Operacja w Wenezueli to był majstersztyk. Teraz poznaliśmy jej szczegóły

Z tego tekstu dowiesz się:
-
Amerykańska operacja pojmania Nicolása Maduro trwała niecałe 2,5 godziny – zakończyła się sukcesem bez ofiar po stronie USA i wywołała podziw ekspertów wojskowych na całym świecie.
-
Przygotowania trwały miesiącami – CIA od co najmniej sierpnia budowała tzw. „wzór życia” Maduro, analizując jego zwyczaje, miejsca pobytu i środki bezpieczeństwa.
-
Maduro coraz bardziej się ukrywał – ograniczył wystąpienia publiczne, często zmieniał miejsca noclegu, polegał głównie na ochroniarzach z Kuby i zakazał używania telefonów komórkowych.
-
Kluczową rolę odegrał wywiad i informatorzy – USA potwierdziły wykorzystanie źródeł wewnątrz reżimu; nadal nie wiadomo, czy ktoś zgarnął nagrodę 50 mln dolarów za pomoc w jego ujęciu.
-
Atak przeprowadzono w silnie strzeżonej bazie Fuerte Tiuna – tzw. „wenezuelskim Pentagonie”, gdzie Maduro miał spać w nocy z 2 na 3 stycznia.
-
Elitarne jednostki w akcji – w operacji brały udział Delta Force oraz policyjna jednostka FBI Hostage Rescue Team, co pozwalało USA przedstawiać ją jako operację policyjną.
-
Ogromna skala wsparcia militarnego – w działaniach uczestniczyło ponad 150 statków powietrznych, w tym F-35, F-22, bombowce B-1B, drony i samoloty walki elektronicznej.
-
Wenezuelska obrona była bezradna – systemy przeciwlotnicze i myśliwce nie zareagowały skutecznie, część samolotów została zniszczona jeszcze na lotniskach.
-
Strzelanina w bazie i panic room – Maduro próbował schronić się w specjalnym pomieszczeniu, ale został schwytany zanim zdążył je zamknąć.
-
Najbardziej ryzykowny moment: ewakuacja – Amerykanie bezpiecznie przetransportowali Maduro i jego żonę na okręt USS Iwo Jima, a następnie do aresztu w Nowym Jorku.
-
Eksperci mówią o nowym standardzie operacji specjalnych – akcja pokazała doskonałą koordynację niemal wszystkich gałęzi amerykańskich sił zbrojnych.
Jak informowaliśmy wcześniej, 3 stycznia nad ranem pojawiły się doniesienia, że w Wenezueli doszło do serii eksplozji. Strona amerykańska wkrótce potem potwierdziła, że to ich operacja wojskowa. Niedługo później prezydent Donald Trump poinformował, że socjalistyczny dyktator Nicolas Maduro i jego żona są już w rękach Amerykanów i wkrótce staną przed sądem, by odpowiedzieć na zarzuty związane z przemytem narkotyków do USA. Operacja ich pojmania potrwała zaledwie dwie godziny i 28 minut, nie zginął w niej żaden Amerykanin. Teraz amerykańscy politycy, wojskowi i media ujawniły na tyle szczegółów, że można pozwolić sobie na próbę rekonstrukcji tego, co w jej trakcie zaszło.
Szykowali się od miesięcy
Generał Dan Caine, przewodniczący Kolegium Szefów Połączonych Sztabów, zdradził, że przygotowywano ją od miesięcy. Ujawnił, że co najmniej od sierpnia na miejscu pracowała ekipa CIA, która z pomocą innych amerykańskich agencji wywiadowczych próbowała stworzyć tzw. wzór życia Maduro. Caine wyjaśnił, że chcieli się dowiedzieć jak się poruszał, gdzie żył, kiedy podróżował, co jadł, jakie ubrania nosił, jakie są jego zwierzęta domowe. To zadanie stało się dużo trudniejsze we wrześniu, bo Maduro najwyraźniej zaczął się wtedy bardziej bać o swoje bezpieczeństwo. Wzmocnił swoją ochronę, przestał dawać publiczne przemówienia, regularnie zmieniał miejsce, w którym spał – "New York Times" ujawnił, że używał od sześciu do ośmiu lokali. Zabronił także wenezuelskim członkom swojej ochrony korzystania z telefonów komórkowych i w większym stopniu postawił na ochroniarzy z Kuby, do których miał większe zaufanie.
