To koniec polskich fabryk? Bruksela żąda rzeczy niemożliwych, ruszyła lawina

Jak wynika z ustaleń Katarzyny Szymańskiej-Borginon korespondentki RMF FM w Brukseli, czara goryczy się przelała. Unijni technokraci całkowicie zignorowali polskie postulaty dotyczące urealnienia nowych wskaźników emisji gazów cieplarnianych.
Absurd goni absurd: Normy wbrew prawom fizyki
W czym tkwi istota unijnego obłędu? Komisja Europejska oczekuje od europejskich fabryk dostosowania się do limitów, które są technologicznie nieosiągalne. Urzędnicy zza biurek w Brukseli, odurzeni wizją „neutralności klimatycznej”, uznali, że dekretami mogą zmienić procesy chemiczne i fizyczne.
Brukselska metodologia całkowicie ignoruje realne zdolności produkcyjne oraz, co kluczowe dla naszego kraju, krajowe miksy energetyczne. W efekcie przemysł w Europie Środkowej dostaje potężny cios, podczas gdy urzędnicy udają, że tworzą „zielony raj”. To jawny sabotaż gospodarczy, w którym polskie, nowoczesne zakłady produkcyjne stają się ofiarami ideologicznej krucjaty.
Likwidacja europejskiego przemysłu na życzenie urzędników
Koalicja sześciu państw, której przewodzi Pałac Prezydencki, alarmuje, że zagrożone są fundamentalne sektory europejskiej gospodarki. Mowa o przemyśle:
-
chemicznym,
-
stalowym,
-
cementowym,
-
ceramicznym,
-
aluminiowym.
To na tych branżach opiera się polska i europejska suwerenność. Jeśli te fabryki upadną pod ciężarem drakońskich opłat za emisje (ETS) i nierealnych norm, Europa straci swoją tzw. „strategiczną autonomię”. Co to oznacza w praktyce? Staniemy się całkowicie zależni od importu kluczowych surowców z Azji (głównie z Chin) oraz Ameryki Północnej.
Czy to jest ta słynna unijna „odpowiedzialność”? Likwidować własne fabryki, niszczyć setki tysięcy miejsc pracy w Polsce i Europie, tylko po to, by sprowadzać te same towary z drugiego końca świata, wyprodukowane w krajach, które żadnymi limitami CO2 się nie przejmują? To nie jest ochrona planety – to czyste szaleństwo i geopolityczne samobójstwo.
Czas na twardy opór
Budujemy koalicję, żeby pokazać, że nie tak powinno wyglądać pomaganie przemysłowi w UE w utrzymaniu konkurencyjności” – ujawnia informator zaangażowany w rozmowy z KE.
Sygnatariusze rodzącego się buntu domagają się natychmiastowego przywrócenia zdrowego rozsądku. Wśród głównych postulatów znajduje się zamrożenie cięć darmowych uprawnień do emisji CO2 na poziomie z lat 2021-2025 oraz całkowita zmiana unijnej metodologii, tak aby odzwierciedlała ona rzeczywistość, a nie fantazje ekologicznych lobbystów.
Europie potrzebny jest dziś powrót do korzeni – do gospodarczego pragmatyzmu, na którym budowano zręby wspólnoty. Jeśli Bruksela nie zatrzyma tego klimatycznego amoku, zamiast zielonej transformacji czeka nas gospodarczy zgliszcza, bezrobocie i całkowita kapitulacja wobec globalnych potęg. Czas, aby głos Warszawy i zbuntowanych państw wybrzmiał w Brukseli z pełną mocą. Koniec z potakiwaniem na unijne absurdy!
źr. wPolsce24 za rmf24











