To nie żart. Brytyjski supermarket wycofuje tradycyjne noże, bo są „zbyt niebezpieczne”

Według brytyjskich mediów Morrisons ma oferować klientom noże kuchenne z kwadratowym albo zaokrąglonym końcem ostrza. Producent przekonuje, że mają one ograniczać ryzyko zranienia, a jednocześnie nadal sprawdzać się przy krojeniu, siekaniu i codziennym gotowaniu. Pomysł popierają organizacje walczące z przestępczością nożową. Kampania na rzecz takich noży nabrała rozgłosu po tragedii w Southport. Leanne Lucas, która przeżyła atak nożownika, zaczęła apelować o odejście od tradycyjnych ostrych czubków w domowych kuchniach.
Nie ma wątpliwości, że Wielka Brytania zmaga się z poważnym kryzysem bezpieczeństwa. Przemoc z użyciem noży stała się jednym z symboli upadku porządku publicznego na brytyjskich ulicach. Według Office for National Statistics od września 2024 r. do września 2025 r. policja w Anglii i Walii odnotowała 50 430 przestępstw z użyciem noża lub ostrego narzędzia. To spadek o 9 proc. wobec poprzedniego roku, ale skala problemu wciąż pozostaje ogromna. Reaguje także rząd. W maju 2026 r. opublikowano założenia Crime and Policing Act 2026. Przewidują one m.in. ostrzejsze przepisy dotyczące sprzedaży noży przez internet, dokładniejszą weryfikację wieku, obowiązek zgłaszania hurtowych zakupów ostrzy oraz surowsze kary za sprzedaż noży osobom poniżej 18. roku życia.
I właśnie na tym tle decyzja Morrisons wygląda co najmniej osobliwie. Państwo zapowiada nowe narzędzia dla policji i ostrzejsze przepisy, a supermarket ogłasza, że jednym z elementów walki z nożownikami będzie sprzedaż kuchennych noży z tępym czubkiem. Trudno nie odnieść wrażenia, że w tej logice odpowiedzialność przenosi się z człowieka na przedmiot.
Nóż winny, człowiek mniej?
Oczywiście, w określonych sytuacjach tępo zakończony nóż może mieć sens. W domach opieki, placówkach medycznych, miejscach, gdzie przebywają osoby zagrożone autoagresją, albo tam, gdzie ryzyko impulsywnej przemocy jest podwyższone, takie rozwiązanie może ograniczyć zagrożenie. Ale przedstawianie tego jako symbolu walki z przestępczością z użyciem noża brzmi jak typowo biurokratyczna odpowiedź na problem, który jest znacznie głębszy. Nożownicy nie znikną dlatego, że w markecie trudniej będzie kupić klasyczny nóż kuchenny. Nadal pozostają inne sklepy, zakupy internetowe, nielegalny obrót, narzędzia budowlane, śrubokręty, rozbite butelki i dziesiątki przedmiotów, które w rękach agresywnego człowieka mogą stać się bronią.
Brytyjczycy już wcześniej ograniczali dostęp do noży
To nie pierwszy przypadek, gdy brytyjscy sprzedawcy ograniczają dostęp do ostrzy. Rządowy dobrowolny kodeks dla detalistów, którego sygnatariuszem jest także Morrisons, przewiduje m.in. kontrolę wieku kupujących, szkolenia personelu oraz zabezpieczanie ekspozycji z nożami, aby nie można było ich łatwo ukraść lub natychmiast użyć. Już w 2018 r. lokalne media informowały, że Morrisons usuwał noże z półek w wybranych sklepach w centrach miast po problemach z kradzieżami ostrzy przez młodych ludzi.
Gest, który uspokaja sumienia
Największy problem z pomysłem Morrisons polega na tym, że daje on politykom, korporacjom i opinii publicznej wygodne poczucie działania. Jest decyzja. Jest kampania. Są deklaracje. Można pokazać zdjęcia nowych noży i powiedzieć: „robimy coś”. Tyle że przestępczość z użyciem noży nie bierze się z samego faktu, że w kuchennych szufladach znajdują się ostre narzędzia. Bierze się z przemocy, gangów, demoralizacji, braku skutecznej prewencji, niewydolnego egzekwowania prawa i sytuacji, w której osoby niebezpieczne zbyt często nie są odpowiednio wcześnie zatrzymywane przez państwo.
Tępy czubek noża nie zastąpi policji. Nie zastąpi sądów. Nie zastąpi kontroli nielegalnego handlu bronią ani pracy z młodzieżą wciąganą w przemoc uliczną. Bo z nożownikami nie wygra się samą zmianą kształtu kuchennego ostrza. Do tego potrzebne jest państwo, które realnie egzekwuje prawo.
źr. wPolsce24 za express.co.uk/Scottish Sun/The Guardian/The Independent











