Witamy w 2026 roku. Teraz robimy zakupy, których... nie dostaniemy

Sam pomysł udawanych zakupów nie jest zupełnie nowy. Kilka lat temu Katarzyna Nosowska opowiadała o swoim sposobie na internetowe pokusy, który określała mianem „koszykowania”. Wrzucała do wirtualnego koszyka wszystko, co jej się podobało, niezależnie od ceny, po czym kończyła zabawę bez finalizowania transakcji. Dzisiaj podobna metoda doczekała się bardziej technologicznej wersji – powstały całe platformy stworzone specjalnie po to, aby pozwolić użytkownikowi "kupować bez kupowania".
Zakupy bez zakupów - nowa koreańska moda
Trend szczególnie dobrze przyjął się w Korei Południowej, gdzie rosnące ceny i szerząca się w tym kraju od lat niepewność finansowa coraz mocniej wpływają na codzienne wydatki młodych ludzi. Nie każdy może regularnie pozwolić sobie na nowe ubrania czy zamawianie jedzenia z dostawą, ale najwyraźniej nic nie stoi na przeszkodzie, aby przynajmniej przeżyć cały proces zakupowy. I właśnie tutaj pojawiają się tzw.„dopamine sites”, oferujące namiastkę konsumpcyjnej przyjemności bez późniejszego spotkania z wyciągiem bankowym.
Mechanizm działania jest banalnie prosty. Użytkownik wchodzi na stronę przypominającą prawdziwy sklep, wybiera produkt, odpowiedni wariant i dodaje go do koszyka, a następnie klika przycisk zakupu. Istnieją również serwisy symulujące zamawianie posiłków, których nazwy nie pozostawiają większych złudzeń – „Food Never Comes” czy „FakeEats”. Można więc zamówić burgera, pizzę albo inne danie i spokojnie czekać na kuriera, który z całą pewnością nigdy nie zapuka do drzwi.
Mózg dostał nagrodę, paczka jest zbędna
Za fenomenem stoi mechanizm związany z układem nagrody. Psycholog Oliwia Zaborowska z Uniwersytetu SWPS wskazuje, że już samo przeglądanie produktów oraz wykonywanie czynności kojarzących się z zakupami może uruchamiać proces oczekiwania na nagrodę, w którym uczestniczy układ dopaminergiczny. Okazuje się więc, że dla naszego mózgu przyjemność nie zawsze musi znajdować się w paczce, czasami wystarczy samo przekonanie, że właśnie coś wybieramy i za chwilę klikniemy upragnione „kup”.
Psychologowie zwracają uwagę na różnicę pomiędzy „chceniem”, a faktycznym „lubieniem” nagrody. Możemy bardzo intensywnie dążyć do wykonania określonej czynności, mimo że jej końcowy rezultat nie daje już równie dużej satysfakcji. Doskonale widać to podczas tradycyjnych zakupów internetowych. Emocje pojawiają się podczas wybierania produktu i składania zamówienia, natomiast kiedy paczka przychodzi tydzień później, czasami pierwszą reakcją jest pytanie: „Po co właściwie to kupiłem?”.
„Dopamine sites” eliminują przynajmniej ten ostatni etap – wyrzuty sumienia mogą się pojawić, ale rachunek już nie.
Nie-zakupoholizm?
Nie oznacza to jednak, że wirtualne kupowanie absolutnie niczego jest pozbawione ryzyka. Zjawisko jest stosunkowo nowe i nie zostało jeszcze dokładnie przebadane, jednak specjaliści wskazują, że problem może pojawić się wtedy, gdy użytkownik zaczyna poświęcać takim platformom coraz więcej czasu kosztem snu, obowiązków czy innych aktywności.
Na razie trudno więc mówić o nowym rodzaju uzależnienia, ale jedno jest pewne - internet właśnie udowodnił, że potrafi sprzedać człowiekowi nawet samo uczucie robienia zakupów. I co najciekawsze, tym razem naprawdę nic za to nie zapłacimy.
Źr.wPolsce24 za Interia











