Ten obraz oburzył Niemców. Po blisko 140 latach w końcu pokażą go w Berlinie

Von Preuschen urodziła się w arystokratycznej rodzinie i już jako 15-latka rozpoczęła naukę malarstwa w Akademii Sztuk Pięknych w Karlsruhe, którą ukończyła po zaledwie trzech latach. Oprócz malarstwa zajmowała się także poezją i literaturą. Podróżowała także po całej Europie. Była także wczesną emancypantką – uważała, że w świecie sztuki powinno być więcej kobiet i nie powinno im się utrudniać edukacji artystycznej.
Uznano go za obrazę majestatu
W 1887 roku namalowała obraz zatytułowany „Mors Imperator” (łac. śmierć jest władcą). Przedstawiał ubrany w królewskie szaty szkielet z nogą na globusie, który w jednej ręce trzyma miecz, a drugą wywraca tron. Artystka chciała go wystawić na corocznej wystawie Berlińskiej Akademii Sztuk Pięknych, ale został odrzucony. Niezrażona tym, artystka wystawiła go w wynajętej restauracji.
Jej obraz wywołał skandal, bo powszechnie uznano go za aluzję do cesarza Wilhelma I. Niemiecki monarcha miał wtedy 90 lat i wiele osób uznało, że tym obrazem von Preuschen życzy mu rychłej śmierci. Oskarżano ją powszechnie o obrazę majestatu królewskiego. Dziś historycy sztuki są jednak przekonani, że nie miała takiego celu. Uważają, że było to dzieło czysto symboliczne, pokazujące ulotność ziemskiej władzy. Historyk sztuki Birgit Verwiebe zauważyła, że von Preuschen nie interesowała się polityką, a jako wysoko urodzona szlachcianka nie sprzeciwiała się nigdy monarchii.
W rzeczywistości ten obraz miał być częścią liczącego 10 obrazów cyklu, którego tematem miało być życie, śmierć i miłość. Na wystawie chciała go pokazać z obrazem pod tytułem „Regina Vitae” (łac. Królowa Życia), ale nie zdążyła namalować go na czas. Historycy ustalili, że fikcyjny herb na tronie i korona, którą szkielet ma na głowie, były inspirowane francuską, a nie niemiecką monarchią.
Cesarz nie miał nic przeciwko
Sam cesarz nie odebrał tego obrazu jako ataku na swój majestat. Oburzona odmową artystka napisała do niego list, w którym żaliła się na decyzję Akademii. W jego imieniu sekretarka odpisała, że cesarz nie ma żadnego problemu z tematyką tego obrazu i o tym, czy zostanie wystawiony, powinny zdecydować jego walory estetyczne. Po tym liście Akademia zaczęła twierdzić, że odrzuciła go jako nieartystyczną ekspresję wykrzywionej myśli.
Po kolejnej odmowie Von Preuschen nie tylko napisała ostry list do jednego z berlińskich dzienników, ale też wynajęła salę w centrum Berlina, w której zorganizowała prywatną wystawę. Skandal wokół tego obrazu sprawił, że mimo opłat za wejście – równych ok. 8 euro od osoby – odwiedziły ją tysiące Berlińczyków, a ona sama zdobyła ogromną sławę.
Czekali 139 lat
Cesarz Wilhelm zmarł wkrótce potem, 9 marca 1888 r. Ten rok przeszedł do historii jako Rok Trzech Cesarzy, bo jego syn, Fryderyk III, był chory na raka gardła gdy wstąpił na tron i zmarł zaledwie 99 lat później. Artystka w 1892 roku sprzedała ten obraz szwajcarskiemu biznesmenowi, do dziś należy do jego rodziny.
Po jej śmierci w 1918 roku, jej córki przekazały wiele jej obrazów małemu muzeum w dzielnicy Alt-Mariendorf. W 2013 roku, podczas wystawy retrospekcyjnej, pokazano w nim jego kopię. Teraz obraz, który oburzył Niemców, w końcu zostanie pokazany w Berlinie. Jak informuje Guardian, jego właściciel zgodził się go wypożyczyć muzeum Alte Nationalgalerie. Wystawa, której będzie częścią, zostanie otwarta w niedzielę. Będzie można go oglądać do połowy listopada.
źr. wPolsce24 za Guardian