To jednak nie przeszkodziło CIA. Agencja monitorowała go przy pomocy dronów szpiegowskich, ale po jego pojmaniu ujawniła, że miała też źródło wewnątrz jego rządu. CIA rzadko się przyznaje do korzystania z tzw. HUMINT, czyli informatorów, by nie narażać ich na niebezpieczeństwo. Dziennik "Guardian" spekuluje, że być może w tym wypadku zrobili to, by ewentualny następca Maduro nie miał zaufania do własnych ludzi. USA wyznaczyły wcześniej nagrodę w wysokości aż 50 mln dolarów – wcześniej było to 25 mln, ale pod rządami Trumpa kwota została dwukrotnie zwiększona – za informacje, które mogą pomóc w aresztowaniu dyktatora. Na razie nie wiadomo, i jeszcze długo nie będzie wiadomo, czy jakiś Wenezuelczyk został niedawno bardzo bogatym człowiekiem.
Teraz pozostało tylko wybrać datę ataku. To była kluczowa sprawa. Amerykanie bardzo chcieli uniknąć ofiar cywilnych, więc chcieli wybrać dzień, w którym Maduro będzie w miejscu, gdzie będzie można go pojmać bez nadmiernego ryzyka dla cywili. Zdecydowano się zaatakować w nocy, w której Maduro będzie spał w Fuerte Tiuna. To jedna z najważniejszych baz wojskowych w tym kraju. Z racji tego, że swoją siedzibę mają w niej najważniejsze organizacje sił zbrojnych, w tym ministerstwo obrony, zwana jest czasem „wenezuelskim Pentagonem”. To skomplikowało tę operację, bo ta baza ze zrozumiałych przyczyn jest silnie broniona. Trump zdradził, że komandosi, którzy mieli go porwać, zbudowali dokładną replikę budynku, w którym przebywał i intensywnie ćwiczyli jego szturmowanie. Ostatecznie zdecydowano, że atak będzie miał miejsce 3 stycznia. Trump dał zielone światło o 23:46 czasu wenezuelskiego. Caine zdradził, że kluczowe dla ustalenia daty ataku były warunki pogodowe. Wcześniej wielu komentatorów spekulowało, że to, że Maduro został pojmany, gdy w Caracas przebywała delegacja z Chin, było niedwuznaczną wiadomością wysłaną w stronę Pekinu – ale jeśli Caine nie mija się z prawdą, to było to tylko szczęśliwe zrządzenie losu.
Użyli swoich najlepszych ludzi
Maduro mieli porwać członkowie dwóch jednostek. Pierwsza z nich to Delta Force. To najbardziej elitarna jednostka specjalna amerykańskiej armii. Media donoszą jednak, że towarzyszyli im także funkcjonariusze Hostage Rescue Team (HRT) – najbardziej elitarnej jednostki antyterrorystycznej w USA, która jest częścią FBI. Użycie obu tych jednostek we wspólnej akcji z militarnego punktu widzenia nie miało zbyt wielkiego sensu – obie specjalizują się w działaniach antyterrorystycznych, a wyszkolenie ich operatorów jest bardzo do siebie zbliżone. Miało to jednak sens z politycznego punktu widzenia. Wiadomo, że Trump poinformował Kongres o tej akcji post factum, bo bał się, że politycy mu w niej przeszkodzą – a patrząc na reakcje niektórych Demokratów, te obawy nie były bezpodstawne. HRT to cywilna jednostka policyjna. Jej udział i fakt, że to jej operatorzy zatrzymali Maduro oznacza, że może to przedstawić jako zwykłą operację policyjną, o której nie musiał powiadamiać Kongresu, a udział wojska miał jedynie za zadanie zapewnić policjantom bezpieczeństwo.
Zanim doszło do aresztowania Maduro, konieczne było przetransportowanie komandosów do Caracas. W tym celu konieczne było użycie lotnictwa. Jak informują media, w tej operacji wzięło udział ponad 150 maszyn latających. Wśród nich były m.in. myśliwce F-22, F-35, F/A-18, EA-18G, latające radary E-2D i E-3, bombowce B-1B, szereg śmigłowców transportowych i szturmowych, latające cysterny, samoloty walki radioelektronicznej, drony i inne typy maszyn. Trump skomentował, że mieli myśliwiec na każdą okazję. Najprawdopodobniej użyto także pocisków manewrujących odpalanych z okrętów. Wenezuela dysponuje dość silnymi, jak na ten region, siły zbrojne, używa głównie sprzętu produkcji rosyjskiej, ale jej obrona przeciwlotnicza okazała się bezradna wobec amerykańskiego ataku. Nawet tysiące ręcznych wyrzutni przeciwlotniczych Igła, którymi wcześniej straszył Maduro, nie poradziły sobie z amerykańskimi zdolnościami walki elektronicznej i nie zniszczyły żadnego śmigłowca, chociaż wojna na Ukrainie pokazała, że to nadal śmiertelnie groźna broń. Wenezuelskie myśliwce nie zdążyły nawet wystartować, F-35 zbombardowały je na płytach lotnisk. Część celów tego ataku zapewne miała odwrócić uwagę Wenezuelczyków od głównego aktu tej operacji.
