Potężny wybuch w fabryce amunicji pod Rzymem. Niemiecki koncern KNDS znów w ogniu krytyki

Pierwsze sygnały o zagrożeniu wpłynęły do centrali policji w Rzymie o godzinie 14:45. Z zakładów przy via Latina, gdzie Knds Ammo Italy produkuje amunicję średniego i dużego kalibru dla wojsk lądowych i marynarki wojennej, a także paliwa stałe dla rakiet nośnych, zaczął unosić się gęsty, czarny dym. Mieszkańcy okolicznych miejscowości, w tym sąsiedniej Arteny, zaczęli nagrywać na telefony komórkowe ogromne kłęby dymu widoczne z kilku kilometrów. Następnie nastąpił wybuch. Według relacji świadków, detonacja była tak potężna, że była słyszalna w promieniu wielu kilometrów.
Jak podaje La Repubblica, w momencie wybuchu w zakładzie znajdowało się 24 pracowników. Wszyscy wyszli z opresji bez szwanku. Wstępne doniesienia nie wskazują na ofiary śmiertelne ani rannych. Podobne informacje przekazały La Sicilia oraz Euronews.
Burmistrz Colleferro, Giulio Calamita, uspokajał mieszkańców na Facebooku: "Sytuacja jest pod kontrolą. Strach jest ogromny, ale teraz najważniejsze to zachować spokój i nie rozpowszechniać nieprawdziwych informacji". Dodał też, że eksplozia nastąpiła w godzinach, gdy okoliczne sklepy były zamknięte – "inaczej byłaby to tragedia".
Straż pożarna przez dłuższy czas nie mogła zbliżyć się do miejsca wybuchu z powodu ryzyka kolejnych detonacji. Na miejscu pracują liczne zastępy, a prokuratura w Velletri wszczęła śledztwo w sprawie pożaru. Na razie wykluczono sabotaż lub działalność terrorystyczną. Wstępnie przyczyny upatruje się w awarii prasy do zagęszczania prochu.
Niemiecki koncern, europejskie pieniądze i włoskie ofiary
Zakład w Colleferro dziś należy do francusko-niemieckiego koncernu KNDS, który produkuje tu amunicję dla całej Europy. I to właśnie ten koncern wzbudza kontrowersje. Jak ujawnił Euronews, KNDS ma otrzymać 40 milionów euro z unijnego planu ASAP na rozbudowę mocy produkcyjnych. Tymczasem w tym samym zakładzie w 2007 roku doszło do eksplozji, w której zginął robotnik, a 13 zostało rannych. Teraz historia się powtarza – i znów cudem obyło się bez ofiar.
Organizacja Libera, która od lat monitoruje bezpieczeństwo w tym regionie, nie ma wątpliwości: "Od dawna donosimy o ryzyku związanym z bezpieczeństwem i obecnością na tym terenie zakładów przemysłowych związanych z produkcją zbrojeniową". Dodają, że dzisiejsze wydarzenia "potwierdzają po raz kolejny konieczność nieobniżania czujności".
źr. wPolsce24 za La Repubblica/Corriere della Sera/Euronews/La Sicilia











