Świat

Zmarł jeden z ostatnich Indian, który "mówił szyfrem". Ich służba pomogła pokonać Japończyków

opublikowano:
Zrzut ekranu 2024-10-21 115915
Amerykańskie wojsko wykorzystało to, że nikt nie znał ich języka (fot. domena publiczna)
W wieku 107 lat zmarł John Kinsel Sr. Był jednym z ostatnich „mówiących szyfrem” z plemienia Nawaho.

Druga Wojna Światowa była pierwszym konfliktem zbrojnym, w którym na masową skalę używano radiostacji. Przesyłane za ich pomocą meldunki czy rozkazy były jednak banalnie proste do przechwycenia – wystarczyło mieć odbiornik, który działa na tej samej częstotliwości co nadajnik. Sprawiło to, że sztuka kryptografii, czyli szyfrowania wiadomości, a także łamania szyfrów, stała się ważniejsza niż kiedykolwiek. Niemcy opracowali w tym celu słynne urządzenie szyfrujące Enigma, to jednak zostało złamane już przed wojną przez Polaków, a dzięki temu możliwe było łamanie kolejnych jej wersji przez brytyjski wywiad. Zdaniem historyków fakt, że alianci mogli czytać zaszyfrowane niemieckie rozkazy, wojna była dużo łatwiejsza do wygrania. Amerykański wywiad rozszyfrował też szyfry używane przez Japończyków, w tym słynny Purpurowy, co pozwoliło m.in. na zwycięstwo w bitwie pod Midway, najważniejszej bitwie wojny na Pacyfiku.

Język, którego nikt nie zna

Kiedy Japonia zaatakowała USA, Korpus Piechoty Morskiej (USMC) miał poważny problem. Jego dowódcy szybko połapali się, że używane przez nich szyfry są niewystarczające, a Japończycy potrafią je złamać. Rozwiązanie tego problemu znalazł Philip Johnston. Zaproponował generałowi Claytonovi B. Vogeowi, dowódcy USMC na Pacyfiku, by stworzyć szyfr oparty o język plemiona Nawaho.

Johnston był synem misjonarza, który nawracał członków tego plemienia na chrześcijaństwo, i sam mieszkał wśród nich przez blisko ćwierć wieku. Wiedział, że ich skomplikowany język nigdy nie został spisany, a władze USA przed wojną aktywnie zwalczały jego używanie. Dzięki temu nie znał go praktycznie nikt, kto nie należał do tego plemienia. Dzisiaj historycy szacują, że na całym świecie podczas II WŚ żyło ok. 30 nie-Nawajo, którzy go rozumieli.

Żółwie i żelazne ryby

Johnston zaprezentował swoją teorię Vogelowi w bazie Camp Elliot 28 lutego 1942 roku. Oficerowie z jego sztabu napisali symulowaną wiadomość, którą wręczono Indianinowi. Ten przełożył ją na ich język i nadał przez radio. Drugi Indianin odebrał ją i przetłumaczył na angielski, dużo szybciej, niż potrwałoby odszyfrowanie nawet najprostszego szyfru. Generał dał się przekonać i wkrótce rekruterzy USMC zaczęli rekrutować w tym celu Indian. Nazwano ich „mówiącymi szyfrem”. Dziś nie wiadomo do końca, ilu Nawaho służyło w tej roli, ale szacuje się, że było ich kilkuset.

Zdecydowano, że dla dodatkowego bezpieczeństwa Indianie też będą stosować szyfr, oparty o amerykański alfabet fonetyczny. Uznano jednak, że dla przyspieszenia transmisji najczęstsze słowa nie będą szyfrowane. Szybko odkryto, że jest pewien problem. W języku Nawaho nie było bowiem wielu słów, które byłyby niezbędne w wojskowych meldunkach. Z tego względu zastąpiono je innymi. Na przykład zamiast „czołg”, mówili „żółw”, zamiast „granat” mówili „ziemniak”, a zamiast „okręt podwodny” „żelazna ryba”. Indiańscy szyfranci przechodzili intensywne szkolenie, podczas którego uczyli się tego kodu i słów na pamięć. Dla bezpieczeństwa nie mogli zabierać na front ściągawek.

