Statek z hantawirusem wraca dziś do europejskiego portu. Czy mamy się czego bać?

Należący do holenderskiego biura podróży Oceanwide Expeditions statek wypłynął 1 kwietnia z Argentyny. Dziesięć dni później zmarł na jego pokładzie turysta z Holandii. Jego zwłoki, wraz z 29 innymi osobami, wysadzono na brzeg na wyspie Święta Helena. Dwa dni później jego żona zmarła w szpitalu w Johannesburgu. Okazało się, że na jego pokładzie doszło do infekcji hantawirusem.
Powrót do domu
Gdy to odkryto, statek zbliżał się do Wysp Zielonego Przylądka. Stał w porcie Praia przez trzy dni, bo władze tego państwa zabroniły pasażerom i załodze zejścia na ląd. Hiszpania w końcu zgodziła się dokonać ewakuacji pasażerów na Wyspach Kanaryjskich, co wzbudziło oburzenie ich mieszkańców.
Jak informuje agencja Reuters, obecnie Hondius zbliża się do końca swojego dramatycznego rejsu. Już dziś dotrze do portu w Rotterdamie. Na jego pokładzie jest jeszcze 25 członków załogi i dwóch medyków.
Czytaj także:
Niepokojące odkrycie: hantawirus w ciele człowieka może przetrwać lata – co z zakażonymi pasażerami?
29 pasażerów wysiadło ze statku z wirusem. Służby gorączkowo sprawdzają, z kim mieli kontakty
Lokalne władze poinformowały, że przygotowano już miejsce, w którym członkowie załogi spoza Holandii odbędą kwarantannę. Na razie nie jest jasne, czy potrwa 42 dni, zgodnie z zaleceniami WHO. Większość pozostałej części załogi, pasażerów i osób, które miały z nimi kontakt, trafiła wcześniej na kwarantannę w swoich państwach. Sam statek zostanie poddany dezynfekcji.
Czy grozi nam pandemia?
Epidemia hantawirusa na pokładzie Hondiusa kosztowała życie trzy osoby – wspomniane małżeństwo z Holandii i turystę z Niemiec. Infekcję potwierdzono lub uznano za bardzo prawdopodobną u 10 osób. Jedenastą osobą, która prawdopodobnie uległa infekcji, jest obywatel Kanady, ale WHO czeka na oficjalne potwierdzenie.
Infekcje hantawirusem zwykle odbywają się przez kontakt z odchodami gryzoni. Szczep, który pojawił się na Hondiusie, to tzw. wirus Andes. To jeden z niewielu hantawirusów, którym można zarazić się od innego człowieka, ale wymaga to bliskiego kontaktu. WHO potwierdziło, że wirus z próbek pobranych na statku nie różni się od tego, który od dekad występuje w Argentynie i Chile. WHO podkreśla, że z racji długiego okresu inkubacji możliwe jest, że zostaną odkryte kolejne przypadki, ale podkreśla, że sytuacja w niczym nie przypomina COVID i nie grozi nam pandemia.
źr. wPolsce24 za Reuters











