Ta historia jest niesamowita. Aresztowano turystę, który chciał nawiązać kontakt z izolowanym plemieniem Indian

Sentinelczycy to jedno z plemion izolowanych – takich, które nie utrzymują kontaktów z zewnętrznym światem. Zamieszkują niewielką wyspę Sentinel Północny w Zatoce Bengalskiej. Ich przodkowie przybyli na nią ok. 30 tys. lat temu. Niewiele o nich wiadomo poza tym, że to prymitywny lud zbieracko-łowiecki. Używają łuków, oszczepów i kamiennych narzędzi, potrafią też budować prymitywne łodzie, których używają do łowienia ryb w przybrzeżnych wodach. Używają ognia, ale nie jest jasne, czy potrafią go sami rozpalić, czy też czekają na uderzenie błyskawicy. Szacuje się, że żyje ich od 15 do 500, najczęściej spotykana liczba to 150.
Złamał zakaz kontaktu
Władze Indii wprowadziły zakaz odwiedzania ich wyspy, by chronić ich przed chorobami, na które nie są odporni, a także chronić ich sposób życia. Amerykański turysta, 24-letni Mykhailo Viktorovych Polyakow, zignorował jednak ten zakaz. W zeszłą sobotę popłynął na ich wyspę pontonem z silnikiem. Następnie przez ok. godzinę dmuchał w gwizdek, by przyciągnąć ich uwagę. Gdy się nie pojawili, zszedł na brzeg i zostawił dary dla nich – kokos i puszkę coca-coli – po czym pobrał próbki piasku, nagrał okolicę kamerą sportową i wrócił swoim pontonem na kontynent.
Dwa dni później został aresztowany przez policję. Policjanci znaleźli na jego kamerze nagranie, które pokazuje, że był na tej wyspie. Po aresztowaniu stanął przed lokalnym sądem, a obecnie przebywa w areszcie tymczasowym, gdzie jest przesłuchiwany. Policja sprawdza teraz, czy pomagał mu w tym któryś z lokalnych mieszkańców.
To nie był pierwszy raz
To nie jest pierwszy raz kiedy Polyakov podjął próbę kontaktu z tym plemieniem. Policja ujawniła, że w październiku zeszłego roku chciał popłynąć na tę wyspę kajakiem, ale powstrzymali go przed tym pracownicy hotelu. W styczniu 2025 podjął kolejną próbę, ale ta również zakończyła się porażką.
Turysta miał szczęście, że ta „przygoda” zakończyła się dla niego tylko aresztowaniem. Sentinelczycy są znani z tego, że nie tolerują nieproszonych gości. W 2018 roku na ich wyspę popłynął amerykański misjonarz John Allen Chau, który chciał ich nawrócić na protestantyzm. Z jego pamiętnika wynika, że przywiózł dla nich dary, ryby i piłkę futbolową, ale został ostrzelany z łuków. Udało mu się uciec, ale jedna ze strzał trafiła w jego biblię. Dzień później podjął kolejną próbę, a tym razem strzały okazały się celne. Władze Indii zdecydowały, że nie odzyskają jego ciała i nie przeprowadzą w tej sprawie śledztwa – ale zarzuty usłyszało siedem osób, które pomogły mu się na nią dostać. W 2006 roku Indianie zabili dwóch rybaków, których łódź urwała się z kotwicy i prąd wyniósł ją w pobliżu ich wyspy, a dwa lata wcześniej ostrzelali rządowy helikopter, którego załoga sprawdzała, czy przeżyli tsunami.
źr. wPolsce24 za Guardian