Pomogli zdobyć Iwo Jimę

Pierwszy eksperymentalny pluton, liczący 29 Nawaho, okazał się być tak skuteczny, że wkrótce każda dywizja USMC na Pacyfiku miała swoich szyfrantów. Dowódcy byli nimi zachwyceni. Major Howard Connor, oficer sygnałowy z 5. Dywizji USMC, miał sześciu takich szyfrantów podczas inwazji na Iwo Jimę. Przyznał potem, że bez nich Amerykanom nie udałoby się zdobyć tej ważnej wyspy. Pewnym problemem było jednak to, że amerykańscy żołnierze czasami mylili ich z Japończykami. Po kilku takich incydentach każdy szyfrant dostał osobistego ochroniarza, który miał go chronić przed podobną pomyłką. Mieli też inne, bardziej ponure zadanie – mieli ich zastrzelić jeśli groziłoby, że dostaną się w ręce wroga. Na szczęście nigdy do tego nie doszło, chociaż kilkunastu szyfrantów straciło życie w boju. 

Niestety Nawaho, którzy brali udział w tym programie, nie zostali docenieni po wojnie. Ich szyfr był bardzo pilnie strzeżoną tajemnicą, a nawet po ustaniu walk rząd USA nie zdradził jego istnienia, by móc w razie czego użyć go ponownie. Krążą plotki, że mówiących szyfrem użyto podczas wojny w Korei, ale nie znaleziono na to na razie dowodów. Wielu szyfrantów po wojnie żyło, podobnie jak inni członkowie ich plemienia, w skrajnej nędzy, nie mogąc nikomu pochwalić się swoją służbą. Ich rolę w wysiłku wojennym odtajniono dopiero w 1968 roku. Dopiero wtedy wielu z nich dostało medale za swoją służbę. Prezydent Reagan zdecydował, że 14 sierpnia będą też mieli swoje święto.

Odchodzą ostatni szyfranci

Władze narodu Nawaho poinformowały, że w wieku 107 lat zmarł jeden z ostatnich mówiących szyfrem, John Kinsel Sr. Po jego śmierci zostało już tylko dwóch: Peter MacDonald i Thomas H. Begay. „Pan Kinsel był żołnierzem piechoty morskiej, który odważnie i bezinteresownie walczył za nas w najbardziej przerażających okolicznościach i z największą odpowiedzialnością jako Mówiący Szyfrem Nawaho” - powiedział prezydent tego plemienia Buu Nygren. Rozkazał, by wszystkie flagi w rezerwacie opuścić do 27 października do połowy masztu. Jak informuje agencja AP, Kinsel wstąpił do USMC w 1942 roku i brał udział w bitwie o Iwo Jimę.

Dziś historia szyfrantów Nawaho jest zdecydowanie najsłynniejsza, ale nie byli jedynymi „mówiącymi szyfrem”. W tej roli służyli też Indianie z takich plemion jak Komancze, Hopi czy Meskwaki. Indiańscy szyfranci byli obecni w każdym teatrze działań na Pacyfiku, w Afryce i w Europie. O ile wiadomo historykom, ani Japończykom, ani Niemcom nie udało się nigdy złamać stosowanych przez nich szyfrów.

źr. wPolsce24 za AP, USMC University 

 

Świat

Pożary zombie w Belgii. Żywioł tli się pod ziemią i idzie na Niemcy

opublikowano:
37 stopni i ogień. Belgia przeżywa katastrofę, jakiej nigdy nie było
37 stopni i ogień. Belgia przeżywa katastrofę, jakiej nigdy nie było(fot. Belgian Defence Facebook)
Od piątku 14 sierpnia Belgia zmaga się z największym pożarem w swojej historii. Ogień, który wymknął się spod kontroli w rezerwacie przyrody Hohes Venn na wschodzie kraju, przy granicy z Niemcami, strawił już nawet 3000 hektarów. To obszar porównywalny z ponad 4 tysiącami boisk piłkarskich. Sytuacja jest tak poważna, że Belgia uruchomiła unijny mechanizm ochrony ludności, a w akcji gaśniczej biorą udział służby z kilku państw.
Świat

