Bunt młodych paraliżuje Francję. Policyjny granat urwał rękę 15-latkowi

Do makabrycznego incydentu doszło 5 października 2026 r. przed liceum im. Auguste'a Béhala w Lens. Pod placówką zgromadziło się około 200-250 licealistów. Część z nich obrzucała policjantów kamieniami oraz moździerzami pirotechnicznymi.
Według relacji dziennika „La Voix du Nord” i agencji AFP, nastolatek podniósł rzucony przez policję granat hukowo-błyskowy, by odrzucić go w stronę funkcjonariuszy. Ładunek eksplodował w jego dłoniach i urwał mu rękę. Życie 15-latka nie jest zagrożone, co potwierdziły władze regionalne. Chłopiec trafił do szpitala w Lille. Przedstawiciel resortu edukacji Edouard Geffray przyznał, że jest to „ludzki dramat”.
Szkoły pod oblężeniem
W całej Francji fala niepokojów paraliżuje system edukacji. Według francuskiego resortu edukacji w poniedziałek rano zakłócenia dotknęły 413 placówek, choć minister edukacji informował o 589 szkołach. Skala policyjnych działań pokazuje, jak dalece sytuacja wymknęła się spod kontroli władz w Paryżu.
W ciągu tygodnia trwania blokad szkół we Francji zatrzymano łącznie ponad 5 tysięcy osób, z czego około 85 proc. to nieletni – wynika z danych przekazanych przez Laurenta Nuñeza. Pod osłoną uczniowskich demonstracji na ulice wyszły także osoby z zewnątrz. Gérald Darmanin zwracał uwagę, że uczestnicy zamieszek nie wyglądają na uczniów szkół średnich.
Geneza buntu
Ogólnokrajowe protesty szkolne rozpoczęły się we wrześniu 2026 roku w regionie podparyskim. Iskrą były dotkliwe braki kadrowe, a demonstracje odbywały się między innymi 21 września w Créteil. Z czasem bunt rozlał się na całą Francję.
Uczniowie protestują przeciwko przepełnionym klasom, brakom nauczycieli i fatalnemu stanowi budynków szkolnych. Sprzeciwiają się też zasadom rekrutacji na studia w systemie Parcoursup. Domagają się większych nakładów na oświatę. Radykalizacja nastrojów następuje mimo zapowiedzi konsultacji ze strony ministra edukacji oraz polecenia premiera, by resorty zajęły się pięcioma głównymi postulatami uczniów, w tym remontami i zastępstwami.
Wzajemne oskarżenia
Tragedia w Lens wywołała polityczną burzę. Pojawiły się oskarżenia o brutalność policji, a także o infiltrację protestów przez skrajnie lewicowych awanturników. Rząd w Paryżu stawia na przywrócenie porządku. W telewizji CNews Maud Bregeon zadeklarowała:
- Naszym priorytetem jest przywrócenie porządku - oświadczyła Maud Bregeon.
Zupełnie inaczej sytuację oceniają komentatorzy. W poniedziałek na antenie radia Franceinfo głos zabrał Pierre Moscovici. Polityk stanął w obronie demonstrujących uczniów.
- To nie jest ruch chuliganów, to są młodzi ludzie, którzy zauważają złe warunki nauczania, uciążliwe godziny, klasy, które są zniszczone i nie mają nauczycieli - podkreślił Moscovici.
Wydarzenia w Lens pokazują, że francuskie władze muszą mierzyć się jednocześnie z uliczną przemocą i głębokim kryzysem szkolnictwa.
źr. wPolsce24 za lefigaro.fr









