Polityczne trzęsienie ziemi za Odrą. AfD nokautuje rywali w sondażach

Za naszą zachodnią granicą dochodzi do przewartościowania, na które niemiecki mainstream przez lata patrzył z lekceważeniem. Społeczeństwo, zmęczone radykalną transformacją energetyczną, spadkiem konkurencyjności rodzimego przemysłu oraz konsekwencjami dotychczasowej polityki migracyjnej, coraz wyraźniej odwraca się od partii lewicowo-liberalnych.
Niemców czeka polityczne trzęsienie ziemi, a jedyne pytanie brzmi: kiedy do niego dojdzie?
Historyczny kryzys zaufania do berlińskiej koalicji
Kolejne sondaże publikowane przez czołowe niemieckie ośrodki badawcze (m.in. INSA, Forsa czy YouGov) pokazują ten sam trend: ugrupowania tworzące i wspierające dotychczasowy układ rządowy notują jedne z najsłabszych wyników od lat. Wyborcy socjaldemokratów (SPD) i Zielonych masowo deklarują rozczarowanie drożyzną, obciążeniami fiskalnymi i chaosem administracyjnym.
Zaledwie kilkanaście procent badanych pozytywnie ocenia kierunek reform forsowanych przez władze w Berlinie. Tradycyjna baza wyborcza lewicy się kurczy, a Niemcy coraz głośniej domagają się powrotu do pragmatyzmu gospodarczego i ochrony własnych granic.
Beneficjentem politycznego krachu partii władzy jest opozycyjna Alternatywa dla Niemiec. Formacja, która w mediach głównego nurtu nieustannie mierzy się z ostrą krytyką, w badaniach ogólnokrajowych osiąga rekordowe pułapy rzędu 27–29% głosów, a w landach wschodnich przekracza nawet barierę 40%.
To wyraźny sygnał, że dotychczasowy tzw. „kordon sanitarny” (polityka izolowania prawicy przez pozostałe ugrupowania) staje się dla milionów Niemców barierą sztuczną, niemającą odzwierciedlenia w ich codziennych problemach.
Kluczowe powody buntu niemieckich wyborców
Jako podstawowe powody kryzysu Niemcy wskazują likwidację stabilnych źródeł energii doprowadziła do drastycznego wzrostu kosztów życia rodzin i spadku konkurencyjności lokalnych firm. Do tego dochodzi brak realnej kontroli na granicach oraz obciążenia systemów socjalnych skłaniają coraz większą część społeczeństwa do twardych, konserwatywnych postulatów.
Powtarzającym się argumentem jest też arogancja berlińskich elit i wyraz sprzeciwu wobec odgórnego narzucania poprawności politycznej i marginalizowania głosu zwykłych pracowników.
Gwałtowny spadek zaufania do partii kanclerza i wzrost siły prawicy to nie tylko wewnętrzna sprawa Berlina. To zwiastun głębszego kryzysu przywództwa w Unii Europejskiej. Próba zignorowania woli milionów obywateli i utrzymania dotychczasowego kursu może doprowadzić niemiecką scenę polityczną do trwałego paraliżu,
źr. wPolsce24 za DW











