Sikorski nie mógł się powstrzymać. Zaatakował administrację USA i Donalda Trumpa: „Nie mam portretu Putina”

Monachijską konferencję otworzył amerykański sekretarz stanu Marco Rubio i zebrał owacje na stojąco. Sikorski wystąpił w ostatnim sobotnim panelu dyskusyjnym w Monachium na temat stanu relacji transatlantyckich i nie mógł powstrzymać się od krytyki Stanów Zjednoczonych.
Litania żalów polskiego szefa dyplomacji była długa, a największą zadrą wydaje się być poparcie, jakie Donald Trump udzielił Karolowi Nawrockiemu w wyborach prezydenckich.
"Nie akceptuję słów Vance’a"
Sikorski twierdząco odpowiedział na pytanie, „czy Zachód wciąż istnieje”, lecz zaznaczył, że między obiema stronami Atlantyku zawsze istniały różnice.
- W Europie, z ważnych powodów historycznych, na przykład w Polsce, opowiadanie się za faszyzmem i komunizmem jest zabronione z bardzo ważnych powodów historycznych. Wierzymy w wolność słowa z odpowiedzialnością. A to, co wydarzyło się tutaj rok temu, polegało na tym, że wiceprezydent Stanów Zjednoczonych powiedział nam, że nasza koncepcja wolności słowa to cenzura, a ja po prostu tego nie akceptuję - mówił Sikorski, nawiązując do pamiętnej przemowy J.D. Vance’a, w której oskarżył on Europę o odejście od własnych wartości, stosowanie cenzury, ignorowanie wyborców i prześladowanie chrześcijan.
Oburzająca ingerencja
- Trudność, z którą się teraz zmagamy, polega na tym, że jedna strona Atlantyku próbuje narzucić swoje wartości drugiej stronie i to jest niedopuszczalne – uważa szef polskiego MSZ.
Skrytykował, jak to ujął, łamanie przez amerykańską administrację niepisanej zasady o nieingerowaniu w proces polityczny wewnątrz zachodnich demokracji. Jako przykład podał poparcie, jakie Trump udzielił Karolowi Nawrockiemu w wyborach prezydenckich.
- Dawniej nie ingerowaliśmy (w sprawy sojuszników), ale ingerowaliśmy w imię demokracji w politykę autokracji, a teraz jest odwrotnie. To całkowicie oburzające - ocenił Sikorski.
Jak zaznaczył, Polska była przez lata najbardziej proamerykańskim krajem w Europie, a „Stany Zjednoczone miały wspaniałą sytuację, w której rząd i opozycja, rywalizowały o to, kto będzie bardziej proamerykański”. - Kiedy zaczniesz wybierać strony, zaczyna się inna dynamika - przekonywał.
Sikorski wtóruje Clinton
Dyskusja, w której uczestniczył Sikorski, a także m.in. była sekretarz stanu USA, Hillary Clinton, oraz szef czeskiej dyplomacji, Petr Macinka, skupiała się głównie na ideologicznych różnicach między konserwatystami a liberałami, a także na podejściu obu stron Atlantyku do wojny w Ukrainie. Clinton uznała właśnie tę sprawę jako najważniejsze źródło różnic między USA i Europą.
- Uważam, że stanowisko administracji Trumpa wobec Ukrainy jest haniebne. Uważam, że próba zmuszenia Ukrainy do kapitulacji przed Putinem jest haniebna. Uważam, że wysiłki Putina i Trumpa, by czerpać zyski z nieszczęścia i śmierci narodu ukraińskiego, są historycznym błędem i korupcją do entej potęgi - mówiła była szefowa dyplomacji USA.
Kiedy natomiast Gladden Pappin, prawicowy amerykański politolog, stojący na czele Węgierskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych przestrzegał, by nie przyklejać Trumpowi łatki „apologety Putina”, wtrącił się Sikorski mówiąc, że amerykański prezydent powiesił w Białym Domu zdjęcie z Putinem.
- Ja nie mam portretu Putina w moim domu - ironizował.
Tak, wykluczamy
Polski wicepremier wdał się też w utarczkę słowną ze swoim odpowiednikiem z Czech Macinką, który skrytykował sytuację, w której przykleja się łatkę faszystów przeciwnikom politycznym. Sikorski odparł, że w Europie są faszyści i że wbrew słowom Macinki nie jest to problem, który skończył się 70-80 lat temu.
W podobny sposób odpowiadał Pappinowi, który krytykował wykluczanie niektórych partii politycznych w Europie.
- Tak, wykluczamy faszystów - powiedział Radosław Sikorski.
źr. wPolsce24 za PAP











