Rosyjski dowódca zginął w zamachu pod Moskwą. Zawinił jego syn?

Incydent miał miejsce we wtorek ok. 5:30 nad ranem w mieście Bałaszycha na przedmieściach Moskwy. Na nagraniu z monitoringu, które trafiło do mediów społecznościowych, widać jadące drogą BMW X-3. Gdy mija zaparkowany na poboczu samochód, następuje w nim eksplozja. Świadkowie mieli rzucić się na pomoc, ale było już za późno, kierowca zginął na miejscu.
Bomba pod podwoziem
Źródło dziennika Kommiersant poinformowało, że eksplozję spowodował improwizowany ładunek wybuchowy, o sile będącej ekwiwalentem pół kilograma TNT, umieszczony pod podwoziem samochodu. Rosyjskie służby potwierdziły, że ta eksplozja miała miejsce i że rozpoczęły już w tej sprawie śledztwo. Nie ujawniły jednak kto jest ofiarą.
Ukraiński portal NV donosi jednak, że prokremlowski kanał na Telegramie „Demony Charlie” ujawnił, że w eksplozji zginął rosyjski generał. Miała mieć miejsce na osiedlu, na którym mieszka wielu rosyjskich wojskowych. Później potwierdził to kontrolowany przez Kreml kanał WczK-OGPU. Pojawiły się spekulacje, że w tym zamachu zginął gen. Aleksander Maksimcew, wysoko postawiony dowódca w siłach lotniczych Rosji.
Skrajna nieostrożność jego syna
Rosyjski portal śledczy The Insider ujawnił jednak, że w rzeczywistości celem zamachu był 57-letni pułkownik Damir Dawydow. Był szefem dyrektoriatu ds. zaopatrzenia w amunicję i rakiety w Ministerstwie Obrony i jako taki odgrywał ogromną rolę w logistyce wojsk walczących na Ukrainie. Strona ukraińska na razie nie skomentowała tego incydentu, ale większość komentatorów podejrzewa, że za tą eksplozją stoją ukraińskie służby.
Równocześnie w rosyjskich mediach społecznościowych pojawiły się plotki, że pułkownik Dawydow zginął przez skrajna nieodpowiedzialność jego syna. Ten miał bowiem opublikować w mediach społecznościowych zdjęcie, na którym stoi obok BMW swojego ojca. Wyraźnie widać na nim jego tablicę rejestracyjną.
Od początku wojny ukraińskie służby biorą na cel rosyjskich dowódców, urzędników i propagandystów – zwłaszcza tych, którzy mieli związek ze zbrodniami wojennymi popełnianymi na Ukrainie. Tylko w niewielkiej części podobnych zamachów przyznają się później do swojego udziału, a o siatkach, które za to odpowiadają, praktycznie nic nie wiadomo. Rosjanie giną nie tylko na okupowanych terytoriach, ale także coraz częściej w Rosji, łącznie z Moskwą. Warto odnotować, że pułkownik zginął w pobliżu miejsca, w którym wcześniej w eksplozji samochodu-pułapki zginął generał Jarosław Moskalik, zastępca szefa Głównego Dyrektoriatu Operacyjnego.
źr. wPolsce24 za NV, Kyiv Post











