nie udało mu się spełnić tej obietnicy. Komentatorzy uważają także, że dobry wynik partii Nigela Farage Reform, zaostrzy problem.
Zwolennicy jedności Zjednoczonego Królestwa zwracają uwagę, że sojusz partii nacjonalistycznych nie będzie łatwy, bo często mają one sprzeczne interesy. Na przykład Plaid Cymru domaga się reformy systemu dzielenia pieniędzy z Londynu, w ramach którego Walia dostaje najmniej per capita, czemu sprzeciwia się temu SNP, bo obecny system jest korzystny dla Szkocji. Równocześnie te partie muszą się zmagać z opozycją w narodowych parlamentach, a ich pozycja nie jest zbyt mocna.
SNP od dawna rządzi Szkocją, ale rząd walczy z gigantycznym deficytem budżetowym. Rząd Sinn Fein z lojalistyczną partią DUP jest wyjątkowo niestabilny i nie ma żadnych gwarancji, że przetrwa następne wybory, a Plaid Cymru musi najpierw dowieść, że umie rządzić, zanim porwie ludzi do walki o niepodległość Walii.
źr. wPolsce24 za "Guardian"