Lot tuż nad falami
Gdy korytarz został wybity, do akcji ruszyły śmigłowce z komandosami, osłaniane przez maszyny szturmowe. Medialne doniesienia wskazują, że należały do 160. Lotniczego Pułku Operacji Specjalnych. To elitarna jednostka, której załogi specjalizują się we wsparciu operacji specjalnych. - Cała osobowość 160tego to latanie nisko, nocą, w złej pogodzie, do miejsc które ich nie chcą i mimo tego sprowadzanie stamtąd naszych ludzi – skomentował pisarz i analityk Wes O'Donnell.
Z kolei Caine ujawnił, że śmigłowce leciały do celu na wysokości ok. 30 metrów. Tak niski lot, zwłaszcza w nocy, jest bardzo niebezpieczny, ale ma jedną istotną zaletę. Lecący tak nisko statek powietrzny trudno jest namierzyć radarem, bo jego promienie odbijają się od fal, drzew itp., powodując zakłócenia.
Nie jest na razie jasne, co stało się wewnątrz bazy wojskowej, poza tym, że doszło do strzelaniny między Amerykanami i ochroną Maduro. Rząd Kuby ujawnił, że zginęło w niej 32 Kubańczyków, ochroniarzy i przedstawicieli tamtejszego wywiadu. Kilku Amerykanów odniosło rany, ale życiu żadnego z nich nie zagraża niebezpieczeństwo. Początkowo media informowały, że Maduro został zaskoczony we własnym łóżku. Teraz wiadomo, że zdążył wstać i uciekał z żoną do specjalnego, wzmocnionego pomieszczenia, tzw. panic room, gdzie chciał doczekać nadejścia pomocy, ale nie zdążył zamknąć za sobą drzwi. Gdyby zdążył, nie miałoby to zbyt wielkiego znaczenia – Trump ujawnił, że komandosi mieli ze sobą odpowiedni sprzęt i ćwiczyli wcześniej jego sforsowanie. Podczas treningu dostanie się do środka zajmowało im ok. 45 sekund.
Wszystko poszło zgodnie z planem
Po jego aresztowaniu nastąpił najbardziej krytyczny etap tej operacji – ewakuacja Maduro i jego żony. Gdyby dyktator zginął, byłoby to dla Trumpa dużym problemem politycznym. Mogłoby też sprawić, że stałby się męczennikiem dla socjalistów na całym świecie, a tego Amerykanie by nie chcieli. Dodatkowo żywy Maduro może oznaczać, że przekaże informacje, które dla Amerykanów okażą się cenne. Na szczęście także tutaj wszystko poszło jak z płatka. Amerykański ogień przydusił obrońców do ziemi, a komandosi załadowali ich do śmigłowca i zabrali na amfibijny okręt desantowy USS Iwo Jima, skąd później trafili do nowojorskiego aresztu.
Oczywiście na razie nie znamy wszystkich kulis tej operacji. Eksperci są jednak zgodni, że był to majstersztyk, który wyznaczył nowy standard tego, jak takie operacje powinny być przeprowadzane w przyszłości. Pokazała także, że Amerykanie bardzo dobrze radzą sobie z koordynacją pomiędzy poszczególnymi gałęziami sił zbrojnych i z łączonymi operacjami. W pojmaniu Maduro udział wzięły bowiem armia, Marynarka Wojenna, Piechota Morska, Gwardia Narodowa (jej komponent lotniczy), Siły Powietrzne i Siły Kosmiczne. Jedyną gałęzią amerykańskich sił zbrojnych, której nie użyto – prawdopodobnie – w akcji w Wenezueli była Straż Przybrzeżna.
źr. wPolsce24 za New York Times, Guardian, Al-Jazeera, ABC











