Sojuszniczka Trumpa odwiedzi Biały Dom. Czy Trump postawi ją pod ścianą?

Z tego tekstu dowiesz się:
-
Premier Japonii Sanae Takaichi spotka się z Donaldem Trumpem w Białym Domu w kluczowym momencie napięć wokół wojny w Iranie.
-
USA naciskają na sojuszników, by wsparli operacje w cieśninie Ormuz, jednak Japonia na razie odrzuca wysłanie swoich sił.
-
Trump może wywrzeć presję na Tokio, wykorzystując kwestie bezpieczeństwa i współpracy wojskowej oraz negocjacje handlowe.
-
Japonia jest w trudnej sytuacji – jej pacyfistyczna konstytucja ogranicza możliwość udziału w konfliktach zbrojnych.
-
Dodatkowym problemem jest brak poparcia społecznego – mniej niż 10% Japończyków popiera działania w Iranie.
-
Takaichi może próbować uniknąć zaangażowania militarnego, proponując wsparcie dyplomatyczne lub mediacje.
-
Eksperci ostrzegają, że spotkanie może być dla niej poważnym testem politycznym i wymusić jednoznaczną decyzję.
Takaichi jako pierwsza kobieta w historii Japonii została premierem w październiku zeszłego roku. Od tego czasu bardzo zbliżyła się do Trumpa. Połączyły ich nie tylko wspólne wartości i poglądy polityczne, ale także miłość do baseballu – w obu krajach to jeden z najpopularniejszych sportów.
Nawet gdy między oboma państwami pojawiały się napięcia, ich relacja była bardzo ciepła, w czym zapewne pomógł fakt, że Takaichi blisko współpracowała z zamordowanym byłym premierem Shinzo Abe, który przyjaźnił się z Trumpem. Prezydent USA oficjalnie poparł ją przed przedterminowymi wyborami w lutym, w których jej Partia Liberalno-Demokratyczna zmiażdżyła opozycję.
Japonie nie pali się do pomocy
W normalnych warunkach wizyta Takaichi w USA byłaby zapewne czystko rutynowa. Zmieniła to jednak wojna w Iranie. Trump poprosił bowiem sojuszników o pomoc w odblokowaniu Ormuz i eskortowaniu przepływających tamtędy tankowców. Tymczasem Japonia się do tego na razie nie pali.
Jak informuje Bloomberg minister Japonii Shinjiro Koizumi powiedział w poniedziałek, po rozmowie telefonicznej z sekretarzem obrony USA Petem Hegsethem, że Japonia obecnie nie planuje wysłać do Iranu swoich okrętów.
- Najważniejsze jest to, żeby skierować nasze wysiłki, także wysiłki dyplomatyczne, na uspokojenie sytuacji – powiedział członkom parlamentu. Dzień wcześniej Takayuki Kobayashi, który odpowiada za program partii rządzącej, powiedział, że byłaby to trudna decyzja. - Myślę, że tę decyzję trzeba podjąć bardzo ostrożnie, biorąc pod uwagę trwający konflikt – stwierdził.
Teraz wiele osób zadaje sobie pytanie, czy Trump podczas spotkania w Waszyngtonie będzie próbował naciskać na panią premier, by jednak zdecydowała się pomóc w konflikcie Iranem. Prezydent USA ma w ręku silne argumenty.
Bezpieczeństwo Japonii opiera się bowiem na stacjonujących w tym kraju amerykańskich żołnierzach, samolotach i lotniskowcowej grupie bojowej. Jak donosi agencja Reutersa, w oparciu o japońskie źródła biorące udział w przygotowywaniu tej wizyty, Japonia chce podpisać z USA umowę handlową, która zmniejszy jej uzależnienie od Chin w kwestii surowców krytycznych, a także dołączyć do budowanej przez Amerykanów tzw. złotej tarczy - nowej tarczy antyrakietowej.
Takaichi jest pierwszym przywódcą sojuszniczego państwa, który spotka się z Trumpem odkąd poprosił o pomoc, więc wielu komentatorów uważa, że to, jak Trump ją potraktuje, będzie prognostykiem tego, na co mogą liczyć w przyszłości inni.
Nie chcą iść na wojnę
Dla premier Japonii sytuacja jest jednak szczególnie trudna, z powodów prawnych i politycznych. Po zwycięstwie w II wojnie światowej Amerykanie narzucili Japonii pacyfistyczną konstytucję, w której art. 9 to państwo wyrzekło się prawa do prowadzenia wojny. Oficjalnie nie ma nawet sił zbrojnych, a jedynie siły samoobrony. Są sprawne i dobrze wyposażone, ale ich użycie do czegokolwiek innego niż obrona terytorium i obywateli przed wrogim atakiem, jest obwarowane ogromna liczbą ograniczeń. Od czasu II wojny Japonia użyła ich poza granicami tylko raz, kiedy w 1991 roku, miesiąc po zakończeniu Pustynnej Burzy, wysłała sześć okrętów przeciwminowych do Zatoki Perskiej.
Nawet jeśli rząd Japonii – która importuje 90% swojej ropy z Bliskiego Wschodu – zdecyduje, że konstytucja umożliwia mu wysłanie sił do Iranu, to dla Takaichi i jej gabinetu będzie to wielki problem polityczny.
Japończycy polubili pacyfizm i nie mają zamiaru nic zmieniać. Dotychczasowe próby militaryzacji tego kraju – na które USA patrzyły przychylnie, bo zwiększyłoby to presję na Chiny – nie powiodły się z powodu braku poparcia społecznego. W tym wypadku ten problem będzie jeszcze poważniejszy, bo Japończykom nie podoba się wojna w Iranie. Jak informuje Reuters, popiera ją mniej niż 10% obywateli.
Zdaniem komentatorów, premier Japonii będzie próbowała ugłaskać Trumpa, równocześnie unikając bezpośredniego zaangażowania się w ten konflikt. Zdaniem Tsuneo Watanabe z think-tanku Sasakawa Peace Foundation być może zaproponuje, że Japonia będzie pośrednikiem w negocjacjach z reżymem w Teheranie. Była nim już w 2019 roku, ale z tamtych negocjacji nic nie wyszło.
źr. wPolsce24 za Bloomberg, Reuters, NHK World










