Ropa tanieje, gaz też, świat odetchnął z ulgą. Wściekły jest tylko jeden kraj

Decyzja ogłoszona przez Donalda Trumpa o dwutygodniowym zawieszeniu broni między USA a Iranem — powiązana z możliwością otwarcia strategicznej Cieśniny Ormuz — natychmiast przełożyła się na gospodarkę. Reakcja rynków była błyskawiczna i jednoznaczna.
Ceny gazu w Europie spadły nawet o 20 proc., ropa WTI potaniała o ponad 16 proc., a ropa Brent również zanurkowała o blisko 16 proc. To nie przypadek. Przez Cieśninę Ormuz przepływa nawet jedna piąta światowych dostaw ropy i LNG, więc każda informacja o jej odblokowaniu działa jak sygnał uspokajający dla globalnej gospodarki. Dodatkowo, przy relatywnie niskim poziomie zapasów gazu w UE (ok. 28 proc. wobec ponad 40 proc. średniej), rynek szczególnie mocno reaguje na każdą oznakę stabilizacji. Krótko mówiąc — świat złapał oddech. Ale nie wszędzie panuje entuzjazm.
Izrael: „katastrofa dyplomatyczna”
„Nigdy w naszej historii nie było takiej katastrofy dyplomatycznej”
To wyjątkowo mocne słowa, które pokazują skalę politycznego napięcia. Lapid zarzuca władzom, że Izrael został wyłączony z kluczowych rozmów, mimo że dotyczą one bezpośrednio jego bezpieczeństwa. Jeszcze ostrzej ocenił działania premiera Benjamin Netanjahu mówiąc, że ten „zawiódł dyplomatycznie”, „zawiódł strategicznie” oraz „nie osiągnął żadnego z celów”.
Dwa światy, dwie reakcje
Sytuacja jest wręcz podręcznikowym przykładem, jak jedno wydarzenie może być odbierane skrajnie różnie — w zależności od perspektywy. Dla rynków i wielu państw rozejm to stabilizacja, ulga, spadki cen. Dla Izraela to zaprzepaszczenie szansy na ostateczne rozprawienie się z zagrożeniem ze strony Iranu. Jednocześnie warto zauważyć, że Izrael zaprzeczył jakoby wynegocjowany rozejm miał dotyczyć także Libanu, z czego można wywnioskować, że nadal zamierza zajmować zbrojnie południową część tego kraju.
źr. wPolsce24 za PAP/X











