Tragiczny finał rodzinnej kłótni o prezydenta, nie żyje młoda kobieta

Do tragedii doszło 10 stycznia 2025 roku w miejscowości Prosper niedaleko Dallas, gdzie młoda kobieta przebywała na wakacjach wraz ze swoim partnerem. Lucy Harrison została śmiertelnie postrzelona w klatkę piersiową. Sprawa wstrząsnęła opinią publiczną nie tylko ze względu na dramatyczne okoliczności śmierci, ale także na rodzinny i polityczny kontekst zdarzeń.
Ostra kłótnia o Trumpa
Jak ustalono podczas postępowania prowadzonego przed sądem koronera w hrabstwie Cheshire, kilka godzin przed śmiercią Lucy doszło do poważnej kłótni między nią a jej ojcem, Krisem Harrisonem. Spór dotyczył Donalda Trumpa, który w tamtym czasie przygotowywał się do zaprzysiężenia na drugą kadencję prezydencką.
Partner Lucy, Sam Littler, zeznał, że dyskusja miała bardzo emocjonalny przebieg. W jej trakcie młoda kobieta miała zapytać ojca, jak by się czuł, gdyby to ona padła ofiarą napaści seksualnej. Odpowiedź, jaką usłyszała, wstrząsnęła nią do tego stopnia, że – jak relacjonował świadek – była „bardzo poruszona” i pobiegła na górę domu.
Strzał po kilkunastu sekundach
Do śmiertelnego zdarzenia doszło niespełna pół godziny przed planowanym wyjazdem Lucy i jej partnera na lotnisko. Littler zeznał, że widział, jak ojciec dziewczyny wziął ją za rękę i zaprowadził do swojej sypialni na parterze. Zaledwie 15 sekund po wejściu do pomieszczenia rozległ się głośny strzał.
Gdy partner wbiegł do pokoju, Lucy leżała na podłodze przy wejściu do łazienki. Jej ojciec krzyczał i wzywał pomoc, mówiąc nieskładnie.
„To był nieszczęśliwy wypadek”
Kris Harrison od początku twierdzi, że nie chciał skrzywdzić córki. W oświadczeniu przekazanym sądowi napisał, że wraz z Lucy oglądali w telewizji materiał dotyczący przestępstw z użyciem broni palnej. Miał wtedy powiedzieć, że posiada pistolet i zapytać, czy córka chce go zobaczyć.
Broń – półautomatyczny pistolet Glock 9 mm – była przechowywana w szafce nocnej. Harrison tłumaczył, że kupił ją kilka lat wcześniej, aby zapewnić rodzinie „poczucie bezpieczeństwa”.
„Kiedy podniosłem pistolet, aby jej go pokazać, nagle usłyszałem głośny wystrzał. Nie rozumiałem, co się stało. Lucy natychmiast upadła” – napisał. Dodał, że nie pamięta, czy trzymał palec na spuście.
Ława przysięgłych w hrabstwie Collin odmówiła postawienia mu zarzutów karnych, uznając, że brak jest podstaw do oskarżenia o nieumyślne spowodowanie śmierci.
Alkohol, emocje i fatalna decyzja
Podczas rozprawy ujawniono również, że Kris Harrison zmagał się w przeszłości z uzależnieniem od alkoholu. W dniu tragedii miał nawrót choroby i – jak sam przyznał – wypił około pół litra białego wina po kłótni z córką.
Monitoring sklepowy potwierdził, że krótko przed godziną 13:00 kupił dwa kartony wina Chardonnay. Policjantka, która przybyła na miejsce zdarzenia, wyczuła od niego woń alkoholu.
Choć formalnie nie postawiono mu zarzutów, sprawa pozostawia poważne pytania o odpowiedzialność, emocje i dostęp do broni w sytuacjach skrajnego napięcia.
„Nie ma dnia bez ciężaru tej straty”
W oświadczeniu przekazanym przez prawników Harrison napisał, że „w pełni przyjmuje konsekwencje swoich działań”.
„Nie ma dnia, bym nie czuł ciężaru tej straty – ciężaru, który będę nosił do końca życia” – stwierdził.
Nie jest wykluczone, że ojciec zastrzelonej 23-latki stanie jeszcze przed sądem. Wszystko zależy od decyzji koronera, która ma zostać ogłoszona w najbliższych dniach.
źr. wPolsce24 za rmf24.pl











