Pierwsza taka sytuacja w historii. Reaktor atomowy przeleciał nad milionami mieszkańców

W maju zeszłego roku prezydent Donald Trump podpisał kilka rozporządzeń, które miały rozszerzyć prace nad energią atomową w USA. Sekretarz zasobów wewnętrznych Doug Burgum skomentował wtedy, że po wojnie Ameryka przewodziła światu we wszystkim, co dotyczyło energii atomowej, aż doszło do stagnacji, o którą obwinił nadmierne regulacje.
Temat ten zainteresował też siły zbrojne. Sekretarz wojny Pete Hegseth dodał, że dzięki amerykańskim zdolnościom atomowym ich siły zbrojne będą miały dostęp do prądu i działającą AI, gdy inni będą ich pozbawieni.
Prąd dla baz wojskowych
Jak informuje portal Warzone, w odpowiedzi na rozporządzenia Trumpa Departament Energii rozpoczął program pilotażowy, którego celem było pchnięcie do przodu technologii nuklearnej, zarówno do zastosowań cywilnych jak i wojskowych. Równocześnie Pentagon sam od kilku lat przygląda się technologii mikroreaktorów. Obecnie amerykańskie bazy wojskowe są podpięte do komercyjnych sieci energetycznych, ale te są zbyt podatne na atak czy awarię. Z tego powodu wojsko chce, by prąd zapewniały bazom ich własne mikroreaktory. W przyszłości ta technologia ma również znaleźć zastosowanie do zapewnienia energii instalacjom wojskowym poza granicami USA, które często nie mają dostępu do lokalnej sieci.
Jednym z takich mikroreaktorów jest Ward250 firmy Valar Atomics. Używa paliwa zwanego TRISO, które składa się z „ziaren” uranu pokrytych warstwami ceramiki, które zapewnia większą efektywność niż materiały promieniotwórcze używane w klasycznych reaktorach. Jest chłodzony helem i moderowany grafitem. Dzięki temu jest bezpieczniejszy w użyciu i może pracować przy wyższych temperaturach. Ten reaktor, który po zmontowaniu ma wielkość mniej więcej furgonetki, docelowo ma być zdolny do produkcji 5 megawatów energii. Prezes Valar Isaiah Taylor zauważył, że to dość prądu dla ok. 5 tys. domów.
Pełen sukces
Prace nad tym reaktorem postawiły jednak trudne zadanie przed USAF. Trzeba było go przetransportować z bazy lotniczej March w Kalifornii do bazy lotniczej Hill w Utah, skąd ma trafić do laboratorium atomowego San Rafael Energy Lab (USREL) w Orangeville na dalsze testy. Ten reaktor dzieli się na osiem modułów. Siły powietrzne zdecydowały, że do ich transportu użyją trzech samolotów transportowych C-17 Globemaster III.
Ta operacja zakończyła się pełnym sukcesem. Jak informuje agencja Reutersa, reaktorowi towarzyszyli na pokładzie sekretarz energii Chris Wright i podsekretarz obrony Michael Duffey. Sam reaktor był jednak transportowany bez paliwa. Wright powiedział dziennikarzom, że to trafi do USREL z placówki w Nevadzie.
Departament Energii poinformował, że chce, by trzy mikroreaktory osiągnęły stan krytyczny – w którym reakcja rozszczepienia podtrzymuje się sama – do 4 lipca. Taylor poinformował, że ich reaktor początkowo zacznie pracować z mocą 100 kilowatów, ale do końca roku zostanie zwiększona do 250 kilowatów, zanim rozpoczną się jego testy przy pełnej mocy. Valar ma nadzieję, że ich reaktory staną się w pełni komercyjne do 2028 roku.
To był pierwszy raz, kiedy reaktor został przetransportowany drogą lotniczą. Pentagon podkreśla, że sukces tej operacji zwiększy bezpieczeństwo USA, bo pokazała, że wojsko może dostarczyć źródło energii w dowolny punkt globu, a zagraniczne placówki nie będą uzależnione od cywilnych sieci energetycznych, które wróg może zniszczyć, ani od paliwa, którego dostawy może przetrwać. Duffey zauważył, że wojna przyszłości będzie wymagała wiele prądu dla np. sztucznej inteligencji, broni laserowej czy infrastruktury cyfrowej czy kosmicznej.
źr. wPolsce24 za Warzone, Reuters











