Po ich artykułach płonęły kościoły. Znany dziennik przyznał po latach, że nie dotrzymał dziennikarskiej staranności

Szkoła dla Indian w Kamloops powstała pod koniec XIX wieku, w ramach polityki przymusowej asymilacji indiańskich dzieci. Jej prowadzenie powierzono zakonowi Oblatów. Rząd federalny przejął ją w 1969 roku, a w 1978 roku została zamknięta.
Zaczęli podpalać kościoły
W maju 2021 roku plemię Tkʼemlúps te Secwépemc, na którego terytorium stoi ta szkoła, ujawniło, że antropolog Sarah Beaulieu przebadała teren sadu w pobliżu jej budynku przy pomocy georadaru. Odkryła pod ziemią coś, co uznała za ponad 200 nieoznakowanych grobów. Łącząc to z zeznaniami świadków i historycznymi przekazami, Indianie uznali, że leżą w nich zwłoki dzieci, które zginęły w czasie działania tej szkoły.
Wywołało to gigantyczną falę oburzenia i ataków na kościół katolicki. Wkrótce potem zaczęła się fala podpaleń kościołów – spłonęło ich co najmniej trzydzieści.
Wielu ekspertów od początku wątpiło w prawdziwość tej historii, ale ich głosy tonęły w fali powszechnego oburzenia. W maju 2024 roku, w trzecią rocznicę jej odkrycia, sami Indianie przyznali, że to, co zobaczyła, to mogły być naturalne anomalie w ziemi, a nie groby.
Dziennikarze uwierzyli na słowo
Jednym z mediów, które rozpętały wtedy tę histerię, był dziennik Globe & Mail, jedna z największych i najbardziej prestiżowych gazet w Kanadzie. Teraz, w redakcyjnym felietonie, dziennik przyznał, że nie dotrzymano wtedy staranności dziennikarskiej.
Dziennik napisał, że to, że wielu indiańskich uczniów padło ofiarą prześladowań w szkołach jest historycznym faktem, któremu nie powinno się zaprzeczać. Zauważył jednak, że to nie jest dowód na to, że w pobliżu szkoły w Kamloops znaleziono masowe groby. To wyjątkowe twierdzenie, które wymaga dowodów – podkreślił.
Redakcja przyznała, że powinna zacząć od znalezienia takich dowodów, kiedy Indianie ogłosili wyniki badań dr Beaulieu. Zamiast tego dziennikarze uwierzyli na słowo, że w pobliżu tej szkoły znaleziono zwłoki 215 indiańskich dzieci – mimo tego, że sama naukowiec podkreślała, że badanie georadarem nie jest dokładne. Zamiast sprawdzić, Globe&Mail, jak wiele innych kanadyjskich mediów, prezentował to jako fakt. Co więcej, używał źle kojarzącej się frazy „masowe groby”, chociaż ta nie występowała w oświadczeniu Indian.
Politycy też wzmacniali histerię
Redakcja zauważyła, że być może kiedyś uda się udowodnić, że te groby faktycznie istnieją, ale pięć lat od pierwszych badań nadal nie znaleziono na to cienia dowodu. Zauważyła, że gdy o wątpliwościach zaczęło robić się głośniej, media zmieniły język jakim opisywano tę sprawę, coraz częściej podkreślając, że istnienie tych grobów jest możliwe czy prawdopodobne, a nie przedstawiając je jako fakt. Ta ewolucja języka nie wymazuje początkowej porażki dziennikarstwa – podkreśliła redakcja – Lekcja z 2021 roku powinna być taka: stwierdzenia o szkołach z internatami powinny być uważnie wysłuchane, a potem, równie uważnie, sprawdzone.
Jak zauważa dziennik, także politycy potraktowali istnienie tych grobów jako fakt, chociaż nie mieli na to żadnych twardych dowodów. John Horgan, ówczesny premier Kolumbii Brytyjskiej, mówił o tragedii na niewyobrażalną skalę, a były premier Justin Trudeau nakazał opuszczenie flag do połowy masztu. Jak zauważa Globe&Mail, Horgan zmarł w 2024 roku, ale Trudeau nadal tego nie sprostował, podobni jak obecny lewicowy rząd, Ottawa nie ujawniła też na co poszły miliony dolarów, które miały być przeznaczone na poszukiwania szczątków tych dzieci.
Redakcja zauważa, że Kanada ma dług wobec Indian, a proces trwałego pojednania z nimi dopiero się zaczął. Ale to pojednanie musi być oparte o prawdę, gdziekolwiek ona zaprowadzi – podkreśliła.
źr. wPolsce24 za Globe&Mail











