Orban wciska gaz "kontrrewolucji" i zakazuje parad równości, a "demokraci" robią zadymę. Dosłownie!

Tym razem poszło o nowelizację ustawy o zgromadzeniach, która w praktyce delegalizuje parady równości. Przepisy zostały przegłosowane we wtorek przez węgierski parlament. Jak zwykle okazało się, że ci, którzy najgłośniej mówią o demokracji i praworządności, nie potrafią zaakceptować demokratycznego głosowania, gdy wynik nie jest zgodny z ich oczekiwaniami.
Parlament Węgier mówi "nie" ideologii LGBT
Nowe przepisy znacząco ograniczają możliwość organizowania manifestacji promujących postulaty środowisk LGBT. Policja otrzymała rozszerzone uprawnienia, w tym możliwość wykorzystywania oprogramowania do rozpoznawania twarzy w celu identyfikacji organizatorów i uczestników nielegalnych zgromadzeń. Za udział w paradzie równości grozić będą grzywny od 6,5 tys. do nawet 200 tys. forintów (około 70 – 2 100 zł).
To jednak nie koniec. Węgierski rząd pracuje nad zmianą konstytucji, aby wprowadzić jeszcze większą ochronę dzieci przed deprawacją ideologiczną. Planowane zmiany mają zakazać udostępniania osobom poniżej 18. roku życia treści pornograficznych oraz materiałów „przedstawiających seksualność w celach egoistycznych lub promujących odstępstwa od tożsamości płciowej, zmianę płci i homoseksualizm”.
Opozycja z hymnem Rosji i świecami dymnymi
Głosowanie nie obyło się bez awantur. Opozycyjna partia Momentum zareagowała na wynik histerycznie – posłowie wznosili antyrządowe okrzyki, odtworzyli hymn Rosji i rozrzucili ulotki przedstawiające Viktora Orbana całującego się z Władimirem Putinem. Dodatkowo odpalili świece dymne, co zmusiło prowadzącego obrady do ewakuacji sali.
Mimo tego spektaklu histerii nowelizacja została przyjęta zdecydowaną większością głosów – 136 deputowanych było za, a tylko 27 przeciw zakazowi tzw. parad równości.
Węgry po raz kolejny pokazują, że nie zamierzają poddawać się ideologicznej presji Zachodu. Orban, wzmacniany zmianami politycznymi w USA, konsekwentnie realizuje swoją wizję silnego, suwerennego państwa. I to właśnie ten kurs budzi największy sprzeciw unijnych elit, które przywykły do narzucania swojej woli pod hasłami „tolerancji” i „europejskich wartości”, co przecież w Polsce znamy aż za dobrze.
źr. wPolsce24 za i.pl