Gdzie jest kres lewackiego szaleństwa? Transseksulany polityk przeciwko ograniczeniu pornografii dla dzieci!

W stanie Minnesota trwa spór o wprowadzenie obowiązkowej weryfikacji wieku na stronach z treściami dla dorosłych. Republikanie proponują rozwiązanie, które ma utrudnić nieletnim dostęp do pornografii.
W odpowiedzi demokratyczna legislator Leigh Finke (biologiczny mężczyzna, dziś funkcjonujący jako kobieta) ostrzega, że takie przepisy mogą ograniczyć młodym ludziom – a zwłaszcza młodzieży LGBTQ – dostęp do treści, które mogłyby mieć dla nich... „wartość edukacyjną”.
Pornografia to nie podręcznik
Pornografia nie jest neutralnym materiałem informacyjnym. Nie jest kursem dojrzewania. Nie jest poradnikiem budowania relacji. Jest przemysłem nastawionym na zysk, który żeruje na skrajnych bodźcach, uprzedmiotowieniu i coraz mocniejszych formach przekraczania granic.
Badania psychologiczne od lat pokazują związek między wczesnym kontaktem z pornografią a:
- zniekształconym obrazem relacji i seksualności,
- obniżoną satysfakcją z realnych związków,
- problemami z uzależnieniem behawioralnym,
- spadkiem empatii wobec partnera,
- zaburzeniami funkcjonowania seksualnego.
Mówimy o dzieciach i nastolatkach, których mózg dopiero się rozwija. O młodych ludziach, którzy dopiero uczą się, czym jest bliskość, odpowiedzialność i intymność. Wpychanie ich w świat komercyjnej pornografii pod hasłem „dostępu do informacji” to nie progres. To deprawacja!
Ochrona czy świadoma deprawacja?
Oczywiście można dyskutować o technicznych aspektach weryfikacji wieku: o prywatności, bezpieczeństwie danych, skuteczności rozwiązań. Ale czym innym jest debata o narzędziach, a czym innym relatywizowanie samego celu.
Jeśli ktoś zaczyna sugerować, że dostęp do pornografii może mieć dla nieletnich „wartość edukacyjną”, to mamy do czynienia z groźnym przesunięciem granicy. Edukacja seksualna – rzetelna, oparta na wiedzy medycznej i psychologicznej – nie ma nic wspólnego z brutalnym, komercyjnym przemysłem pornograficznym.
Gdzie jest kres?
W imię czego mamy uznać, że realna bariera chroniąca dzieci przed pornografią jest problemem, bo może ograniczyć „dostęp do treści”? Gdzie jest granica? Czy za chwilę usłyszymy, że każda próba filtrowania treści dla dorosłych to zamach na wolność młodzieży?
Społeczeństwo ma prawo – a wręcz obowiązek – chronić dzieci przed treściami, które mogą je krzywdzić. Tak jak nie pozwalamy im kupować alkoholu czy hazardu, tak samo mamy prawo ograniczać dostęp do pornografii. Wydaje się, że dla "postępowych" przedstawicieli skrajnych lewicowych ugrupowań nie ma jednak takiej granicy przyzwoitości i absurdu, której nie byliby w stanie przekroczyć!
źr. wPolsce24 za X