Polityczny pstryczek w nos za odebranie Orderu? Tak Ukraina żegnała twórcę Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów!

opublikowano:
Ukraina pochowała z honorami wojskowymi szczątki Jewhena Konowalca, pierwszego przywódcy OUN, co zdaniem Leszka Millera stanowi polityczną odpowiedź Wołodymyra Zełenskiego na ostatnie napięcia w relacjach z Polską.
W Ukrainie przeprowadzono uroczystości pogrzebowe związane z pochowaniem szczątków Jewhena Konowalca, pierwszego przewodniczącego OUN, na Narodowym Wojskowym Cmentarzu Memorialnym. Zdaniem Leszka Millera jest to polityczna odpowiedź Wołodymyra Zełenskiego na kwestię odebrania mu Orderu Orła Białego.
Świat

Alarm w Rumunii – hiszpańskie F-18 zestrzeliły niezidentyfikowanego drona przy granicy z Mołdawią

opublikowano:
Ogień na wschodniej flance. Sojusznicze myśliwce przechwyciły cel, który wtargnął w przestrzeń NATO
F-18 Hiszpańskich Sił Powietrznych (fot. Wikipedia)
W niedzielę nad ranem doszło do poważnego incydentu na wschodniej flance NATO. Dwa hiszpańskie myśliwce F-18, uczestniczące w misji Sojuszu w Rumunii, przechwyciły i zniszczyły niezidentyfikowanego drona, który naruszył przestrzeń powietrzną tego kraju w pobliżu granicy z Mołdawią. To czwarty taki przypadek w Rumunii w 2026 roku.
Świat

Dramatycznie nagranie z akcji ratunkowej. Tak węgierscy strażacy walczyli o życie Polaków

opublikowano:
Akcja ratunkowa węgierskich strażaków
Węgierskie służby opublikowały nagranie z akcji ratunkowej. (fot. screen z Facebook/ BM Országos Katasztrófavédelmi Főigazgatóság)
Węgierskie służby opublikowały wstrząsające nagranie z nocnej akcji ratunkowej po tragicznej katastrofie polskiego autokaru na autostradzie M3. Film dokumentuje dramatyczną walkę strażaków z czasem oraz skomplikowane operacje techniczne, które pozwoliły na uratowanie uwięzionych pasażerów. W wypadku zginęło 12 osób, a rannych zostało kilkudziesięciu polskich pielgrzymów.
Świat

Katastrofa polskiego autokaru na Węgrzech. 12 ofiar śmiertelnych

opublikowano:
Akcja ratunkowa na Węgrzech
Tragiczny wypadek polskiego autobusu na Węgrzech. (fot. PAP/EPA/ZOLTAN MATHE)
W nocy z soboty na niedzielę na węgierskiej autostradzie M3 doszło do katastrofalnego wypadku polskiego autokaru. W wyniku zdarzenia śmierć poniosło 12 osób, a co najmniej 10 odniosło poważne obrażenia. Na miejscu wypadku służby podjęły natychmiastową walkę o uwolnienie poszkodowanych pasażerów.
Świat

Gdzie żyje się najlepiej za granicą? Ranking 2026 zaskakuje – Europa słabo

opublikowano:
Najlepsze kraje dla emigrantów w 2026 roku. Panama liderem, Polska poza czołówką
Panama królem emigrantów po raz trzeci (fot. pixabay)
Panama po raz trzeci z rzędu okazuje się najlepszym miejscem na świecie do życia i pracy za granicą. W pierwszej dziesiątce rankingu Expat Insider znalazły się także Meksyk, Tajlandia, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Brazylia. Europa reprezentowana jest przez Hiszpanię, Portugalię i Luksemburg.